Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                      - dla Siostry 

 

   Oleg, jeszcze przed chwilą pełen emocji, usłyszawszy polecenie Jezusa poczuł, że one wszystkie opuściły go w jednym momencie. W umyśle czuł tylko spokój, płynący ze świadomości, że dokonał słusznego wyboru. Skoro sam Jezus, znający przecież dokładnie - w każdym najdrobniejszym szczególe - ciąg jego wewnętrznych rozważań i całość współgrających z nimi uczuć nakazuje mu - spokojnym i pewnym zdecydowania głosem, mimo iż pobrzmiewały w nim wyraźnie słyszalne nuty smutku - to jak on, Oleg, mógłby się sprzeciwić? Na króciutkie myślomgnienie pojawiło się w jego duszy pytanie, czy nie powinien poczuć się jak Judasz? Ale nim zaraz po nim przyszedł doń pomysł, by odgonić owo zbędne w oczywisty sposób, zniklo bez śladu. Tak dalece, że zapomniał o nim już sekundy później. 

   - Jak widzę, chcesz umrzeć jak przystoi Rzymianinowi - rzekł do patrzącego mu prosto w oczy - a tym samym Śmierci bez lęku - dumnie, a na pewno nie okazując strachu. Twoja dusza musi być bliska rosyjskiej - co mówiąc, przybliżał świetlne ostrze coraz bardziej i bardziej do serca Piłata. Kto wie, może - wbił je zdecydowanym ruchem - wcielenie twojej duszy będzie w przyszłości jednym z naszych władców? - zapytał, gdy Piłat zrobił gwałtowny wdech i gdy po chwili jego spojrzenie zaczęło przygasać, chociaż aż dotąd krzyżowało się ze spojrzeniem Olega. Gdy całkiem zgasło, dworzanin księcia Jurija wyłączył miecz. Promień wysunął się z serca Piłata, a wtedy jego ciało zaczęło opadać na podlogę.

   - Umierałełeś bardzo dzielnie. Prawie jak Rusin - uśmiechnął się Oleg, pochylając się nad ciałem, które dusza właśnie  opuściła, unosząc się wolno nad twarzą zabitego, jakby niezdecydowana - a może chcąca powrócić? - w postaci jarzącej się błękitnie cząstki światła o kulistym kształcie.*

   - Umarł naprawdę odważnie, jak przystało mężczyznie - powiedział do Jezusa Oleg, wyprostowawszy się i uśmiechnąwszy. - Co stanie się z jego duszą? - wskazał wciąż obecną nad nieruchomym ciałem światłocząstkę. - Pyta Cię, co powinna zrobić? - spróbował się domyślić. 

   - Cierpliwości Olegu, znów żywy mężu mojego padawana - SooMistrz uśmiechnął się w odpowiedzi. - Wygląda na to, iż Strażnik Granicy obudził w tobie jeszcze większą ciekawość.

   - Strażnik Granicy? - Soomąż uniósł pytająco brwi.

   - To jedno z określeń istoty, którą z niechęcią i z lękiem nazywa się Śmiercią, jakby była kobietą - odparł mu Jezus. - Tymczasem prawda jest taka, że podczas tych jedynych w swoim rodzaju chwil każdy widzi ją inaczej. Ale teraz - Jezus znów się uśmiechnął - czuję, że bardziej niż twoje własne przejście do innego wymiaru i powrót stamtąd odmieniło cię wysłanie tam duszy naszego gospodarza - pokazał przestrzeń nad ciałem, teraz już pustą.

   - Jezusie, ale co dokładnie masz na myśli? - z nutką zaciekawienia w głosie zapytał Przywołany Z Powrotem.

   - To, że stałeś się lepszym człowiekiem - odrzekł mu WszechMocny. - Zabijanie z jednej strony może uczynić nas obojętnymi, z drugiej zaś, jako przekraczanie pewnej duchowej granicy, a tym samym jako pewien duchowy wysiłek, jest w stanie uczynić nas kimś lepszym. 

