Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

I.

 

      W cieniu wielkich metropolii,

W wnętrzach stareńkich kościołów drewnianych,

Gdzie niejeden kapłan rokrocznie popiół święci,

By posypać nim głowy parafian skruszonych…

Najsampierw samemu pochylając swą głowę,

Przed ulotnego popiołu wielowiekowym symbolem,

Niekiedy wiedziony Bożym natchnieniem,

Po Mszy w skupieniu przed kościół wyjdzie…

I niekiedy przed kościołem choć symbolicznie,

Część poświęconego popiołu na wietrze rozsypie,

By dla ludzkości było to znakiem,

Iż każdy kiedyś stanie się prochem…

 

Niech wiatr rozwieje na wszystkie strony świata,

Popiół rozsypany przez starego kapłana,

By wszystkim kontynentom i narodom przypomniał,

O kruchości i przemijalności ludzkiego życia…

Niech jego maleńkie drobiny,

Niesione wiatrem Bożej Mądrości,

Opadając niezauważone na głowy zabieganych ludzi,

Krzyczą szeptem o potrzebie pokuty…

 

Ta symboliczna drobina popiołu,

Na głowy biznesowych magnatów,

Właścicieli międzynarodowych koncernów,

Rozmiłowanych tak bardzo w luksusie i zbytku,

                

Opadając delikatnie niech będzie przypomnieniem,

By życie podporządkowane pogoni za pieniądzem,

Ukierunkowali także i na sprawy Boże,

Nim zakończy ono swój ziemski bieg…

 

Ta symboliczna drobina popiołu,

Świecących łysin skorumpowanych polityków,

Uwikłanych w sieci rozmaitych układów,

Pokątnych szemranych interesów,

 

Niech niezauważona przez nikogo dotknie,

By w zgiełku sejmowych korytarzy im przypomnieć,

O każdej złamanej obietnicy wyborczej,

O każdego oszukanego wyborcy nadziei zawiedzionej…

 

 

II.

 

Gdy mury europejskich gotyckich katedr,

Przez buldożery na proch dziś starte,

Z miejsc ich dawnych dziś pustki ziejącej,

Pozostały tylko niemym świadectwem…

Tamtych z zamierzchłych czasów Śród Popielcowych,

Służących niegdyś krzewieniu pobożności,

Wśród pogrążonej w grzechach ludzkości,

By stanęła ufnie przed Bogiem Miłosiernym…

A dziś same często będąc jedynie prochem,

Tamte wspaniałe kościoły strzeliste,

Z zamierzchłej przeszłości niemym są krzykiem,

Byśmy posypali głowy popiołem w pokuty akcie…

 

Bo ta maleńka poświęconego popiołu drobinka,

Większą ma wartość w oczach Boga,

Niźli pobrzękujących srebrników sakiewka,

Tak w starożytności jak i w naszych czasach…

Gdy dziś każdy Judaszowy srebrnik,

Ukryty jest pod postacią sum wielomilionowych,

Na tajne konta antykatolickich organizacji przelewanych,

By służyły walce z Kościołem Chrystusowym…

 

Ta symboliczna drobina popiołu,

Na głowy wojujących ateistów,

Odmawiających istnienia przedwiecznemu Bogu,

Nie szczędzących ludzkiemu rozumowi uniżonych pokłonów,

 

Opadając delikatnie niech będzie przypomnieniem,

Że nie wszystko w zasnutym tajemnicami wszechświecie,

Zdoła wyjaśnić człowiek rozumowym poznaniem,

Bez zrozumienia ogromu Miłości Bożej…

 

Ta symboliczna drobina popiołu,

Głów zagorzałych antyklerykałów,

Pochłoniętych bez reszty pisaniem kolejnych paszkwilów,

Na księży, zakonników, biskupów,

 

Niech dotknie przynosząc rozumu otrzeźwienie,

Nim życie zakończy swój bieg,

I przyjdzie stanąć przed Najwyższym i Wiecznym Kapłanem,

Na ziemskich uczynków ostatecznym Sądzie…

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

III.

