Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@sowa

 

Ekstremalny - perfekcjonista, pan to nawet w wojsku nie był - przed Komisją Wojskową trzeba się rozbierać do gołej pupy i wystawiać ją, pan by pewnie był czerwony jak burak, dlatego też: nie przyjmują do wojska chorych psychicznie i tych, którzy mają niskie poczucie własnej wartości.

 

Łukasz Jasiński 

 

@violetta

 

Jeszcze raz, kochanie, otóż to: 42 lata, wzrost: 176 cm, waga: 76 kg, zapewniam: nie jestem zboczeńcem - uwielbiam seks oralny, analny i witalny, uwielbiam własne Ciało i Umysł i Duszę - CUD, a zresztą: w Biblii jest napisane, iż Adaś i Ewunia - żyli sobie nago w Świętym Gaju, pardon: Raju, tylko człowiek zdrowy akceptuje sam siebie, póki żadna dziewczyna mnie nie chce, to: oglądam sobie filmy dla dorosłych, kończąc: tylko osoby z wynaturzeniami seksualnymi i rozdwojoną osobowością (zboki) - unikają rozmów na temat seksu.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Jeśli chodzi o osoby z wrodzoną niepełnosprawnością - one też potrafią być bardzo zazdrosne, niemiłe i agresywne, miałem kiedyś kolegę w szkole podstawowej - głuchego i niepełnosprawnego fizycznie - chodził jak rak, tak: miał chore nogi - zniekształcone, a za to był bardzo bogaty i na każdym kroku się chwalił i w pewnym momencie wszyscy mieli już go zwyczajnie dość - włącznie z nauczycielami, oczywiście: kapuś - zawsze dzwonił po tatusia... Dla jasności:

 

- osoba głucha - osoba od urodzenia niesłyszącą,

- osoba głuchoniema - osoba od urodzenia niesłyszącą i niema,

- osoba niesłyszącą - osoba słyszącą, która utraciła słuch

 

i tyle na dziś...

 

Łukasz Jasiński 

 

@violetta

 

Nie, kochanie, nie: ten temat jest raz na zawsze zamknięty i do nikogo nie startuję, wręcz przeciwnie: to do mnie startują jak Kasia z własnymi dzieciakami i Joanna - rozwódka, inaczej: skorzystały z życia i życie im się znudziło i teraz chcą wrócić do mnie z własnym bagażem doświadczeń - problemami, które - ja miałbym rozwiązywać - cudze problemy? Nie, kochanie, jak dobrze pójdzie, to: na wiosnę zacznę chodzić do legalnej Agencji Towarzyskiej, im starsze wino, tym: smaczniejsze, kończąc: nikogo już tutaj nie szukam i żadnej dziewczyny już nie chcę, po prostu: piszę, komentuję i czytam - do tego mam święte prawo, teraz: robię obiad i miłego popołudnia.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Jeśli chodzi o Szczodre Gody, to: nie obchodzę świąt bożonarodzeniowych, tylko: Szczodre Gody - sama sprawdź na Wikipedii, jeśli chodzi o moje byłe, to:

 

- szkoła podstawowa - Sylwia i Małgosia,

- liceum zawodowe - Ewelina i Kasia,

- zakład pracy chronionej - Paulina i Anna,

- archiwum akt nowych - nic a nic,

- narodowy klub libertyński - uprawiałem seks z każdą, która tego chciała, oczywiście: z prezerwatywami

