Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jestem pięta Achilla,
suchym skrawkiem śmiertelnej choroby,
rakiem zżerającym płuca i prostatę.

Jestem stołową nogą,
drzazgą debilizmu tkwiącą w kresomózgowiu,
brudem pod paznokciem wydłubanym z ucha.

Jestem ręka Boga,
wydziaranym, potężnym ramieniem,
krwią spod zerwanych skórek...

Jestem twarzą Marsa,
pustką w tłumie,
znakiem zapytania w twierdzącym zdaniu.

Jestem włosem między życiem a śmiercią,
wymiotem niepodjętych decyzji,
uśmiechem ludzkiego ugryzienia.

Jestem żółto-białym murzynem,
pośmiewiskiem wyśmiewanch,
strzelbą bez cyngla.

Jestem panem ...

Opublikowano

Wybacz wciąż walcze z dysfunkcjami i już itak jest o niebo lepiej ;)
To, że wiersz nie podoba się Tobie nie znaczy ,że nie potrafię serwować swoich przemyśleń. Gdybym nie usłyszał kilku pochwał pod adresem swojego pisania to nie odważyłbym się tu pisać. Różne są gusta, dla Mnie np. Twoja poezja jest dość mdła i wtórna i ucieka z głowy zaraz po przeczytaniu.
Prozy próbowałem i wciąż próbuje, zresztą wszystko co pisze to narazie próby,a Ty napewno nie jesteś bardziej zaawansowana więć miej litość i oszczędź komentarzy typu "wiersz mi się nie podoba". Po co mi to? Piszę tu po to by sie rozwijać, a nie zniechęcać. Oczekuje bardziej rozbudowanych komentarzy (np. co sie nie podoba, co jest noezrozumiale itd. itp.).
Pozdrawiam :)

Opublikowano

Jak nie wiesz co to jest anafora to nie zabieraj głosu przy komentowaniu wiersza w którym występuje.
A od kiedy wiersz ma cos wnosić? Co Tuwim wniósł zachwycając się jazdą tramwajem?
Ta wyliczanka ma jednak sens i już nawet go zdradziłem, trzeba czytać...

Opublikowano

A gdzie Ja się zachowałem nie kulturalnie? Nie bądź przewarażliwiona! Zresztą twoja krytyka to żadna krytyka, jest bez podstawna i opiera się na zasadzie "nie podoba mi się i już". To ma być krytyka? Jak chcesz się wypowiadać to rób to bardziej konstruktywnie. Poza tym kto powiedział, że każda krytyka jest słuszna? Chyba mam prawo do obrony swojego wiersza? Nie obraziłem Cię w żaden sposób, a jedynie mam wątpliwości co do Twojej wiedzy ,ale tylko i wyłącznie na podstawie tego co napisałaś. Jeżeli to jest brak kultury to chyba ponownie mogę zwątpić w Twoją wiedzę...

Opublikowano

czytając te komentarze uśmiecham się do siebie...więcej pokory, Panie Cosimo, czy jak ci tam. jest to w istocie pusta wyliczanka (zaraz pewnie usłyszę, że nie jest pusta, a ja się nie znam), może da się pewne myśli ocalić, ale należy to rozbić na kawałki...kawałeczki i z dystansem zacząć pisać. zastanów się też co czuje czytelnik... tramwaje przynajmniej dotyczyły wszystkich, a ten twój tekścik opowiada nam o (nie)wiadomo kim..pomyśl też, że jeśli my go tak odbieramy, tak też odbiorą go inni, a być może nie będziesz miał szansy im niczego wytłumaczyć i co wtedy? wiersz powinien umieć obronić się sam, tem nie umie...być może w ogóle nie jest wierszem. pozdrawiam

