Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nazywam się Re i pracuję w „Dzienniku Dolnym”. Właściwie to tylko nazwa operacyjna, gdyż jestem tam zastępcą redaktora i wiem jak względną rzeczą są tytuły. Rano, gdy serce miasta pompuje samochody - ja - nie śpieszę się wcale. Jestem wolnym strzelcem, lub raczej powolnym, bo ciężko się spaceruje między kamienicami z workiem złota na plecach.
Gdy jadę autobusem do pracy, pogardzam w myślach ludźmi – pogardzam na wszystkich poziomach. „Ty gruba świnio!” – myślę o dziewczynie, którą przed chwilą wziąłem za chłopaka. Wokół jest zresztą pełno troglodytów, zawsze można na kimś lub na czymś zawiesić oko – byle nie na tyłku jakiejś głupiej gęsi, bo wtedy musiałbym sam sobą pogardzać. Życie płynie…
Pewnego dnia, po porannej małej – czarnej – biurowej, dowiedziałem się od Marka
( jestem z naczelnym na Ty ), że durni pracownicy naszego kretyńskiego działu korespondencji z debilnymi czytelnikami wymyślili idiotyczny konkurs na cofnięte w rozwoju opowiadanie dla neandertalskich grafomanów. Konkurs miał nosić tytuł „To jest właśnie miłość!” ( z wykrzyknikiem, z wykrzyknikiem…) – a ja – z racji wykształcenia, miałem być jurorem. Nie mogłem odmówić.
Opowiadania zalewały mnie falami wyższej i coraz bardziej patetycznej głupoty. A to ktoś stylizował się na Hłaskę, a to znowu ktoś ( miał chyba 19 lat ) umieścił swój pierwszy raz podczas września 1939 roku. Kilka tłumionych fantazji erotycznych, jakieś kosmitki w lateksie…oraz parę bezpretensjonalnych, ale bez życia napisanych, autentycznych historii.
Aż w końcu się zjawił, jakby go przywiało przez okno – rękopis Pana Kamila G. , albo, żeby być dokładnym – przecież poszukuję go od dawna - Tajemniczego Kamila Gro. Zaraz po przeczytaniu – zeskanowałem go, co okazuje się dziś pomocne. Oto jego opowiadanie…nie ma tytułu:


Jeszcze kilka machnięć ogona temu miała bardzo zimne spojrzenie. Jej niebieskie oczy wyrażały coś między pogardą a czujnym zaciekawieniem. Jednak długo, bardzo długo naświetlałem ją moim czułym spojrzeniem, i w jego cieple dojrzała jak kwiat w słońcu…
Idzie w moim kierunku, zakłada plecak na ramię – ma rzadkie blond włosy, świdruje mnie wzrokiem – nienawidzę, gdy muszę nadstawiać pierwszy policzek. Spogląda na mnie z doły. Czuję jej oddech na karku:
- Hej… - zaczyna ciepło – zaraz wysiadam, ale skoro już „tak się sobie przyglądamy”, skoro mam jedną wielką ochotę…- to mój numer…- powiedziała i podała mi wyrwaną z jakiegoś notesu karteczkę -…jestem Natalia…- dodała rozpuszczając cukier uśmiechu w ciepłym powietrzu, poczym wysiadła kocim krokiem.

Nie dzwoniłem przez tydzień, jednak myśl moja usilnie dążyła ku spotkaniu, penetrując w wyobraźni te krótkie chwile pierwszego kontaktu oralnego. Rozbierając scenariusze przyszłości na najdrobniejsze momenty. Ssąc jak landrynkę słodkie okruchy wyobraźni… >>



Rękopis urywał się dokładnie w tym momencie, w którym miałem zamiar go wyrzucić do kosza. Dokładnie wtedy, gdy starałem się go zostawić na wysypisku niepamięci. Zepchnąć z urwiska świadomości. To był ten moment. Sam początek.

Opublikowano

Kurcze, sam nie wiem dlaczego, ale mnie wciągnęło. Zgrabnie napisane, choć za krótkie. Czekam na dalszy ciąg.
Drobiazgi na minusik:
Konkurs miał nosić tytuł - tytuł konkursu?- raczej pod hasłem
zeskanowałem go- je
skąśtam- skądś tam
na mnie z doły- dołu
Piękne za to: powolny strzelec, Ego Gro Sum, oraz rozpuszczając cukier uśmiechu w ciepłym powietrzu.

Opublikowano

Wiesz, Leszek czemu Cię wzięło? Bo Marek ma potencjał, ale mu się wierszyków zachciewa i proze zaniedbuje. I mnie nie słucha, jak TY :))))))))))) Ja jestem za. Inteligenta bardzo zabawka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...