Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Modyfikacja dawnego tekstu 

 

 

Okrągły i ziewający, nieco przytłumiony blask, opieszale zachodzi za ciepły horyzont, malując ogród pomarańczową poświatą. Zatem nic dziwnego, że na niektórych owocowych drzewkach, przycupnęły niczym wróżki, migotliwe cząstki słońca, chociaż niektóre z nich, wolą pływać w oczku wodnym.


Siedmioletni chłopiec ani myśli o spaniu. Zabawnie hasa na zielonej trawie. To tam pobiega, to tu podskoczy, lub na ławkę siada i nogami majta, na wszystkie strony świata, by czerpać radość całymi garściami. Jest bardzo wesołym dzieckiem, chyba najbardziej wesołym w całym miasteczku. Wszyscy go lubią, bo wygadany jak na swój wiek i bardzo rezolutny.


Ze wszystkich zabawek, najbardziej lubi huśtawkę. Matka kupiła specjalnie dla niego. Wiedziała o marzeniu. Zawsze taką chciał. Teraz obserwuje pociechę z okna. Kocha syna najbardziej na świecie. Powiedział jej kiedyś, że bardzo lubi okoliczny ogród i tak sobie myśli, że być może skrywa jakąś tajemnicę.


No właśnie. Widzi, że podbiega do huśtawki, stojącej przy wielkim rozłożystym krzaku, poruszanym ciepłym wiatrem, o zapachu czereśni, naniesionym z pobliskiego drzewka. No gdzie by indziej mógł tak szybko biec? Tylko tam, do tego, za czym najbardziej przepada. Siada na siodełku i zaczyna huśtanie. Coraz mocniej i szybciej. Uwielbia widzieć po bokach, różnokolorowe smugi oraz wznoszące i opadające niebo. Czuje ów magiczny ruch, aż do rozbujania wyobraźni. Ma w tym wprawę. Takowej mu nie brakuje. Intensywność huśtania przybiera na sile. Tylko kto go popycha?


Choć to dziwne, takie pytanie nie przychodzi jej do głowy. Nie widzi syna cały czas. Patrzy jak urzeczona, przez otwarte okno. To nawet zabawne. Wie, że zniknie, lecz świadomość, iż za chwilę czasu wróci, nie pozwala tęsknić. Specjalnie kupiła żółtą, bo to jego ulubiony kolor. Skakał wesoło, a jego radość, rosła jak na drożdżach. Nagle z rozmyślań, wyrywa ją pewne… zakłócenie obrazu. W pierwszej chwili nie dociera do niej niecodzienna sytuacja. Niby wszystko tak samo, a jednak nie. Huśtawka zza krzaka wraca, ale pusta.

 

Matka jest przerażona. Na pewno spadł, poobijał ciało i teraz leży, nie wiedząc, co robić. Wzlatywał bardzo wysoko, jak na takie małe dziecko.

Powinnam tam stać. Ale czy mogłabym akurat coś zaradzić, gdyby zaczął spadać. Raczej wątpliwe. Tak czy siak, to moja wina. Nikogo innego.

Myśli kołatają w głowie, gdy biegnie, by sprawdzić. Na pewno leży i potrzebuje pomocy. Wokół niepokojąca cisza. Żadnego płaczu, wołania. Nawet podmuch wiatru.

 

Za krzakiem też pusto. Może spadł na tyle szczęśliwie, że po prostu wstał i gdzieś sobie poszedł. Woła jego imię. Wciąż i wciąż. Oczy ma pełne łez. Mało co widzi. Wszystko jest zamazane, rozmazane i takie nagle nieważne. Na domiar złego, pogoda coraz gorsza.


 

***

 

No to zaczynam z tym huśtaniem – myśli sobie chłopczyk. – Obserwuje mnie z okna, to będzie zadowolona w uśmiechu, że tak wysoko umiem. Jestem wyżej i wyżej. Tylko ten krzak, mamę co chwila zasłania. Ale ją widzę. Jest i znika. I tak na przemian. Szybuję jeszcze wyżej. Cały ogród jest jednym wielkim kołysaniem. Mam nadzieję, że nie spadnę. Chyba ktoś mi pomaga w tym huśtaniu. Aż tak bym nie potrafił. I bym nie chciał. Mamie byłoby przykro, gdybym spadł. Znowu ją na moment widzę. Taka szczęśliwa i uśmiechnięta, jak ja teraz. No nic, muszę kończyć z tym bujaniem. Zaczyna padać deszczy. Poza tym coraz ciemniej. Słyszę, że woła mnie na obiad. Ostatni raz wzlatuję wysoko. Tym razem pod zachmurzone niebo...

 

… ojej, a to co? Nagle słonecznie. I jakoś inaczej wokół. Chyba spadam… tylko gdzie? Nie ma nagle ogródka. To znaczy jest, ale jakiś inny. Wiele kolorowych kwiatów, zupełnie mi nie znanych, a śpiewy ptaków, jeszcze piękniejsze, od tych, które znam. Jednak wszystko wokół, jakby otulone mgłą, wyrzeźbioną z tajemnicy przyrody. Dlaczego tak pomyślałem i dlaczego nie czuję żadnego bólu po upadku. Najmniejszego. A to co? Zaczynam w kółko wirować, chociaż nie odczuwam strachu. To dziwne, ale fajne. Nawet bardzo.