Opublikowano

Jasne, że to jest wyliczanka, nawet dziecko to zauważy i jest tak pewnie dlatego ,że to miała być wyliczanka!
Skomentowałem jeden z Twoich wierszy, "Cisza" się nazywał i nigdy nie uwierzysz co znalazłem... w kółko powtarzające się słowo "cisza"! Coś niebywałego krytykujesz coś co sama stosujesz, jesteś może politykiem z zawodu? A to, że Cię jakies słowo męczy... no wybacz, ale czy taka "krytyka" ma podstawy? To może "Wtedy" Tuwima też jest beznadziejnym i męczącym wierszem, bo przecierz cały czas pada tam słowo "kiedy", a może "Pycha" Lechonia (która też jest wyliczanką zresztą), a może "Veni, Sancte Spiritus" Staffa? A co moje powtórzenia wnoszą do utworu... to chyba jest jasne! Zaznaczają, że nowy zbawiciel będzie słabym punktem tego świata, że będzie głupcem, że mimo to będzie władzą wykonawczą Boga, że będzie słaby a mimo to będzie decydował o życiu i smierci itd. W tym wierszu Ja liryczne to Jezus A.D.2005 i właśnie się przedstawia.
Jeżeli wytykanie błędów to wg Ciebie brak kultury to jesteś w tym chyba mistrzynią, nie wyzwałem Cię, nie użyłem wulgaryzmów, poprostu wątpie w Twoją wiedzę, to jest brak kultury?
Wiem, że Ja czy Mnie pisze się małymi, ale to mój fetysz literacki. Dodam tylko, że pisze wielkimi także Ty czy On żeby nie było, że mam manię wielkości.
Szkoda, że tylko się ze Mną zgadzasz w tym, że trzeba czytać, a nie stosujesz tego :/

Opublikowano

Pokore to Ja mogę mieć w stosunku do kogoś kto przynajmniej potrafi wypowiedziec się na poziomie, Samo zło czy jak Ci tam...
Dlaczego wam wszystkim wydaje się, że znacie się niewiadomo jak bardzo na poezji? Poczytaj swoje wiersze, myślisz, że jesteś niewiadomo jak dobry? Nie żartuj.
Akurat każdy komu pokazałem ten wiersz odrazu zrozumiał o czym On jest więc może to z Twoim kojarzeniem jest cos nei tak ,a nie z moim pisaniem?
Jeszcze raz powtarzam - nie oczekuje komplementów, ale godnej krytyki, a nie "nie podoba mi sie bo tak", Norwidowi też tak mówiono.
Nie wymagaj od innych tego czego sam nie dajesz, więc też okaż trochę pokory...

Opublikowano

porównywanie się do Norwida jest ogromnym nadużyciem...nigdy nie powiedziałam, że moje teksty są dobre, nigdy też nie naskakiwałam tak na ludzi, którzy mówili "nie". powiedziałam ci dlaczego mi się nie podoba. jesli nie tego oczekujesz, to czego? wiem, że to reakcja spowodowana tym, że nie przypadłeś czytelnikom do gustu i rozumiem cię. sądząc po komentarzach z moim kojarzeniem jest bardzo dobrze, co do twojego pisania, a konkretnie tej wyliczanki nie wypowiadam się, bo nie ukazuje ona niczego; ani stylu, ani twojego gustu poetyckiego. nie oburzaj się tak, bo każdy ma prawo do swojego zdania, po to stworzone jest to forum, by móc się wypowiadać... wydaje mi się też, że najpierw napisałeś to "coś", a potem doszukiwałeś się sensu, tak uporczywie że coś ci się uroiło i trzymasz się tego, a my próbujem cię oderwać, dokleić do lepszej strony a nie do innej ściany, rozumiesz?