   Oleg powtórnie popatrzył na Jezusa z pytaniem, zadanym wyłącznie w myśli.

   - Musimy być okrutni, aby stać się dobrymi - odpowiedział Stwórca Wszystkich Uczuć słowami,  które w przyszłości uznane zostaną za początek sentencji, przyświecającej wojownikom Wschodu w duchowym rozwoju. - Niepotrzebni nam są ludzie małego ducha.** 

 

* Uważny Czytelnik z pewnością skojarzy ten obraz z odpowiednią sceną w jednym z filmów o Harry'm Potter'ze.

** To oczywiście myśl z buddyjskiego Zen. 

Cdn.

 

   Voorhout, 28. Września 2023 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Corleone 11Domyślam się, że autor opisuje tutaj teoretyczne doświadczenie. Rozumiem, że rodzaj ludzki ma inną sposobność zabijania, a mianowicie w myślach, oh! tam mogą się dziać przeróżne rzeczy, jednakże lepiej kontrolować swoje myśli, chodzą słuchy, że potrafią się spełnić. Pozdrawiam serdecznie Michale.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

@Corleone 11

   Aga ^(*_*)^ , dzięki za bezsłowny komentarz

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Miło mi cieszyć się Twoim literackim uznaniem. 

   Serdeczne pozdrowienia ^(*_*)^ .

 

   Wiesławie, dziękuję bardzo . Chodzi mi tutaj o akt zabójstwa w rycerskiej walce - pojedynku albo bitwie - akt, który można nazwać  świadomym. Jako wpisanym w wiarę w reinkarnację i powiązanym ze poźniejszą duchową refleksją. Włącznie z przeproszeniem duszy zabitego za gwałtowne odesłanie jej w inny wymiar. 

   Tak: w świecie myśli mogą dziać się różne rzeczy, ba! tam dzieje się najwięcej. Wyraziłeś własnymi słowy zalecenie Obi-Wana Kenobiego, by uważać na swoje myśli. Bo słuszne chodzą słuchy o ich spełnianiu, jak napisałeś. 

   Serdeczne pozdrowienia .

