Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

XI.

             Przyszedł taki czas, że po kilku miesiącach bujnej znajomości oraz szeregu najróżniejszych wydarzeń, wrażeń, przygód, sytuacji, okoliczności i zdarzeń oni jak mawiają obrośli w piórka. Powyższe sprawy na ogół ich budowały, a nie pogrążały, czy dewaluowały ich personalnie albo ich związek, a co za tym idzie jako para wzrastali. Rośli w życiu prywatnym, a także w życiu zawodowym. Coś z przypadku miało plan żeby akurat im sprzyjać, a zatem sprzyjało. Najzwyczajniej w świecie im się układało, mimo pewnych trosk i niepowodzeń, które w gruncie rzeczy są nieodłącznym aspektem funkcjonowania w tu i teraz. Coraz lepiej się rozumieli i zdaje się, że musieli się pokochać, a co najważniejsze czynili tak chyba mniej więcej po równo, co w gruncie rzeczy wcale do najprostszych nie należy. Można powiedzieć, że ten świat, który jest tak często nieprzychylny, złośliwy, wymagający (w dodatku nie bardzo wiadomo czego), niekonsekwentny i mało sprzyjający akurat ich traktował pobłażliwie i sprawiedliwie, a w dodatku sympatycznie i z przymrużeniem oka. Narrator nie ukrywa, że we frazie obrośnięcia w piórka można niekiedy doszukać się czegoś negatywnego, niepokojącego, konformistycznego, ale akurat u nich ta fraza wyglądała z gruntu inaczej. Otóż te przysłowiowe piórka sprzyjały im, bo czuli się w nich wygodnie, a przede wszystkim było akurat im z nimi do twarzy. I było w tym coś można by rzec wręcz indiańskiego, jakby na wzór prężnych, dumnych, przebojowych i w sile wieku wodzów indiańskich i ich małżonek przystrojonych ogromnymi pióropuszami. Wydaje się narratorowi, że jej, jak wspomniałem wcześniej influencerce, te rozmaite kolorowe piórka jeszcze bardziej pasowały niż jemu. Jeszcze mocniej bił od niej blask spełnienia, satysfakcji, radości z życia i powodzenia, co akurat narratorowi wcale a wcale nie przeszkadzało. Ona jeszcze bardziej, choć nawet trudno to sobie wyobrazić, wypiękniała. Zresztą, po prawdzie i on również trochę wyprzystojniał i jakby wyszlachetniał. Owszem, zdarzały się osoby im nieżyczliwe, ale te nie miały wystarczających narzędzi żeby w jakiś znaczący sposób uprzykrzyć im życie, choć faktycznie w ten, czy inny sposób czasami próbowały tak czynić. Powstało też między nimi coś na kształt sztamy. Oboje mieli to rzadko spotykane w gruncie rzeczy wrażenie, jakąś taką pewność przekonań, że on jest dla niej, a ona dla niego, a co za tym idzie dadzą sobie radę w dłuższej perspektywie nawet z najróżniejszymi niepowodzeniami. Narrator musi przyznać, że naprawdę nie każdej parze tutaj tak się układa. Niejedna para spotyka na swojej drodze tak duże przeszkody, że ich razem bez przerwy jest stawiane pod najróżniejsze znaki zapytania, o co zresztą zaraz partnerzy zaczynają formułować do siebie szereg najróżniejszych pretensji, z czasem coraz bardziej rozbudowanych, skomplikowanych oraz doprawdy przykrych, a wręcz niepomiernie bolesnych. Różnica była taka, że coś z przypadku naprawdę sprzyjało tej parze, a oni, mimo że z wielu spraw kompletnie nie zdawali sobie sprawy, mieli tę mądrość żeby być wdzięcznymi tym okolicznościom, a nie budować szereg tam przed światem i wysnuwać wobec otoczenia najprzeróżniejsze pretensje. I było w tym coś, co czasem się tutaj nazywa byciem głupio – mądrym, bo przecież nie mieli jakiejś przesadnie rozbudowanej świadomości na temat przeszłości (dla przykładu - ona nie wiedziała o jego pierwszej – istne szaleństwo, a on nic nie wiedział o jej drugim – totalnej porażce) i tu i teraz, a także tak naprawdę nie dysponowali jakąś przesadnie wyćwiczoną wyobraźnią, która mogłaby pozwolić im przewidzieć, czy choćby lepiej zdefiniować własną przyszłość. Narratorowi wręcz wydaje się, że ta okoliczność była dla nich budująca, bowiem niekiedy całkiem dobrze, a już z całą pewnością komfortowo jest tutaj nie wiedzieć. Wygoda sprawiała, że nie podchodzili do życia jako do czegoś przed czym trzeba się jakoś przesadnie zabezpieczyć, czy ponad miarę chronić. I jakby głębiej się zastanowić w tym ich braku ostrożności również było coś co można by nazwać głupio – mądrym podejściem do życia, choćby dlatego że rozbudowane zabezpieczenia i ochrona potrafią napsuć człowiekowi krwi i zdarza się, że całkiem mocno angażują, a w dalszej perspektywie realnie utrudniają bieżące życie. Zresztą plan tych dwojga był w gruncie rzeczy dziecinnie prosty i bardzo łatwy do zdefiniowania – otóż tak zwyczajnie zamierzali być razem i oboje tego się trzymali.