 

Choć nie oszczędziła ich bolszewizmu nawała,

Czasem kamień na kamieniu nie został,

Niekiedy pozostała jedynie smętna ruina,

Przez dziesięciolecia mchem zapomnienia porosła…

W zburzonych polskich kościołach na kresach,

Gdy dzień w objęcia nocy podąża,

Zawsze gdy północ nieubłaganie wybija,

A kończy się już Środa Popielcowa…

Duchy zmarłych proboszczów dokonują popiołu poświęcenia,

Jak i w minionych wiekach za ziemskiego życia,

Gdy nie zamknęła się jeszcze powieka,

Bielmem śmierci na zawsze zasnuta…

 

I z tych naszych ukochanych kresów dalekich,

Bólem i cierpieniem tak bardzo naznaczonych,

Z miejsc gdzie niegdyś przed straszliwymi wojnami,

Stały piękne polskie kościoły…

Popiół poświęcony przez kresowych kapłanów dusze,

Niech wiatr burzliwych dziejów rozwieje,

Na ruskiej ziemi krańce wszelakie,

Naznaczone wojen, biedy i nędzy piętnem…

 

Ta symboliczna drobina popiołu,

Na głowy ruskiej ziemi dyktatorów,

Nie mających nigdy najmniejszych skrupułów,

W realizacji krwawych swych celów,

 

Niech opadnie cichutko a niepostrzeżenie,

Wielkiego głazu ciężarem,

Dla rozbudzenia fałszywych ich sumień,

Wypaczonych przez ubzdurane wielkomocarstwowe idee,

 

Miotana huraganem po ulicach Mińska,

Niesiona obok złotych kopuł moskiewskiego Kremla,

Niech  cichutko a niepostrzeżenie dotknie czoła,

Janukowycza, Łukaszenki, Putina,

 

By szepcząc cicho do ich sumień przypomnieć,

O niewysłowionych cierpieniach zadanych Ukrainie,

O tysięcy cywilów krwi przelanej,

O ogromie nieodwracalnych wojennych zniszczeń…

 

IV.

 

Gdy z zamierzchłej przeszłości pęknięty garniec z popiołem,

Rzucony przed postępowej ludzkości pychę,

Przez naszych zapomnianych przodków cienie,

Pośród codziennego zgiełku rozbije się z hukiem,

By rozsypany na bezdrożach codzienności popiół,

Przypomniał nam o przemijaniu naszych czasów,

Tak ulotnych niczym obrazy ze snów,

Rozpływające się z wolna o brzasku…

Pamiętajmy, że kiedyś z woli Bożej,

Gdy świat nasz swego kresu dobiegnie,

Gwałtowny wiatru dziejów powiew,

Niezliczonych pokoleń ślady trwale rozwieje…

 

Gdy w starych kościołach powietrze wciąż drży,

Od naszych pradziadów gorących modlitw,

Które i my dzisiaj dosłyszeć możemy,

Wsłuchując się bacznie w szept przeszłości…

Z zamierzchłych czasów klekot wielkopostnych kołatek,

Dla współczesnej ludzkości niech będzie przypomnieniem,

Iż na tym pogrążonym w konfliktach świecie,

Nic nigdy nie trwało i nie trwa wiecznie…

 

I ta symboliczna drobina popiołu,

Niech dotknie głów sławnych w świecie naukowców,

Powszechnie szanowanych siwobrodych profesorów,

Renomowanych uczelni wieloletnich wykładowców,

 

By w gąszczach zawiłych równań chemicznych,

Gdy usiłują tajemnice początków wszechświata zgłębić,

Zatapiając się w swych umysłów głębiny,

Zrozumieli że niezbędny jest pierwiastek duchowy.

 

I by świat materialny w doskonałym stopniu zrozumieć,

Winni duchowo zespolić się z Bogiem,

Ofiarując Wszechmocnemu umysłów swych pracę,

Swe doktoraty, habilitacje, wszelkie naukowe dysertacje,

 

A wówczas wszechświat niezbadany i tajemniczy,

Profesorskim ich umysłom stanie się bliższy,

Gdy potęgą cichej i żarliwej modlitwy,

Poszerzą także myślowe swe horyzonty…

 

 

V.