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Oddaliłem się do  mroczniejszego zaułka swej księgarnii. Klient, młodzieniec o rysach zdradzających  od razu jego wyspiarskie, irlandzkie korzenie, poprosił mnie o przyniesienie tomiku wierszy autora, wręcz współczesnego bożyszcza  dla młodych serc. Nie zasnutych mgłą wątpliwości, nie zapracowanych i zaklętych we wskazówkach  wiecznie spóźnionych zegarów. Wreszcie nie zatrutych jeszcze do końca, trucizną prawdy o egzystencji. O tym, że to  nie wybór pomiędzy dobrem a złem a przymus jednego i tego samego schematu. Bytu przykutego do skały codzienności. Przystawiłem lekką, jesionową drabinę  do osnutego zatęchłym kurzem regału. Sprawdziłem jej stabilność  lekkim wstrząśnięciem. Była jak skała.  Była jedynym pewnym  punktem podparcia w całej okolicy. Okolicy mającej zmienne humory i klimat. Czasem słońce a czasem deszcz. Lub tajfun  nie pozostawiający na swej drodze  żadnej świętości. Zrobiłem dwa kroki  i stanąłem na pierwszym  lekko poluzowanym szczeblu. Wtedy to nad moją głową  rozpętał się żywy huragan furii. Były to odgłosy z mieszkania  zlokalizowanego piętro nad moją księgarnią. Zaczęło się od krótkiego krzyku a zaraz za nim nadeszło prawdziwe piekło. Brzmiało to jak  stada słoni, bizonów i niedźwiedzi, przemierzających w  dudniącej w uszach migracji  podłogę salonu.  Od ściany do progu. Od szafy do okna. Harmider rósł i pęczniał w bębenkach uszu. W mieszkaniu wybuchła bitwa. Męża i żony. Dźwięk jej głosu zdawało się, że ma moc  przesuwania mebli, otwierania okien czy niszczenia pomniejszych elementów wnętrza i bibelotów. Ich podłoga a mój sufit drżał jak w febrze. Wibracje o mało co  nie poluzowały zaczepu drabiny. Zszedłem z niej z uczuciem ulgi  ale i wściekłości. Obrzuciłem sufit  nieprzychylnie wrogim spojrzeniem  tak jak gdyby on wywołał tą hekatombę  i w ogóle powinien się wstydzić. Ale przecież on nie był  w gorącej wodzie kąpany. Był Bogu ducha winien. Próbował tłumić emocje sąsiadów. Niestety był skazany na pożarcie. Młodzieniec zawołał za mną. Stał tam gdzie wcześniej, przy ladzie. To zerkał w mrok zaplecza,  szukając zarysu mojej osoby  to znów wbijał  lekko przerażony wzrok w sufit. Zawołał mnie po nazwisku. Rad nie rad ruszyłem z powrotem  ku światłu głównego pomieszczenia. Irlandczyk wszedł za biurko  i ponaglał moje ruchy skinieniem dłoni. Na górze  najwidoczniej poszły w ruch puste butelki. Coś ciężkiego upadło  to znów tłukło w ściany  niczym rozsierdzony egzorcyzmem demon. Słyszałem nie tylko każde słowo pary. Wyłapywałem każde szarpnięcie, otarcie  czy zmęczone furią westchnienie. Objąłem młodzieńca ramieniem ze słowami. Pan wybaczy. Duchy nędzników życiowych  gardzą widać poezją  i nie dadzą mi podjąć jej wydania z regału. To straszne a zarazem komiczne  ale tu oznacza to po prostu normalność. Pan zjawi się u mnie za godzinkę jeśli łaska. Powinno do tej pory przycichnąć. A duchy nędzników?  Rzucił próbując przekrzyczeć głosy na górze. Już ja się z nimi rozmówię,  proszę się nie obawiać. Za godzinkę.  Wyprosiłem go za próg  grzecznie acz stanowczo. Szkło pękło. Lustro, okno czy może wazon. Roztrzaskało się o podłogę. Wtedy też wyjrzałem przez witrynę  na bruk ulicy. Zamiast normalnego o tej porze roku śniegu, na kocich łbach lądowały  oprawione w skóry książki. Jedne szczelnie zamknięte inne otwarte  z pogiętymi lub wyrwanymi stronami. Spadały jak okaleczone anioły. I konały u stóp mego azylu. Za nimi podążyły  koszule, spodnie, marynarki, buty i bielizna. Jakieś dokumenty i przybory toaletowe. Nie ukrywam, że gotów byłem ku temu by ujrzeć lecącego w przestrzeni człowieka. Lecz widać było jeszcze za wcześnie. Uchyliłem delikatnie drzwi  i wyszedłem przed księgarnie. Okna nad nią były otwarte na oścież. Siarczysty mróz  wchodził do mieszkania ochoczo. Nie