Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                     - dla Belli i dla A.

 

   - Witajcie - ogólnie uśmiechnął się Regis, swoim zwyczajem zaciśniętymi ustami. - Przepraszam. Skoro już wiecie, kim jestem, mogę - a nawet powinienem - przywitać się swobodniej - uśmiechnął się powtórnie. Widok kłów robił wrażenie. Oczywiste. Na który to widok Soa zauważalnie pobladla, Oleg zaś, występując przed nią, sięgnął po miecz zdecydowanym, szybkim ruchem. Jezus z Zuzanną obserwowali spokojnie tę scenę, nie reagując. 

   - Ach - powiedział lekkim tonem wampir. - Jeszcze nie przedstawiliśmy się sobie, a ty, szanowny panie rycerzu, już chwytasz za miecz? Nieładnie, oj nieładnie - pokręcił głową w krytycznym geście, po czym uśmiechnął się znowu. Powtórnie swobodnie. 

   Oleg opamiętał się błyskawicznie na spokój lekkiego tonu jego słów. Puścił rękojeść, a wtedy miecz sam wsunął się do pochwy z metalicznym pobrzękiem. I uśmiechnął się, dla odmiany przepraszająco, wyciągając ku Regisowi prawą dłoń.

   - Jestem Oleg Aleksandrowicz - zaprezentowal siebie zgodnie z rosyjskim zwyczajem. - Przełożony dworzan księcia Jurija Dołgorukiego, założyciela i władcy Moskwy oraz okolicznych ziem. A to... - uczynił stosowną przerwę i gest ku żonie. Również stosowny, po którym ona, wysunąwszy się zza niego,  stanęła obok męża.

   - Jestem Soa Aleksandrowna - także ona wyciągnęła ku przybyłemu prawą dłoń. Wampir ujął ją i uścisnął ostrożnie, w przeciwieństwie do mocnego uścisku, który zwarł na dłoni Olega, po czym pochylił się, by ją ucałować. 

   - Emiel Regis, pani - nazwał się w skrócie, powtórzywszy samoprezentację. - Jesteś równie piękna, jak twój mąż dzielny - uznał, że wypada mu podkreślić odwagę Olega, a zarazem nie nawiązywać do jego przystojności, aby nie zabrzmiało to dziwnie. Co bowiem nie zostało powiedziane, to nie zostało.* - Miło mi was poznać - dodał, uśmiechając się po raz kolejny, na co Soa znów zrobiła się blada. - Srebro, prawda? - wskazał miecz, zwracając się do Olega.

   - Przestań straszyć mi żonę - skarcił go żartobliwie Oleg. -  Bo go użyję, dopowiedział takim samym tonem.

   - To nic da - odparł równie lekko, a zarazem poważnie Regis. - Jesteś naprawdę szybki, prawie tak samo szybki jak znany mi wiedźmin Geralt. Ale ja jestem szybszy. Nadto srebro ani żaden ze srodkow, zwyczajowo uznanych za skuteczne przeciw wampirom, na mnie, jako na wyższego wampira, nie zadziała. Ale przyznać mogę, że na moich niższych pobratymców, szczególnie tych bardzo młodych - i owszem. 

   - Doskonale wiedzieć - uśmiechnął się Oleg. - Czyli srebro nie, czosnek ani drewno osikowe też nie. A ogień? Woda święcona? Drewno białego dębu?** 

   Wampir roześmiał się w odpowiedzi.

   - Sam rozumiesz - powiedział,  gdy przestał się  śmiać - dlaczego powinienem przemilczeć odpowiedź na to twoje pytanie. Ale z drugiej strony jestem wsród przyjaciol, a ty - w tym momencie połączył się telepatycznie z Jezusoumysłem - nie zostaniesz łowcą wampirów ani spotkasz kogoś, kto para się taką profesja ani w tym, ani w następnych wcieleniach. - Zresztą taki ktoś wiedziałby, co trzeba mu wiedzieć. Mogę ci więc rzec, że ogień może zadziałac, ale w zależnosci od temperatury i od czasu użycia. Woda zaś tak zwana święcona - może zadziałać zależnie od tego, jak bardzo duchową lub wysokoenergetyczną była osoba, która przekazala wodzie w tym naczyniu cząstkę swojej mocy. Przekazała lub w niej rozpuściła: nazwij to, jak wolisz. Na podstawie twoich słów wnioskuję, iż książę Jurij nic, albo mało, opowiadal wam o istotach takich, jak ja - zakończył. 