 

i wszystkie dziewczyny, które wymieniłem z imienia - odeszły ode mnie bez słowa, sama jesteś dziewczyną, więc: powiedz mi - dlaczego?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Na ten temat nie będę już rozmawiał, bo: ile razy można wiercić, wiercić i wiercić to samo w koło? Nie, nieprawda, sama mi zaproponowałaś, abym nawiązał kontakt z jakąś "byłą", dlaczego? Bo próbujesz mnie wciągnąć w środowisko hien cmentarnych, energetycznych pasożytów i dwunożnych ssaków agresywnych - zawrócić kota ogonem, oczywiście: wy tym światem nie rządzicie - wy nie umiecie rządzić, wy: chcecie z tego świata korzystać i mieć same przyjemności - być niewolnikami, otóż to: podałem numer telefonu - SMS-a i w czym problem napisać do mnie i umówić się na seks? Właśnie, o to chodzi: to wy macie problem ze mną jako dziewczyny, a nie ja, gdybym miał problem - nie rozmawiałbym z tobą, proste i logiczne? Proszę nie kombinować: jesteś wolnym człowiekiem i wybór należy do ciebie, jeśli twój świat polega na obserwacji - mordobiciu dwóch samców o samicę, to:

 

- Puknij się w pusty łeb bez rozumu!

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@sowa

 

Kurdupel, ale za to silny psychicznie i energetyczny i nie taki cham i tchórz jak ty, jesteś tylko odważny wobec słabszych, gdybym nie został bezprawnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową i nie musiałbym walczyć o przetrwanie - miałbym dużo więcej siły, wiesz, że mam pistolet i w samoobronie mogę ci rozwalić łeb? Zresztą, gdybyś został wyrzucony tak jak ja - po trzech dniach byłbyś trupem - nie dałbyś sobie rady, a na Komisji Wojskowej byłem dwa razy i dwa razy otrzymałem kategorię "D", mogą mnie wezwać trzeci raz, ty, jako osoba słyszącą - powinneś się wstydzić, spadaj stąd!

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@sowa

 

I o mnie też gówno wiesz, bo: jesteś analfabetą - nie umiesz czytać i pisać, jesteś antypatyczny, egoistyczny i narcystyczny, jesteś jak kalka - wszystko mechanicznie non stop powtarzasz - nie myślisz samodzielnie, pytanie: kto stoi za twoimi plecami i do ucha ci szepce? Solidarność kobieca? Anonimowi sponsorzy? Sztuczna inteligencja? Czarna mafia? Kto!? Przyznaj się wreszcie! Zrozum, dzieciaku, aby przetrwać - założyłem konto na Facebooku, tutaj i Datezone, inaczej: już dawno bym nie żył, a ty? W jakim celu założyłeś tutaj konto? W celu robienia sobie drwin z innych ludzi jak Mefistofeles? Wiesz, jest bardzo piękne polskie przysłowie: "Wysoki jak brzoza i głupi jak koza!"

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Mechanicyzm - pogląd wywodzący się z szesnastowiecznej filozofii przyrody, zgodnie z którym natura jest zbudowana jak mechanizm, jest zbiorem materialnych elementów w ruchu, a ich zachowania wyjaśnia mechanika, to nic innego jak połączenie redukcjonizmu, determinizmu i materializmu. Pionierami mechanicyzmu byli w szesnastym wieku David van Goorle, Sebastian Basso, Galileusz, Walter Warner i Nicholas Hill, ich koncepcje były niespójne i nie tworzyły systematycznej całości. Mechanicyzm znalazł też specyficzne odzwierciedlenie w filozofii umysłu, od Kartezjusza pochodzi klasyczne sformułowanie idei dualizmu psychofizycznego, zgodnie z którą materia i duch stanowią dwie, zasadniczo odmienne substancje i dyskusja ta powróciła w dwudziestym wieku w postaci - dyskusji - o sztucznej inteligencji.

 

Źródło: Wikipedia 

 

Komentarz odautorski - moi Drodzy Czytelnicy, idiota to z języka greckiego - człowiek myślący, a więc: otrzymałem komplement od jakiegoś tam ptaka - Sowy (nie naruszając godności osobistej nocnego ptaka drapieżnego - sowy), powyżej wkleiłem z Wikipedii krótkie wyjaśnienie na czym polega myślenie mechaniczne - podkreślania moje, wnioski są następujące: myślenie mechaniczne to lekkie upośledzenie umysłowe, brak samodzielnego myślenia, wtórny analfabetyzm, megalomania, nonszalancja, naśladownictwo, niewolnictwo społeczne, gospodarcze i kulturalne i pasożytnictwo.