***


Leżę na trawie i dyszę spocony. Nie wiem gdzie jestem. W sumie ogródek niby podobny, ale nie taki sam. A poza tym błękitne niebo. Ciepło, jasno i przytulnie. Nie tak pochmurno i deszczowo, jak zazwyczaj w naszym. Słyszę szelest za sobą. Spoglądam za siebie. Widzę małą dziewczynkę. Ubrana w sukienkę z kwiatów, zadaje pytanie:


 

– Wiesz gdzie jesteś?

– Nie wiem. Mam nadzieję, że mi powiesz?

– Tylko ostrzegam. To znany banał.

– Mów!

– Jesteś w świecie równoległym.

– Równoległym? Do czego?

– Do świata podobnego do twojego, tylko trochę inny.

– To fajnie, ale moja mama. Mogę ją stąd zobaczyć?

– Ty akurat możesz, ale tylko zobaczyć. Spójrz przez dziurę w płocie.

 

Widzę mamę. Biega w ogródku i płacze. Cała przemoczona, w świetle błyskawic. Coś ciągle woła, ale nie słyszę co. Burza zagłusza słowa. Jest tak blisko, a nie mogę jej dotknąć. Przytulić.


– Chcę tam wejść. Jak możesz mnie tu trzymać?

– Nie trzymam cię, ale nie możesz. Jeszcze nie teraz. To tak jakbyś oglądał film. Ona nie dostrzega naszego świata.

– Muszę do niej wrócić. Nie widzisz, że jej smutno?

– Widzę. Poczekaj trochę, to wejdziesz.

– Na co mam czekać?

– Masz szczęście. Ja takiego nie miałam. Nie jest mi tu źle, ale powrót niemożliwy.

– Szczęście? Co ty za głupoty mówisz?

– Jak na siedmiolatka, to jesteś wygadany.

– No to mów, dlaczego jestem wyjątkowy?

  

– Twoja mama, w chwili twojego zniknięcia, bardzo cię kochała. Właśnie w tych sekundach przeniknięcia, chyba najbardziej. Część tego uczucia, zabrałeś do tego świata. Jak przeniknie całe, to wrócisz.

– Kiedy to nastąpi?

– Niebawem. Mam prezent dla ciebie: Żółtą Kulkę.

– Po co mi ona? Mam podobne.

– Ma w sobie pewną: moc.

– To co innego. Dawaj.

– Nie chcesz wiedzieć, jaka to moc?

– Pewnie, że chcę.

– Jak ją weźmiesz do ręki i chwilę potrzymasz, nie mając w sobie złości dla innych ludzi… to słońce zaświeci. Nie tak rzadko, jak w twoim ogrodzie. Nawet, gdyby akurat padało i było pochmurno. Nawet burza zniknie.

– Naprawdę? To super.

– Ale to działa tylko bezpośrednio nad tobą. Nie wiem dokładnie, jaki ma zasięg.

– Nie ważne. Dzięki.

 

– Jest jeszcze coś. Ty musisz ją trzymać. W innej dłoni nie zadziała.

– A jak długo będzie działać?

– Nie wiem. Za chwilę wrócisz do ogrodu. Tylko musisz spełnić warunek. Zostawić tu figurkę, którą masz w kieszeni.

– Nigdy w życiu. To moja najbardziej ulubiona.

– Rozstanie z nią, sprawi mi ból. No wiesz. Taki myślowy.

– Kogo bardziej kochasz. Mamę, czy figurkę?

– Ale…

– Więc podejmij właściwą decyzję.

– A wiesz, że to moje bujanie było dziwne. Jakby mnie ktoś popychał.

– Hmmm… ciekawe kto? Mnie też trudno wszystko pojąć. Oni obiecali, że z czasem wyjaśnią.

– Co za oni?

– Też nie wiem. I czy w ogóle. Za chwilę przenikniesz. Nie zgub kulki, którą ci dałam.

– Jeszcze tu wrócę?


***


Ale on ma wprawę w tym huśtaniu – myśli mama. Niepotrzebnie moje obawy. Muszę go wreszcie zawołać, żeby przyszedł na obiad. Wystarczy, że zakrzyknę przez okno.

 

***

 

Nagle znowu jestem na huśtawce. Jakby zniknięcia, wcale nie było. Ściskam w ręce Żółtą Kulkę. Jest piękna, słoneczna pogoda. Tylko padające krople z liści, cicho słychać. Wiem, że wszędzie wokół, tak nie jest. Będę musiał sprawić, żeby gdzie indziej, też ludzie mieli często ładną pogodę. Jeżeli oczywiście wyrażą takie życzenie.


***


– Mamo. Zauważyłaś coś magicznego?

– O tak. Nagle więcej słonecznych dni.

– Dlaczego tak powiedziałaś?

– Właściwie… to nie wiem.

– Coś tobie opowiem.

– Nie wątpię. To w końcu Ogród Równoległej Huśtawki.

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...