   Oleg domyślił się myślowej rozmowy wampira z Jezusem.

   - Teraz ja przyjmuję, że wymieniacie pomiędzy sobą myśli - rzekł, przeniósłszy Nań chwilowe spojrzenie. - Skąd bowiem inąd dowiedziałbyś się tego, o czym mi wlaśnie powiedziałeś. 

   Jezus przytaknął, z uśmiechem kiwnąwszy głową, a zaraz po Nim uczynił to samo Regis. 

   - Tak myślałem - Oleg jako trzeci uczynił ten sam gest.

   - Ej, moi drodzy gospodarze - nadwampir zwrócił się do Jezusa i Zuzanny. - Po takim obiedzie, jak czuję - tu ledwie slyszalnie, aczkolwiek w widoczny sposób wciągnął powietrze, przesuwając twarzą od brzegu stołu do brzegu - konieczna jest drzemka. Dla nabrania sił przed wieczorno-nocną zabawą przy ognisku. Oo! - nagle zmieniła mu się mina. - Była tu Śmierć, obleczona w ciało jednej z moich byłych! Noo, Jezusie - spojrzał udawanie karcąco. - I gdzież ona teraz?? Przywołaj ją dla mnie z powrotem, proszę!  Przecież jeśli już się bawić, to hucznie i w większym gronie. Lubianych... osób - zaproponował. - Tak Zuzanno, wiem: w twoim stanie potrzebujesz uważać z tańcami i więcej odpoczywać. Ale trochę zabawić się i napić wina możesz, zwłaszcza samą będąc tak wysokoenergetyczną osobą i mając upostaciowaną WszechEnergię za męża. Nie, nie Jezusie - kontynuował. - Nie materializuj gitary, ani tym bardziej muzycznego zespołu z przyszłości. Chociaż, mając na uwadze twojego padawana, byłby to całkiem dobry pomysł. Ale niech pozna coś nowego: taneczną zabawę bez....hm, elektryczności - powtórzył nieznany sobie dotąd wyraz, zobaczony w Jezusoumyśle. - Zaproś Jaskra jako muzykusa i Yennefer z Geraltem do kompanii...***

 

   * Przekształciłem trochę słowa Poncjusza Piłata: "Com napisał, napisałem." 

   ** Według historii, przedstawionej w "Pierwotnych", drewno tegoż drzewa jest zabójcze dla wampirów. 

   *** Jest zdecydowanie jasnym, do jakiej powieści którego Autora tu nawiązałem.

Cdn.

 

   Voorhout, 18. Grudnia 2023

   

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Czasami trochę przeszkadza mi w czytaniu brak  polskich znaków, przez to tekst wyglada na niedopracowany. Po za tym ciekawy tekst. Taki swojski Jezus :) Interesujące jak się w głowie układa taki świat, fabuła jak w równoległej rzeczywistości:)

Pozdrawiam świątecznie.

Opublikowano (edytowane)

@Annie

   Dzięki Ci za czytanie i komentarz wraz z uwagą odnośnie do braku polskich znaków

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Czasem piszę dany rozdział przed wyjściem do pracy i pomijam spolszczenia, aby zdążyć go dokończyć. Poprawię .

   Cieszę się bardzo, że tekst Ci się podoba; Jezus właśnie takim miał w nim być. 

   Mm... zazwyczaj po prostu siadam i piszę. Bez uprzedniego "układania w głowie".

   Serdeczne pozdrowienia .

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

   Częściowo o to chodzi, gdyż wtedy czytelnik przenosi się do znanych sobie intelektualnych przestrzeni, w których poruszanie się jest dlań komfortowe. Co nie oznacza, iż jeśli spotka się z nieznaną sobie postacią czy przestrzenią, to wtedy będzie czuł się akomfortowo. 

   Dzięki za wizyty pod ostatnimi rozdziałami. Miło mi, że zajrzałaś

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Świąteczne pozdrowienia.

 

   Po napisanym.

   "Soa Aleksandrowna" brzmi dobrze, prawdaż ?  

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...