Opublikowano

Nieśmiałbym się porównywać do Norwida, uważam tylko, że każdemu trzeba dac sznasę.
To co mi powiedziałeś na temat mojego wiersza praktycznie nic nie zmienia. Gdybym był pewien, że to co napisałem jest dobre to nie zamieszczałbym tego tutaj. Zrobiłem to w celu przedyskutowania formy i treści, a czego nikt nie chce tu przerabiać! Niemal wszyscy piszą tylko "nie podoba mi się" i w czym mi to ma pomoć? Juz pisałem czego oczekuję - krytyki, ale takiej która zaznacza co jest złem i jak można to zmienić.
To czy przypadne do gustu czytelniką na forum naprawdę ani troszeczkę Mnie nie obchodzi, mam dla kogo pisać. Szukam tu raczej kogoś do pomocy technicznej.
Widze, że dla Ciebie najważniejsze jest zdanie innych, myślisz ,że Twoje słowa sa bardziej wiarygodne bo ktos się z nimi zgadza? Po raz kolejny przytocze przypadek Norwida (któremu oczywiście do pięt nie dorastam) , który pokazuje ,że nie zawsze to większośc ma rację.
Nie oburzam się i nie bronie nikomu jego zdania, ale jeśli już koniecznie chce je przekazac mi to niech zrobi to na poziomie. Sztuka jest nie tylko pisać, ale i krytykować.
To co Ci się wydaje to Twoje prywatne urojenie, możesz się tego trzymać - mało Mnie to obchodzi. Wiem w jakich okolicznościach i z jakim zamiarem pisałem ten wiersz i nei wmowisz mi, że jest inaczej.
Skomentowałem jedną z Twoich notatek, przeczytaj bo właśnie coś w ten deseń chciałbym usłyszeć od Ciebie.

Opublikowano

Popraw literówkę w przedostatniej strofie :) .

W wierszu mamy zbyt dużo niespójnego dramatyzmu. Nie zdecydowanie peela, podkreślane przez (według mnie) niepotrzebną anaforę staje się nużące i nieoryginalne. Wiersz do przewidzenia, słabo spuentowany. Myślę, że dało by się to samo napisać lapidarniej.
Jako całość nie przypadł mi do gustu. Ale wers „znakiem zapytania w twierdzącym zdaniu.” Jest ciekawy.;) Zapamiętam go sobie :)

Pozdrawiam.

Opublikowano

No to jest 3:2 wciąż niestety dla pseudokrytyków. Ty na szczęście do nich nie należysz.
Co najważniejsze w twoim komentażu padły dwa istotne słowa "według Mnie", bardzo się cieszę, że nei chcesz przemawiać w imieniu ogółu.
Przyjmuje krytykę z pokorą (i to nie po to by udowodnić niektórym ,że nie jestem pyszny) i cieszę się, że choć jeden wers przykół Twoją uwagę :) Wielkie dzięki :)

Opublikowano

Nie musisz przyjmować krytyki i nie musisz się z nią zgadzać. Tyle ile tu osób się wypowie, tyle będzie zdań i gustów, a o gustach przecież się nie dyskutuje. To co podoba się jednym innym nie musisz się podobać.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Śmieszna jesteś dziewczynko, myslisz, że wszystko co tu pisze jest do Ciebie? Głupol...
Jak sama zauważyłaś mój komentarz dotyczący Twojego wiersza to zwykły odwet, a nie zadna krytyka. Chciałem CI tylko zwrócić uwagę na to, że równierz używasz anafory i nic więcej. A czy w Twoim wierszu jest ona bardziej na miejscu niż w moim..... polemizowałbym.

Opublikowano

marri huano szkoda czasu na dyskusje z tym panem, naprawdę on nie ma nic do powiedzenia i marnie się broni. ja już mam go dość, ciekawe jak dlugo ty wytrzymasz. trzymam kciuki- i tak jest jakieś 100:0- dla nas oczywiscie;)

Opublikowano

Nazywanie Cię smieszną czy głupolem to brak kultury? To nie są obelgi, a raczej przekomarzanie. Zresztą taką Cię własnie widze, cóż począć...
Juz Ja widze jak z Toba mozna polemizować, poczekam aż troche zmądrzejesz.

P.s.
Myślisz, że poprawianie moich błędów w jakiś sposób Mnie drażni albo coś mi ujmuje? Chwytasz się brzytwy... Na Mnie to nie robi wrażenia.

Opublikowano

Samo zło jak na razie to mówie więcej od Ciebie i to twoja argumentacja jest na poziomie przedszkolaka czego dajesz dowód tym ,że już nie możesz wytrzymać. Idź się lepiej do piaskownicy pobawić, a nie dziecku się zachciało pisać...