 

Gdy ludzkość przed wiekami Chrystusowi zaślubiona,

Wyrzekła się swego Oblubieńca,

Miast szczerozłotej obrączki, gdzieś w czeluściach piekła,

Naszykowała popielcową kłodę szatanów zgraja…

A wyciosana przez czartów popielcowa kłoda,

W nieznanych ludzkiej wyobraźni piekielnych czeluściach,

Straszliwą ma wagę artyleryjskich dział tysiąca,

Zdolnych wielomilionowe miasta z ziemią zrównać…

A kolejnych konfliktów tlące się zarzewia,

Są niczym piekielnych łańcuchów ogniwa,

W które kolejne pokolenia ludzkości zakuwa,

Wielkomocarstwowa wizja każdego dyktatora…

 

Lecz na szali Bożej Sprawiedliwości,

Te maleńkie poświęconego popiołu drobinki,

Większą mają wagę i od bomb atomowych,

Zdolnych ludzkość całego świata unicestwić…

I większą mają wagę ubogiego kapłana słowa,

Gdy garstkę wiernych wzywa do nawrócenia,

Od rozkazów bajecznie bogatego dyktatora,

Zasiewających trwogę w milionów ludzi sercach…

 

I ta symboliczna drobina popiołu,

Na głowy gangsterów, dilerów, sutenerów,

Tkwiących latami w przestępczym półświatku,

Mimo gorących modlitw życzliwych im osób,

 

Niech niesiona wiatrem łagodnie opadnie,

Tysiąca kamieni ciężarem,

Dla rozbudzenia przestępczych ich sumień,

Choć krzywd wyrządzili ludziom tak wiele…

 

Ta symboliczna drobina popiołu,

Dla pijanych na live’ach patostreamerów,

By z deprawacji młodzieży nikczemnego procederu,

Przenigdy nie czerpali parszywych swych zysków,

 

Niech będzie kamieniem młyńskim,

Który pociągnie ich w wyrzutów sumienia głębiny,

By tlącym się z wolna żalem za grzechy,

Wypalili niczym rozżarzonym żelazem parszywe nałogi…

 

VI.

 

Co roku dnia tego do popielcowej kłody,

Przykuwają kolejne pokolenia grzeszącej ludzkości,

Chichoczący zuchwale w zaświatach czarci,

By po bezdrożach rozlicznych grzechów pędzić,

Poprzez wszelakie znane dziejom wojny,

Biedę, nędzę, poniżenie i wyzysk,

Zawinione przez człowieka kataklizmy,

Tragizm głodu i klęsk żywiołowych…

I choć ciąży ludzkości ta popielcowa kłoda,

W odmętach grzechu od wieków pogrążona,

Ciągnąć ją musi przez kolejne lata,

Aż po horyzont doczesnego świata…

 

Byśmy zostali wykupieni przez aniołów,

Drobinkami poświęconego przez kapłanów popiołu,

Cenniejszymi od złotych dukatów,

Służącymi bowiem dusz ludzkich nawróceniu…

Jak wykupywali niegdyś starsi bracia,

W sypiących się na rozstaju dróg karczmach,

Swe krnąbrne siostry spod popielcowych kłód jarzma,

Z ręki niejednego cudacznego maszkarona…

 

I ta symboliczna drobina popiołu,

Niech dotknie głów wszystkich grzeszników,

Dla rozbudzenia sumienia wyrzutów,

W wieczornym półmroku starych kościołów,

 

A popiół dnia tego przez kapłana poświęcony,

Szepcząc cicho do każdego z nas duszy,

Z dala od zgiełku wielkich metropolii,

Każdemu z nas cichutko przypomni,

 

Iż gdy życie bieg swój zakończy,

I zamkną się już nasze powieki,

A wydając ostatnie tchnienie na łożu śmierci,

Z woli Boga zaśniemy snem wiecznym,

 

Z dniem pogrzebu do ziemi złożeni,

Gdy wyschną już żałobników łzy,

Jak z prochu niegdyś powstaliśmy,

Tak w proch się obrócimy…

 

Edytowane przez Kamil Olszówka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Kamil Olszówka

   

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Azależnie od światopoglądowej rożnicy podziwiam Twoje wrażliwość, poetycki talent i wysiłek. Chociaż w tym Wierszu zabrakło wspomnienia o niszczonej dla zysku Naturze.

   Powyższy powinieneś  przenieść do działu "Wiersze gotowe". 