studził jednak zapału małżonków. Pijaństwo, zdrada, przegrana w karty. Jaki był dziś powód? A może już wystarczy obecność. Bezczynność. Zbyt długie spojrzenie. Zbyt krótki sen. Niepotrzebne słowo lub dotyk. Wystarczy codzienność. Stanąłem obok ławeczki kloszardów  i wiernych kompanów maltretowanego męża. Zbita ich grupka  miała oczy wlepione w okno salonu. Postaci migały w jego konturze, raz dłużej raz jedynie w mgnieniu. Kloszardzi odstawili swoje piwa  i głośno wyrażali wsparcie  i litość dla swego herszta. Wreszcie postaci stanęły w oknie. Kobieta trzymała zaciśnięte ramię  na szyi obezwładnionego pijaka. Był pobity. Miał rozciętą wargę, spuchnięte oko  i rozdartą koszulę. Próbował wierzgać i bełkotał coś  nie zdając sobie sprawy  ze swego fatalnego położenia. Kobieta obrzuciła jego kompanów  pogardliwie zabójczym wzrokiem. Co mam z nim zrobić!? Ryknęła aż przechodzący  po drugiej stronie ulicy policjant, przestał iść w naszym kierunku  i udając że oślepł nagle,  ruszył z powrotem ginąc po chwili za zakrętem skrzyżowania. Kompani pijaka  wybuchli ognistym entuzjazmem. Wypuść go! Wypuść!  Uwolnij wiedźmo Barabasza! Okaż ten raz jeszcze łaskę. Kobieta stała się żywą furią. A idźcie wszyscy do diabła  i zabierzcie też jego. Po czym wypchnęła ciało męża z okna  wprost w brudne, śmierdzące  acz kojące i kochające ramiona kompanów. Podrzucali go radośnie,  wreszcie postawili na nogi  i wręczyli butelkę z trunkiem. Wzniósł dłoń zaciśniętą w pięść  w symbol glorii  i pociągnął ożywczy łyk.     Następnego ranka  otwierałem właśnie księgarnię  gdy z zza pleców dobiegło mnie  przywitanie i życzenie miłego dnia. To byli moi sąsiedzi z góry. On nienagannie ubrany w szarą marynarkę,  tożsame spodnie i jasnobrązowe derby. Jego twarz nosiła ślady wczorajszej walki  i późniejszej libacji. Ona w sukience o barwie seledynowej, kapeluszu z woalem i czarnych trzewikach. Trzymali się za ręce jak nowo zakochani. Zauroczeni sobą jedynie nie światem. Bo on minął z pogardą niedostrzeżenia  swych kompanów przy ławce. I zapatrzony w jej cudną twarz, złożył na jej ustach gorący pocałunek. Kloszard przy ławce odstawił od ust butelkę. Czknął solidnie i pijanym szeptem przemówił ni to do siebie ni do mnie. Widzi Pan  największe burze  nie rozdzielają zakochanych.  Pokazują jedynie,  jak mocno trzymają się za ręce. A przecież to nonsens i granda zwykła. Jutro będzie czołgał się pijany  jak wąż pod naszymi nogami. Będzie błagał zmiłowania. I ratunku z naszych rąk. Pan jest tu krótko. Pan jest ślepy bo zaczytany w poezję  czyli dziecinne brednie. A nad sobą ma Pan codzienność  zwykłych nędznych ludzi.
    • @Migrena u ciebie wszystko żyje:)
    • @Charismafilos Chętnie przyjmuję komplementy od kolegów w słowie, w każdej ilości... i o każdej porze

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Nie wiem dlaczego obudził się we mnie liryk, wiedziałem, ze będę pisał, ale obstawiałem scenariusze filmowe.  Dwie kobiety poruszyły moje serce na tym portalu a zaciekawiło kilka więcej osób płci obojga budząc respekt dla klasy poetyckiej, której nie sięgnę, chyba że przypadkiem. Jedna wkurzyła, druga obudziła ducha badacza obcych planet, odkryłem Ją dla Niej.   Przewoźnikiem dusz się bywa, także świadkiem odchodzenia. Nie chciałbym już nikomu zamykać oczu...  Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za czytanie, a nawet krzepiące słowa.  
    • przepełniona słodką miękkością złotego odcienia pola jęczmiennego spragniona deszczu i chłodnego ciebie na twarzy jesieni   łagodnym wieczorem herbaty smak – róża      
    • @LessLove kolega się widzę wprawia w swoje niszy znalezione, pięknie! Trzecia strofa zdecydowanie najlepsza.   Sprzedawca skądinąd znany... przedsiębiorca, przewoźnik dusz... na drugą stronę.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...