Opublikowano

hm...po błędach ortograficznych wnoszę, że umiem pisać lepiej od ciebie- jesteś bardzo zabawny, miotasz się jak mucha w pajęczynie, a nie mogę wytrzymać, bo twoje denne gadki doprowadzają mnie do obłędu. jesteś u mnie już skreślony i zacieram ręce patrząc na to, co mówią o tobie inni

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rafael Marius z pięknej toalety:) jutro mam ślub z stylu włoskim w plenerze w ciągu dnia do wieczora:) inaczej, bo w zieleni na zielonej łące pośród kwiatów i w koronkach drzew:) w nocy nie ma takiego efektu obcowania z naturą jak w dzień:) będzie to śliczny ślub:)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • w gwieździstym niebie nie było Ciebie  w toni oceanu pustka bez Ciebie  w wietrze gorącym i porywistym nie ma Ciebie  w ogniu ogniska i dymie brak Ciebie    na ulicy paryskiej, na prawym brzegu Wisły  na Kazimierzu w Krakowie lśniącym historia  na rogatkach miast na szczytach gór  był tylko upiór mój miłości romantyczna    w setkach spojrzeń w barze i metrze  w ulicach gwarnych zaułkach niewiernych na nocnych traktach  blichtru i sławy  nie było Ciebie i nie ma sprawy    W oczu błękicie burzy blond włosów nie ma Ciebie  w biodrach tańczących   piersiach gorących  brak Ciebie  w upojnej nocy i doświadczeniu Déjà vu nie ma Cie  po co to życie tak atrakcyjne gdy Tej Jednej nie było nigdzie    
    • Przedświt pachniał dziś wonnym dymem, kadzidłem miłosnych uniesień i słodką nutą wróżb. Sobótka dobiegała końca. Zawezwane dusze czmychały  przed pierwszym brzaskiem. Ich nogi bezszelestnie muskały młode paprocie. Ich głowy nikły z wątłym pluskiem  w toni rzeki. Niektóre bierzyły po śladach północnic, hen w najdalsze połacie  wyrwanych borom pól. Były i takie psotne zjawy  co schować chciały się  w ludzkich obejściach i chatach. W progach zatrzymywały je  amulety i kręgi solne a także strażniczy wrzask  deptanego Domowika. Wołał on na pomoc imię Łady i Dziewanny  rozganiając zjawy na cztery wiatry. Byle dalej od wsi.     Ogniska rozsiane gęsto przy brzegu, gasły z wolna. Drwa oddały już całe swe ciepło. Rozżażone bierwiona  trzaskały jeszcze z cicha zapadając się coraz głębiej w popiół. Wianki te nie porwane z nurtem, były porozrzucane wszędzie wokół. Częściej zagubione w ekstazie tańca  niż zerwane  zwierzęcym pragnieniem  kobiecych krągłości. Ludzie posnęli w kręgach. Upojeni miodem. Zdjęci czarem. Zmęczeni całonocnym świętem  ku czci Kupały. Tylko żercy nadal medytowali  w samotnym azylu leśnych uroczysk. Rozmawiali z drzewami i wodnymi pannami. Błagali duchy przodków  o wstawiennictwo u Welesa. Tam plusnęła ogonem ryba. W gęstwi leśnej zaskrzeczał lis. Ostatni pochuk wydała płomykówka. Tarcza Swaroga wyjrzała zza horyzontu. Najkrótsza noc odeszła w pokoju.     W tej samej chwili  stojący przed swą chatą wojownik  ujął w silne dłonie łuk. Zabrał ze sobą  kilka solidnie wystruganych strzał  o barwnych, sztywnych lotkach. Poprawił u pasa  zakrzywiony nóż myśliwski. I z imieniem Roda na ustach  wszedł pewnie w ciemny jeszcze bór. Nikt nie może naruszać świętości lasu  w kupalne święto. Kto by tego nie uszanował  i wstąpił z bronią do kniei  tego zamęczyłyby wilki Leszego. A kto niewinne zwierzę by poranił  lub zabić raczył. Tego cały ród wygasłby w męczarniach  moru lub głodu. A Bieda klepałaby go po plecach do ostatka. Zresztą lepiej było zaczekać  na pierwszy blask słońca  który zamykał przejścia do Nawii. Świat umarłych nikł  by żywi nie mogli do niego przystąpić. Dopiero wtedy las stawał się  znów zielonym dobrodziejem. A wstępujący do niego myśliwi czuli, że wracają na domowe ścieżki losu.   