 

Edytowane przez Leszczym (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Sam widok oczu byłby dla mnie natchnieniem by znaleźć sens w życiu między naszym spojrzeniem   sama woń perfum dałaby mi nadzieję że bez żadnych słów spotkalibyśmy się w zapachu   samo przytulenie byłoby darem od losu dwojga ciał przeznaczeniem pięknym czarem dotyku   same dźwięki głosu byłyby balsamem w świecie hałasu moim marzeniem   sam spacer za rękę byłby dla mnie Wniebowzięciem a pocałunek cudem na więcej zachłanny nie jestem
    • @Poet Ka   Bardzo dziękuję!  To naprawdę duże słowa. Zależy mi właśnie na tym, żeby tradycja nie była cytatem doczepionym na siłę, tylko czymś, co naturalnie przenika współczesny język - cieszę się, że to widać. Bardzo dziękuję za tak uważne czytanie. Serdecznie pozdrawiam. :) @Wal   Bardzo dziękuję!    Dziękuję - "nieuniknione" to chyba najtrafniejsze słowo, jakie mogłam usłyszeć o tym wierszu. Cieszę się, że to widać. Serdecznie pozdrawiam. :)
    • @Marek.zak1 Chętnie zobaczę, może gdzieś znajdę na YT. Dziękuję :-)
    • Nastał czas deszczu. I deszcz ten… Łzy w swojej obfitości skapują z wielkich fasad kamienic. Z gzymsów i z liści akantu. I z gałęzi jeszcze. I z tych innych, co są splątane ze sobą na wieki…   Spływają kropliście szemrzące strumyki. Szumiące w swojej niemocy. W milczeniu, w swojej skromności nieuchwytnych drżeń.   Płynę, a wraz ze mną ty. Płyniemy cicho na siny skraj. Za las. Za wszelki czas istnienia.   Choć może to tylko ja płynę. Bez ciebie płynę. Choć może…   Nie było nas wiele ze sobą. Pamiętasz? Wiem, że tak było. Ale ja tylko na chwilę. Zobaczyć jak się masz. Ja tu tylko na chwilę. Przelotnie, jak ten deszcz.   A zaraz po mnie jedynie wiatr. Taki lekki powiew wspomnienia na twarzy. I już. Jakby nigdy nic nie było.   Wiesz, ten deszcz dzwoniący (słyszysz jak łka?) skapuje wciąż kropliście i tkliwie. Deszcz we mnie płynący strumieniem kryształowych tchnień. I deszcz ten. I łzy… I ten deszcz odbijający się echem. Idący tryumfalnie jasnym snopem światła. Idący między nas.   Pamiętasz wtedy, kiedy nie było nas?   I mokre plamy na tynku, kiedy przytulam twarz (tu, tu, i tam, i jeszcze tam…) do chropowatej ściany. A na języku...   Na wystawionym, lśniącym i mokrym… Na języku tym okruchy i pył. I łzy... Kiedy całuję mikroskopijne ziarenka kwarcu, smakując je czule jak usta umarłej dawno kochanki.   Kiedy ty. I ty. I tylko ty… W ten deszcz.   W ten czas ułomny. Chwilowy. Zaprzepaszczony. A, co potem? Nic. Tylko przeszłość. Spokojna jak morze. Jak całe niebo… Jak wieczność… Jak my…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-08-02)      
    • @Stary_Kredens   Bardzo dziękuję!    To prawda - choć tyle już o tym napisano, to wzruszenie wraca za każdym razem na nowo, jakby czas nie miał tu żadnego znaczenia. Pozdrawiam serdecznie. @Leszczym   Dziękuję, że tyle o niej napisałeś - to jest dokładnie ten rodzaj obrazu, którego nie da się znaleźć w żadnym archiwum.  Twoja babcia brzmi jak ktoś naprawdę żywy - z honorem, ale i z fantazją, z wymaganiami, którym mało kto mógł sprostać. To chyba bardzo trudne - dorastać obok kogoś, kto mierzy ludzi miarą wojny, kiedy dookoła jest już pokój. Cieszę się, że mogłam choć trochę dotknąć tej historii.   Co do samego Powstania - to pytanie, które historycy do dziś toczą bez jednoznacznej odpowiedzi- decyzja o wybuchu, moment, rachuby polityczne wobec Zachodu , itp. – to wszystko można analizować na chłodno. Ale masz rację, że to nie umniejsza czystości intencji tych, którzy poszli walczyć. Można uznawać decyzję dowództwa za błąd,   (jesteśmy  mądrzy po faktach)  a jednocześnie oddawać cześć ludziom, którzy zapłacili za nią najwyższą cenę. Bo to jest w tym wszystkim najważniejsze.   Pozdrawiam.  @Migrena   Bardzo dziękuję!    Jestem poruszona tym komentarzem. Ująłeś coś, czego sama nie umiałabym tak nazwać - że to nie dziecko zostaje ocalone, tylko "zakonserwowane" w kształcie przedmiotu. To zdanie zostanie ze mną na długo. Dziękuję za tak głębokie czytanie. Serdecznie pozdrawiam.  @Rafael Marius  @Leszek Piotr Laskowski   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...