 

Nie jest żadnym wstydem korzystać z Wikipedii, wstydem jest, iż w dwudziestym pierwszym wieku są jeszcze ludzie, którzy kradną książki - jak komornik sądowy Olga Rogalska-Karakula, inaczej bym korzystał z "Wielkiego Słownika Języka Polskiego", "Encyklopedii PWN" i "Słownika Filozofii" (patrz: "Samoedukacja").

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Leszczym

 

Teraz już nic a nic, po prostu: walczyłem, a raczej: w samoobronie odpierałem ataki personalne Sowy, jak widać: teraz jest cisza, spokój i cisza, jeśli pan chce zrozumieć sedno sprawy - genezę, to: serdecznie zapraszam na wiersz pod tytułem - "Duch" i wszystko od początku proszę przeczytać w komentarzach, jednak: mówię prawdę - jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym.

 

Łukasz Jasiński 

 

@violetta

 

Dobry wieczór, kochanie, a nie mówiłem, że tak będzie? Już nastąpiły zmiany w traktatach europejskich, zamiast: Europy Narodów - powstanie Unia Europejska jako centralne państwo na wzór Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, nie będzie już Wojska Polskiego z orzełkiem i białą-czerwoną flagą na ramieniu, warto pracować na rzecz obcego bytu, który doprowadzi do zrujnowania Europy? Czyli ja miałbym pracować, aby płacić jeszcze większe podatki na utrzymanie Wojska Polskiego, którym będą rządziły europejscy biurokraci, od samego początku mówiłem, iż tak będzie, jestem moralnym zwycięzcą i mam czyste sumienie, powtarzam: w żadnym wypadku nie wezmę odpowiedzialności za to - czego nie zrobiłem, miłych snów.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Weź, kochanie, przestań opowiadać banialuki, moje milczenie jest wymowne i wszyscy wpadają w panikę, bo: nie wiedzą - co myślę, otóż to: świat zmieniają tylko wybitne jednostki, nigdy: masa ludzi vel szarzy obywatele vel pospolite ruszenie, a co będzie? Blisko osiem milionów Polaków wyjdzie na ulicę i będzie śpiewało - "Boże, coś Polskę", jeśli chodzi o żołnierzy - nie pozwolą na to, aby na ramieniu była europejska flaga, więc: będą zdejmować mundury i oddawać Niemcom do pralni, sytuacja jest bardzo napięta pod względem geopolitycznym w sensie międzynarodowym, prawdopodobnie Konfederacja da wsparcie Mateuszowi Morawieckiemu i Nowa Lewica też powinna to zrobić, zrozum, kochanie, PiS to partia socjalistyczna, żadna tam "prawicowa" - jak chce propaganda na smyczy eurobiurokratów - wspierająca Donalda Tuska, jeśli chodzi o Konfederację i Nową Lewicę - nie widzę żadnej różnicy w sensie programu socjalnego, prócz: ideologii, to tylko i wyłącznie moja skromna propozycja, niby co więcej może zrobić hrabia Łukasz Wiesław Jan Jasiński herbu Topór - gołodupiec? 

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Pfizer pozwał Polskę, mamy w Polsce jednak prawników nieuków:) kto podpisał taki kontrakt, żeby nie można było rozwiązać umowy, co to ślub ze szczepionką. Dobrze, że Hołownia wyglada dobrze w garniturze:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Super Ci to wychodzi. Z każdym wpisem pokazujesz jakim jesteś IDIOTĄ. Dziękuję Ci za pracę, która wykonujesz, dzięki Tobie uświadamiamy sobie ile mieliśmy szczęścia przy narodzinach...

Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

A co to ma do rzeczy? Wiem, że Mateusz Morawiecki ma troje dzieci, a jedno z nich chodzi do szkoły żydowskiej i co mi do tego? Mówiłem już, iż jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym i funkcjonuję poza sektami monoteistycznymi, zresztą: mógł on dać dupy jak Donald Tusk, jednak: został w Polsce, a i tak czeka na stanowisko po Ursuli von der Leyen, jeśli chcesz prawdę wiedzieć, to: międzynarodową korporacja farmaceutyczna jest odpowiedzialna za tak zwanego koronawirusa, de facto: zwykłą grypę, otóż to - kasa, misiu, kasa, osobiście: nie wziąłem żadnej szczepionki, jeśli sugerujesz, iż to Mateusz Morawiecki jest za to odpowiedzialny - masz do tego prawo, według mnie: odpowiedzialny jest za to minister zdrowia, który już dawno został wyrzucony, uważam: nie ma czego żałować - przetrwały tylko najsilniejsze jednostki, reszta - przykro mi... Poza tym: według ś.p. Bronisława G. - Polaków do 2050 roku ma być 15 milionów, niestety: jest kompletnie na odwrót - Polaków jest blisko 40 milionów i trzeba byłoby zrzucić 20 bomb atomowych na Polskę i wtedy będzie 15 milionów Polaków, jakieś jeszcze pytania?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Wyjdź na ulicę, po prostu wyjdź na ulicę i porób zdjęcia - próżnia jest zawsze zapełniania, a u mnie jest kolorowo, szczególnie obok szkół podstawowych - różne rasy: białe, semickie, czarne, no, czerwonych - indian - nie ma, może my umrzemy, jednak: będzie nowe pokolenie Polaków - mieszanina genów to efekt twórczy - rozwojowy, a nie - wtórny, kochanie, naprawdę jesteś głupia czy udajesz głupią?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę;   Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem  
    • Przeźroczysty duch  Spółka  Brytwanna    Nie    Topisz się    Wleciało    Może to ptak a może ciało   
    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
    • @dwa123     Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.   Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.   Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię. @dwa123 opowiadanie jest świetne 
    • @dwa123   Zgodnie z prośbą, proponuję poprawę. Myślę, że nie piszę lepiej, ale zawsze jest nam trudniej poprawiać własne prace. Wolimy, żeby zrobił to ktoś inny.   Nocą to miasto,(?) (interpunkcja) również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości, (interpunkcja) przed nadchodzącym koszmarem. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffé Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocne marki, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem kieszenie z nadzieją (w nadziei), iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. W zamian (zamiast tego) znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak bardzo nienawidziła. Natomiast ja tak bardzo czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody,(?) na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu (przecinek) z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem na peron, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem poszukiwać miejsca aby usiąść. W Nowym Yorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe. Wreszcie, gdy znalazłem miejsce siedzące, otworzyłem swój czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki.   Zadowolony swoim (ze swojego) szybkim znaleziskiem, przystąpiłem do lektury. Była nią (książka) The Great Gatsby (cudzysłów lub kursywa) Zakochałem się w tej książce, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Gdy znowu do mojej głowy nabiegały (wszelakie?) myśli, postanowiłem zaprzestać temu tragizmowi (z tym tragizmem), zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem, oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca mnie (powtórzenie) postać,(bez przecinka) punka z różowym irokezem , mnóstwem tatuaży w czaszki i nazwa kapeli Guns and Roses (kursywa).   Kilka stacji później, do metra wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, były jeszcze dziwniejsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, więc wstałem, podszedłem do drzwi, a one automatycznie się otworzyły (to warto przeredagować).   Po wyjściu z metra kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która ma (miała) za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, rozkoszując się urokami miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety którą kiedyś kochałem.   Gdy w końcu otworzyłem drzwi domu i zatrzasnąłem je za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś w tym domu mogłem usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać światło księżyca (wstawić prawidłowo tytuł). Teraz nastała pustka, smutek a ja w niej od lat tak tkwię (nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię).
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...