Bór, im dalej prowadziła  wydeptana stopami myśliwych i szeptuch ścieżka, rozpoznawał znajome rysy człowieka.  Drzewa witały go ukłonem gałęzi. Szelestem drobnych liści. Runo szemrzało niespokojnym echem, budząc z lękliwego, płytkiego snu  płochliwe zające i wiewiórki. Dzięcioły już zaczęły swą pracę. Rytmiczny stukot przypominał swym tembrem  odgłosy obijania mieczy o owalne tarcze. Myśliwy przeżył kilka potyczek  i tysiące polowań. Polowania były trudniejsze. Wymagające cierpliwości i sprytu, w przeciwieństwie do chaosu bitew. Zwierzęta wyczuwały zazwyczaj, zbliżającą się śmierć  i nigdy nie oddawały życia bez walki. Dlatego oddychał płytko, stąpał bezszelestnie. Oczy wbijał to w szarzejący dukt  to w wielokolorowe runo. Szukał śladów.  I po chwili znalazł je.     Trop jelenia odbity był wyraźnie na piaszczystym wzniesieniu. Zwierzę zakopało się widać lekko  w sypkiej przeszkodzie bo piasek był roztrącony na boki dość mocno. Jeleń skręcił w stronę  rosnących tu gęściej dębów. Szukał strawy w postaci młodych pędów   w trzewiach powalonych pni  i przy połaci jagód, rozplenionych tu niczym fioletowe kwiatuszki.     Myśliwy mocniej ścisnął łuk, bo usłyszał lekkie poruszenie  w gęstwinie przed sobą. Upłynęła ledwie chwila  gdy ujrzał także łeb z porożem  wyłaniający się zza potężnego, pooranego zmarszczkami czasu pnia dębu. Jeleń cicho zaryczał i strząchnął się mocno. Nie wyczuł jeszcze woni ludzkiej. Myśliwy ukląkł za strzelistymi paprociami. Wziął strzałę.  Nałożył ją i wygiął cięciwę  gotów w każdej chwili ją zwolnić. Zwierzę  dopiero teraz wyczuło niebezpieczeństwo. Jeleń rzucił się wstecz  i skręcił tułów gotów do rychłej ucieczki. Będąc w połowie zwrotu, został trafiony w brzuch  pierzastym pociskiem. Zaryczał przeciągle, smutno. I rzucił się w agonii przez las, tratując wszystko na swej drodze. Myśliwy powoli się wyprostował  i spokojnie w pełnym skupieniu  ruszył szlakiem świeżej krwi. Teraz wystarczyło czekać  a gdy będzie trzeba, powtórzyć śmiertelny cios.   Krwawy trop  to znaczył teren nieprzerwaną strugą posoki to urywał się na kilka kroków by znów błysnąć szkarłatem na korze drzew  czy liściach narecznic. Kluczył jak samo zranione zwierzę ale nie na tyle by zgubić pościg doświadczonego łowcy. Trafił idealnie i wiedział o tym  że śmierć zwierzęcia  jest kwestią bardziej minut niż godzin. Jeleń upuścił już wiele krwi  i słabł sądząc po coraz mocniej i wąsko stawianych kopytach. Na jednym z buków  pozostawił cały odbity w krwi bok. Ale jeszcze tym razem  miał siłę by ruszyć dalej. Lecz nie na długo. Gęstwina rzedła.  Nie dalej jak sto kroków, przejdzie zapewne w naturalną polanę lub porębę. Tam z pewnością odnajdzie martwe zwierzę. Myśliwy zarzucił łuk na mocarne plecy i pewniejszym chwytem objął rękojeść noża. Krwi było coraz więcej  i prowadziła wprost w rozwidlenie.     