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. 

 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Corleone 11 Dziękuję po tysiąckroć!
Bardziej jest to opowiadanie w formie wiersza, aniżeli wiersz. Zauważ proszę że celowo zaklasyfikowałem ten tekst jako opowiadanie, a nie jako wiersz. Tematowi bezmyślnego niszczenia przyrody także kiedyś poświęciłem jeden z moich wierszy...

 

 

Opublikowano (edytowane)

@Kamil Olszówka  

   A proszę bardzo, Kamilu. Zauważyłem, jak "Tę symboliczną drobinę..." zaklasyfikowałeś i gdzie, w następstwie tegoż, ją zamieściłeś. Prawdę napisawszy, wszystkie Twoje Utwory mają charakter - jako długie i bardzo bogate w treści - wierszowanych opowiadań.

   Dziękuję Ci wielce za odpowiedź

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dobrego Poniedziałku .

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie





    • Ciągną ją za rękę, przez dno wąwózu, które pokrywała ciemność – nie rycz, nie masz pecha, masz męża – zakpił wiedząc doskonale co aranżacja na zawsze i na wieki robi z obietnicą.

      – Z tych łez jeszcze będzie potok – wyszeptała. – Nie pocieszał jej żaden podszept oprócz śmiechu wiedźmy, który miał w zwyczaju wydobywać się z czeluści rozerwanych skał.

      – Za drzewami niedaleko wyjścia z tej jaskini jest kamienne miasto. Zaprowadzę cię tam, przybierzesz się w łachy wieszczki, suknie wrzuć do studni, tylko uważaj na tubylców. Nikt nie może cię zobaczyć, ale jeśli twoja moc czystości zacznie dominować tutaj i ściągniesz na nas niebezpieczeństwo... – przerwał wyjaśnienia.

      Miał już taki przypadek na swojej wspaniałej liście doświadczeń. Dziewica wydawała się z natury urocza, tak nie do końca, bo kiełkowała w niej siła wiedźmy, którą skrzętnie skrywała. W momencie wybawienia spod kobierca, zmieniła się w potworzycę. Walka była ciężka, miecz stracił swój blask, a on uszczerbek na dumie.

      – Ależ Panie, nie zostawiaj mnie! – Panna młoda widząc brak zainteresowania jej pozycją społeczną i nagrodą za oddanie jej w ramiona niechcianego pana młodego zaczęła mówić przez łzy.

      – Chimery depczą po twoich śladach. Jesteś na ich włościach. Twój miecz jest z kamienia zorzy polarnej, nie wystarczy ta moc na ścięcie tych cieni. Przydam ci się, będę walczyć niewinnością aż po grób. Wysoki czarnowłosy Pan Mroku odwrócił się i zwolnił uścisk dłoni. Spojrzał na białolicą pannę młodą swoim lodowatym błękitnym spojrzeniem.

      – Uważaj na śliskie kamienie – powiedział cicho i stanowczo.

      Teren był wymagający ogromnej sprawności w wyważeniu ruchów. Jeden błąd i kostki chrupną jak patyk pod naporem ciężaru dorosłego człowieka.

      Mroczny Pan szedł wolniej niż miał w naturze. – Zostańmy tu chwilę. – Mroczny puścił uścisk, zbyt mokry już od kontaktu z drugą skórą. Odczuwał dziwny rodzaj odbierania mu poczucia niezależności.

      – Przez tę suknię wytropią nas po wyjściu stąd – zmienił zdanie o dalszej wędrówce dziewczyny w tym stroju. Ratowanie uciekających panien było odskocznią od polowania na magów z krainy wiecznych przepisywań ksiąg magii.

      Niewielkie wiązki światła, które przebijały się przez coraz cieńszą pokrywę zieleni na zboczach, odbijały promienie od czysto krystalicznego materiału weselnego stroju.

      – Zdejmij ją i rzuć wysoko na te uschnięte gałęzie, ja mam jeszcze odrobinę pyłu zmian. Zmylimy ich złudzeniem, tylko nie panikuj. Zmienisz się za to w kogoś kogo nie rozpoznam na pierwszy rzut oka nawet ja, wytrawny łowca dziewic i wybawiciel.

