Marek Hipnotyzer Opublikowano 15 Maja 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 15 Maja 2005 Nazywam się Re i pracuję w „Dzienniku Dolnym”. Właściwie to tylko nazwa operacyjna, gdyż jestem tam zastępcą redaktora i wiem jak względną rzeczą są tytuły. Rano, gdy serce miasta pompuje samochody - ja - nie śpieszę się wcale. Jestem wolnym strzelcem, lub raczej powolnym, bo ciężko się spaceruje między kamienicami z workiem złota na plecach. Gdy jadę autobusem do pracy, pogardzam w myślach ludźmi – pogardzam na wszystkich poziomach. „Ty gruba świnio!” – myślę o dziewczynie, którą przed chwilą wziąłem za chłopaka. Wokół jest zresztą pełno troglodytów, zawsze można na kimś lub na czymś zawiesić oko – byle nie na tyłku jakiejś głupiej gęsi, bo wtedy musiałbym sam sobą pogardzać. Życie płynie… Pewnego dnia, po porannej małej – czarnej – biurowej, dowiedziałem się od Marka ( jestem z naczelnym na Ty ), że durni pracownicy naszego kretyńskiego działu korespondencji z debilnymi czytelnikami wymyślili idiotyczny konkurs na cofnięte w rozwoju opowiadanie dla neandertalskich grafomanów. Konkurs miał nosić tytuł „To jest właśnie miłość!” ( z wykrzyknikiem, z wykrzyknikiem…) – a ja – z racji wykształcenia, miałem być jurorem. Nie mogłem odmówić. Opowiadania zalewały mnie falami wyższej i coraz bardziej patetycznej głupoty. A to ktoś stylizował się na Hłaskę, a to znowu ktoś ( miał chyba 19 lat ) umieścił swój pierwszy raz podczas września 1939 roku. Kilka tłumionych fantazji erotycznych, jakieś kosmitki w lateksie…oraz parę bezpretensjonalnych, ale bez życia napisanych, autentycznych historii. Aż w końcu się zjawił, jakby go przywiało przez okno – rękopis Pana Kamila G. , albo, żeby być dokładnym – przecież poszukuję go od dawna - Tajemniczego Kamila Gro. Zaraz po przeczytaniu – zeskanowałem go, co okazuje się dziś pomocne. Oto jego opowiadanie…nie ma tytułu: Jeszcze kilka machnięć ogona temu miała bardzo zimne spojrzenie. Jej niebieskie oczy wyrażały coś między pogardą a czujnym zaciekawieniem. Jednak długo, bardzo długo naświetlałem ją moim czułym spojrzeniem, i w jego cieple dojrzała jak kwiat w słońcu… Idzie w moim kierunku, zakłada plecak na ramię – ma rzadkie blond włosy, świdruje mnie wzrokiem – nienawidzę, gdy muszę nadstawiać pierwszy policzek. Spogląda na mnie z doły. Czuję jej oddech na karku: - Hej… - zaczyna ciepło – zaraz wysiadam, ale skoro już „tak się sobie przyglądamy”, skoro mam jedną wielką ochotę…- to mój numer…- powiedziała i podała mi wyrwaną z jakiegoś notesu karteczkę -…jestem Natalia…- dodała rozpuszczając cukier uśmiechu w ciepłym powietrzu, poczym wysiadła kocim krokiem. Nie dzwoniłem przez tydzień, jednak myśl moja usilnie dążyła ku spotkaniu, penetrując w wyobraźni te krótkie chwile pierwszego kontaktu oralnego. Rozbierając scenariusze przyszłości na najdrobniejsze momenty. Ssąc jak landrynkę słodkie okruchy wyobraźni… >> Rękopis urywał się dokładnie w tym momencie, w którym miałem zamiar go wyrzucić do kosza. Dokładnie wtedy, gdy starałem się go zostawić na wysypisku niepamięci. Zepchnąć z urwiska świadomości. To był ten moment. Sam początek.
Leszek_Dentman Opublikowano 15 Maja 2005 Zgłoś Opublikowano 15 Maja 2005 Kurcze, sam nie wiem dlaczego, ale mnie wciągnęło. Zgrabnie napisane, choć za krótkie. Czekam na dalszy ciąg. Drobiazgi na minusik: Konkurs miał nosić tytuł - tytuł konkursu?- raczej pod hasłem zeskanowałem go- je skąśtam- skądś tam na mnie z doły- dołu Piękne za to: powolny strzelec, Ego Gro Sum, oraz rozpuszczając cukier uśmiechu w ciepłym powietrzu.
asher Opublikowano 16 Maja 2005 Zgłoś Opublikowano 16 Maja 2005 Wiesz, Leszek czemu Cię wzięło? Bo Marek ma potencjał, ale mu się wierszyków zachciewa i proze zaniedbuje. I mnie nie słucha, jak TY :))))))))))) Ja jestem za. Inteligenta bardzo zabawka.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się