Gdy wyszedł na skraj poręby,  pierwsze co uczuł to  nagły, lodowaty powiew wiatru. Był jak boski szept. Zmroził mu kark  a pot od razu wystąpił na jego skroniach. Źrenice stężały w skupieniu. Gdzieś z bardzo daleka  dało się słyszeć jakby śpiew. To głosy dziewek. Akompaniował im głos fletni. Melodia była mu znana dobrze  i bardzo wesoła a wręcz frywolna  jak sama treść pieśni, której nie przystało śpiewać  pannom na wydaniu. Wreszcie spóźniony korowód kupalny  oddalił się na zachód.  Zostawiając go na pastwę puszczy i ciszy. Dopiero teraz mógł skupić się znów na tropie. Prowadził do centrum poręby, gdzie zamiast  spodziewanego, martwego byka, leżał w kałuży krwi człowiek. Spał lub był martwy. Leżał na wznak z lekko podkuloną nogą. Dopiero po chwili dało się stwierdzić,  że nie była to jego krew a tropionego jelenia. Jej ślad się urywał a człowiek ów leżał dokładnie w miejscu w którym powinien spoczywać trup zwierzęcia. Zwierzę nie mogło dalej uciec  a człowiek przywędrował widać z nieba  bo brak było wokół  jakichkolwiek śladów ludzkich stóp.     Był młody jeszcze acz już silny jak tur. Długie jasne włosy  spływały mu falą na muskuły. Delikatny zarost dodawał mu mężności. Ubiór jego był jednak przedziwny. Charakteryzował niewolników  lub najbiedniejszych kmieci. Wszystko było okropnie brudne, podarte  i znoszone do cna. Nie miał przy sobie pasa ani broni. Jedynie bukłak na wodę lub wino i co jeszcze bardziej przedziwne  obok niego na trawie spoczywały też niespotykane  bo kremowe skrzypce  wykonane jednak jak najstaranniej  i widać było,  że są mu rzeczą w życiu najbliższą.  Bard widać miejscowy lub wędrowny. Może przyłączył się nocą  do jednej z grup biesiadników. Upił się a teraz  pokutował kamiennym snem na odludziu. A może czar to jeszcze i widmowy zwid, co został tu z ludźmi  bo Weles zatrzasnął przed nim wrota Nawii. Zwierzę było przy nim  jeszcze przed kilkoma minutami, dlatego myśliwy i tak by go obudził i żądał wyjaśnień.   Zanim jednak wykonał ku niemu  choć nieśmiały krok. Chłopak otworzył oczy,  przewrócił się niezdarnie na bok i jego wzrok spotkał się ze wzrokiem myśliwego. Patrzyli na siebie podejrzliwie długo, wreszcie chłopak zamierzał wstać  ale jego dłoń spoczęła w kałuży krwi. Obejrzał najpierw ją   a potem odskoczył jak oparzony,  macając się po torsie w poszukiwaniu rany. Rozmazał po sobie całą krew. Zbladł i wyglądał teraz  jak najprawdziwszy upiór. Spoglądał na łuk i nóż. Był przerażony i nie zamierzał tego ukrywać. Zerwał się jeszcze raz,  porwał z ziemi skrzypce i przytulił je niczym dziecię do piersi. Postrzeliłeś mnie!? Bezbronnego!? Nie mam przy sobie nic, ani monet ani żadnych kosztowności.     Myśliwy wystąpił przed niego  i opuścił dłonie na znak dobrych zamiarów. Postrzeliłem jelenia, tropię go. A ślad jego krwi urywał się na Tobie. Skąd tu przybyłeś i jak? Nie dojrzałem wokół Twoich śladów. Czy widziałeś rannego śmiertelnie byka? Był tu na kilka minut przede mną. Szalał w agonii. Obudziłby Cię z pewnością.  Wiem, że tu był spójrz ile upuścił krwi. Chłopak nie podszedł nawet o krok. Ale obejrzał krew wokoło  i zaczął wierzyć w to  że nie pochodzi ona z jego żył.     