      Szmer i syk, podmuch frunącej podmienionej panny młodej w brokatowym musie zawiesił ją na naturalnym wieszaku. Kukła żywa projekcja ze zwieszonym w dół nosem, bose nogi, pełna radość z uwolnienia się od przyszłości. Mroczny oglądał dzieło jeszcze, narzucając resztki poprawek z uformowanej kukły, gdy mamroczący duch ślubu uleciał ze sukni.

      Woń starego potu kozła, z którego zrobiona była sakiewka, wywołała u Mrocznego salwę kichnięć. Deszcz z magią spadł na stojącą obok dziewczynę.

      Mroczny ze swoją tęgą pamięcią, zapylił przez przypadek przeszłość wciągając przemianę nosem.

      Zmrużył oczy, gdy wir pochłonął obraz przed nim. Widział raz rękę raz nogę wyłaniającą się zawirowań, aż nagle wszystko opadło.

      – Kim jesteś?! – zapytał niepewnie łowca. Anielica porośnięta mchem z ogromnym garbem na klatce piersiowej przypominała żywy kamień.

      Czuł się oszołomiony widokiem. Nie tak miała wyglądać pozbawiona piętna skazanego na porażkę małżeństwa piękna dama.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ciągną ją za rękę, przez dno wąwózu, które pokrywała ciemność – nie rycz, nie masz pecha, masz męża – zakpił wiedząc doskonale co aranżacja na zawsze i na wieki robi z obietnicą. – Z tych łez jeszcze będzie potok – wyszeptała. – Nie pocieszał jej żaden podszept oprócz śmiechu wiedźmy, który miał w zwyczaju wydobywać się z czeluści rozerwanych skał. – Za drzewami niedaleko wyjścia z tej jaskini jest kamienne miasto. Zaprowadzę cię tam, przybierzesz się w łachy wieszczki, suknie wrzuć do studni, tylko uważaj na tubylców. Nikt nie może cię zobaczyć, ale jeśli twoja moc czystości zacznie dominować tutaj i ściągniesz na nas niebezpieczeństwo... – przerwał wyjaśnienia. Miał już taki przypadek na swojej wspaniałej liście doświadczeń. Dziewica wydawała się z natury urocza, tak nie do końca, bo kiełkowała w niej siła wiedźmy, którą skrzętnie skrywała. W momencie wybawienia spod kobierca, zmieniła się w potworzycę. Walka była ciężka, miecz stracił swój blask, a on uszczerbek na dumie. – Ależ Panie, nie zostawiaj mnie! – Panna młoda widząc brak zainteresowania jej pozycją społeczną i nagrodą za oddanie jej w ramiona niechcianego pana młodego zaczęła mówić przez łzy. – Chimery depczą po twoich śladach. Jesteś na ich włościach. Twój miecz jest z kamienia zorzy polarnej, nie wystarczy ta moc na ścięcie tych cieni. Przydam ci się, będę walczyć niewinnością aż po grób. Wysoki czarnowłosy Pan Mroku odwrócił się i zwolnił uścisk dłoni. Spojrzał na białolicą pannę młodą swoim lodowatym błękitnym spojrzeniem. – Uważaj na śliskie kamienie – powiedział cicho i stanowczo. Teren był wymagający ogromnej sprawności w wyważeniu ruchów. Jeden błąd i kostki chrupną jak patyk pod naporem ciężaru dorosłego człowieka. Mroczny Pan szedł wolniej niż miał w naturze. – Zostańmy tu chwilę. – Mroczny puścił uścisk, zbyt mokry już od kontaktu z drugą skórą. Odczuwał dziwny rodzaj odbierania mu poczucia niezależności. – Przez tę suknię wytropią nas po wyjściu stąd – zmienił zdanie o dalszej wędrówce dziewczyny w tym stroju. Ratowanie uciekających panien było odskocznią od polowania na magów z krainy wiecznych przepisywań ksiąg magii. Niewielkie wiązki światła, które przebijały się przez coraz cieńszą pokrywę zieleni na zboczach, odbijały promienie od czysto krystalicznego materiału weselnego stroju. – Zdejmij ją i rzuć wysoko na te uschnięte gałęzie, ja mam jeszcze odrobinę pyłu zmian. Zmylimy ich złudzeniem, tylko nie panikuj. Zmienisz się za to w kogoś kogo nie rozpoznam na pierwszy rzut oka nawet ja, wytrawny łowca dziewic i wybawiciel. Szmer i syk, podmuch frunącej podmienionej panny młodej w brokatowym musie zawiesił ją na naturalnym wieszaku. Kukła żywa projekcja ze zwieszonym w dół nosem, bose nogi, pełna radość z uwolnienia się od przyszłości. Mroczny oglądał dzieło jeszcze, narzucając resztki poprawek z uformowanej kukły, gdy mamroczący duch ślubu uleciał ze sukni. Woń starego potu kozła, z którego zrobiona była sakiewka, wywołała u Mrocznego salwę kichnięć. Deszcz z magią spadł na stojącą obok dziewczynę. Mroczny ze swoją tęgą pamięcią, zapylił przez przypadek przeszłość wciągając przemianę nosem. Zmrużył oczy, gdy wir pochłonął obraz przed nim. Widział raz rękę raz nogę wyłaniającą się zawirowań, aż nagle wszystko opadło. – Kim jesteś?! – zapytał niepewnie łowca. Anielica porośnięta mchem z ogromnym garbem na klatce piersiowej przypominała żywy kamień. Czuł się oszołomiony widokiem. Nie tak miała wyglądać pozbawiona piętna skazanego na porażkę małżeństwa piękna dama.
    • Obcy w moich bramach, Choć uprzejmie się zachowuje, Nie mówi tak, jak mówię ja —   Myśli jego nie odgaduję. Widzę twarz, oczy i usta, Ale duszy za nimi nie czuję.   Moi właśni krajanie, Mogą czynić dobrze lub źle, Lecz poznaję kiedy kłamią, Oni zaś znają kłamstwa me; I nie trzeba nam tłumaczy, Gdy dobijamy targi swe.   Obcy w moich bramach, Może być podły lub miły, Lecz nie umiem powiedzieć jakie Jego nastrojem rządzą siły; Lub, czy Bóstwa jego dalekich ziem, Znów w jego krwi zagościły.   Moi właśni krajanie, Choć wielu diabła za skórą ma, Przynajmniej słyszą to, co ja słyszę, Widzą to samo, co widzę ja; I co myślę o nich i im podobnych, Oni myślą o takich jak ja.   Takie były ojca mego słowa; Moje się z nimi nie rozminą: Niech ziarna z jednego są snopa Z jednego krzewu grona spłyną, Bo zęby naszych dzieci ścierpną Przez gorzki chleb i wino.   Od tłumacza: Mamy tu nawiązania biblijne, przełożone za Biblią Tysiąclecia. Mogą brzmieć dziwnie, ale nie mnie kwestionować: The Stranger within my gate - Obcy w moich bramach - Księga Powtórzonego Prawa 5:14 Ere our children's teeth are set on edge - Bo zęby naszych dzieci ścierpną - Księga Jeremiasza 31:29    I Rudyard: The Stranger within my gate, He may be true or kind, But he does not talk my talk— —  I cannot feel his mind. I see the face and the eyes and the mouth, But not the soul behind.   The men of my own stock, They may do ill or well, But they tell the lies I am wanted to, They are used to the lies I tell; And we do not need interpreters When we go to buy or sell.   The Stranger within my gates, He may be evil or good, But I cannot tell what powers control— —  What reasons sway his mood; Nor when the Gods of his far— off land Shall repossess his blood.   The men of my own stock, Bitter bad they may be, But, at least, they hear the things I hear, And see the things I see; And whatever I think of them and their likes They think of the likes of me.   This was my father's belief And this is also mine: Let the corn be all one sheaf— —  And the grapes be all one vine, Ere our children's teeth are set on edge By bitter bread and wine.
    • Lubieżność? Na pewno?  
    • @lena2_ "Okruchy dnia" - Emma Thompson i Anthony Hopkins - jedna ze smutniejszych historii romantycznych. Twoje miniaturki raczej nie o filmie, ale też ładne - krzepiące.
    • @FaLcorN   Kornel …           @violetta  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      dziękuję Violetta! Taką zakłamaną mnie zabierzesz ?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...