Byłem tu przez całą noc. Grałem w samotności. Dla lasu. Aż sen mnie zmógł Dziś była noc kupalna. Nieroztropnie wchodzić z bronią w święty bór. Myśliwy podszedł jeszcze bliżej. Wszedłem do kniei wraz z tarczą Swaroga. Nie grozi mi nic od strony bogów. Nie tylko bogowie podążają ścieżką zemsty. A Ty nie rzekłeś, jaką z nich przybyłeś. Młodzieniec zawahał się chwilę. Przybyłem z odległej krainy. Bardzo odległej. Skąd wychodzi niewielu takich jak ja. Myśliwy skupił wzrok na instrumencie. A te skrzypce?  Piękne i misternie wykonane. Nie drewno służyło do ich budowy. Grasz na nich dla duchów?     Młodzieniec po raz pierwszy stanął w pełnym świetle i uniósł delikatnie twarz. Przypominał mu dawne czasy. Wojnę na południu, gród w ogniu i tożsamego młodzieńca, którego zabił celną strzałą w samo serce. To było dawno,  lecz chłopak wydawał się zjawą tamtych dni. Ujął skrzypce niczym amulet i przemówił głosem  głębszym, starszym, magicznym. To skrzypce umarłych. Wykonałem je sam  z moich własnych kości. Twoja strzała strzaskała mi serce  a kości były całe. Piękne i kremowe. Jak te skrzypce. Grając na nich  otwieram bramę welesowych krain. Między nimi wędruję. W Nawii mój dom. A tu na ziemi, już tylko mój cel. Moja zemsta. Krwawa i sprawiedliwa. Twoja śmierć przyjacielu.     Znów posłyszałem korowód. Wracał z pieśnią. Inną. Żałobną. Tragiczną i smutną. Jak ta godzina. Fletom i piszczałkom odpowiedziały skrzypce. Młodzieniec grał. A im dłużej grał  tym szerzej otwierały się  wrota zaświatów na skraju poręby. Wreszcie stanęły otworem. W ogniu i sadzy. Potępione dusze. Ich twarze ryczały w agonii. Ich ciała płonęły, zwęglone do cna. Korowód panien wyszedł zza drzew. Wszystkie były ubrane w białe, żałobne szaty. Ich paprociowe wianki nosiły ślady krwi. Bardowie byli okaleczeni. Bez rąk, nóg, oczu,  trędowaci lub chorzy na dżumę. Ich szaty przeszły zgnilizną. Korowód prowadziły dwa ogary. Były upiorami Welesa. Wściekłe, pełne żądzy mordu. Ich pyski wypełnione ogniem. Skóra spalona i pokryta liszajem. Ogony ścięte u nasady. A oczy jak śmierć puste. Pewne swego szaleństwa. Doskoczyły do mnie. Nie imał się ich nóż ani strzała.   Wieczór zapadł nad wioską. Jedynie w jednej chacie nie płonął ogień. Jej opiekun wyszedł spod progu, zapalił niewielki ogarek. Rozpalił ogień Oporządził izbę. Zgotował strawę. Posprzątał obejście. Jego pana nie było. Nie martwił się. Mogło go nie być i kilka dni. Łowy bywały długie i męczące. Domowik złożył dzięki do Roda  o szczęśliwy powrót swego pana. Wtedy to ktoś załomotał w drzwi. Domowik ruszył ku progowi  i otworzył. Na progu stała leśna panna. Naga. Jedynie w wianku. Bez słowa wręczyła mu zawiniątko  w postaci dziwnych, kremowych skrzypiec i wianka z paproci. Wianek był cały zakrwawiony. Krew pachniała jeszcze świeżością. A skrzypce. Wyglądały jak wykonane z kości. A grały tak pięknie  jak te które można usłyszeć  czasem nocą w kniei. Mówi się, że  korowody umarłych  przygrywają sobie na takich. A wytwarza się je z kości tych, których dotknęła zemsta,  zbłąkanych, nieszczęśliwych dusz.                
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Bardzo mi się podoba, wiersz o fundamentach, potrzebie i sensie pisania i nie tylko, bo też życia, przemijania. Wiersz ma swój rytm i się dobrze czyta, a wątpliwości przeplatają się z tezami, co zatrzymuje i skłania zastanowienia. Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...