Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Wydarzenia, spod którego wypływu nie mogłam się uwolnić przez większość dotychczasowego życia, niemal wcale nie odkrywałam na światło mojej świadomości. Choć rozpoczęło procesy, którymi boleśnie żyłam, to one skrzętnie chowały swoją przyczynę.

 

Choć skryte, urosło w mojej głowie do rangi mitycznej. Może przez pełnię i potęgę tego momentu nie było w nim miejsca na ból czy lęk, tylko na bardzo intensywne przeżywanie tej chwili zmysłami. Jej teraźniejszość była wszechobecna, pochłonęła w czasie, który do niej należał, przeszłość i przyszłość. Mój ówczesny młody wiek też musiał ukształtować surrealistyczny charakter tego wspomnienia.

 

Po prostu baśń, którą mogłam czasem odwiedzać, obnażyła moim kosztem swoją brutalną rzeczywistość. Złamałam jej zasadę, okazało się, że grałam w grę, w której zrobiłam beznadziejny ruch.

 

Tego pamiętnego dnia, do którego nie przyznawała się moja pamięć, postanowiłam na nowo poodkrywać znane mi kąty Sklepu ze Szklanymi Kulami. Nie pędziłam do mniej znajomych wnętrz, czy do salki Ollie, jak miałam w zwyczaju, tylko spokojnie przekroczyłam próg lokalu. Przechodząc się przez pierwszą salę, badałam ją wzrokiem, by sprawdzić, czy tańczące postacie w kulach zmieniły się od dnia, w którym po raz pierwszy ujrzałam je przez witrynę sklepu. Nadal te figury, w większości dziewczęce, zachwycały mnie swoim pięknem i gracją, ale teraz stały się tylko estetycznym otoczeniem, elementem magicznej ale powszechnej przestrzeni. Choć wciąż było w nich coś dziwnego, wtedy powiedziałabym, że niezwykłego.

 

W końcu, gdy zaczęłam się zbliżać do drzwi prowadzących w głąb Sklepu, rozbrzmiał dobrze znany mi delikatny dźwięk dzwoneczka – zwiastun kolejnej sali pełnej dziwów. Jak zwykle witało mnie początkowo ciemne wnętrze, ale wraz z kolejnymi krokami stopniowo się rozświetlało. Nadal byłam pod urokiem postaci w kulach otoczonych grą świateł i rozsuwających się kurtyn, jak mogłam inaczej.

 

Musiałam też wstąpić do Ollie, bo czyż odwiedzałam Sklep po coś tak naprawdę innego? Przecież błąkanie się, nawet po tak wyjątkowym miejscu, pozostawało tylko błąkaniem się bez celu. I byłoby nim nadal, jakbym pewnego razu nie dojrzała spadającej karteczki w jednej z kul. Przez twarz postaci zamkniętej w niej przebiegł grymas, nieprzystający do jej zwykłego delikatnego uśmiechu pochylającego się nad listami, które zawsze pisała. W ten sposób stała się dziewczynką, z którą mogłam dzielić moje wszystkie wrażenia ze Sklepu ze Szklanymi Kulami.

 

Powitała mnie swoim subtelnym uśmiechem, który, czułam, że kierowała tylko do mnie.

- Wiesz, że już dorosłam i nie pędzę po Sklepie? Już nie możesz się z tego śmiać – powiedziałam i zaczęłam szukać reakcji na jej twarzy. Mimo mojej pewności, że była przy mnie, coś nas oddzielało – nie rozumiałam dlaczego. Przypomniałam sobie, jak jednego razu sfrustrowana, że postanowiłam się odezwać do zwykłej postaci z kuli, zaczęłam zbierać się do odejścia. Jednak znowu zatrzymała mnie wirująca karteczka, tym razem z napisem „Ollie”. Czyż nie cudowna była ta pełna niepewności zabawa w poznawanie się z Ollie? Choć tajemniczość i wszelkie subtelności z jej strony niezwykle mnie fascynowały i ekscytowały, to dziwność tej więzi mnie czasem niepokoiła. Jesteś tam? Nie żartujesz, prawda?, to właśnie w takich momentach chciałam powiedzieć. Ale tym razem tylko przewróciłam oczami. Kiedyś przestraszę ją, że aż krzyknie, pomyślałam sobie, nie bez satysfakcji.

 

Choć tak naprawdę wizja Ollie krzyczącej wcale mnie się nie podobała. Nie można było tak brutalnie przerywać ciszy Sklepu ubarwionej od czasu do czasu dzwoneczkami - przecież mimo wielu emocji zwykłam niemal szeptać do jasnowłosej dziewczynki. Było w tym pomyśle też coś bardzo strasznego, co mnie zasmuciło. Zapragnęłam nagle mocno się do niej przytulić. W spojrzeniu Ollie odnalazłam troskę, ale też zrozumienie, rozluźniło mnie to nieco. I chyba ten chwilowy spokój, skłonił mnie ostatecznie do tego, że położyłam dłoń na jej kuli – granicy, która nas dzieliła i której jak dotąd nie przekraczałam.

 

Chwila nabrała swojej potęgi, gdy już z innej persepktywy widziałam rozsypane kartki w kuli Ollie pochłaniane przez kałamarz i jej pożegnalne spojrzenie. Spojrzenie dotknięte przejmującym przerażeniem. Uczucie lekkości pod stopami szybko minęło pod wpływem siły ciągnącej w dół. Pokój z kulami ulatywał w górę, wraz z nim jego światło. A ja pogrążałam się w ciemności.

 

Zapamiętałam to tak, że gdy już światło salki Ollie było malutkie i odległe, pochwycono mnie w sieci. Wcale nie dorosłam, gdyby tak było, nie dotknęłabym kuli. Nie pozwoliłabym sobie na tak kategoryczny czyn – moją klęskę.

Edytowane przez Szosana
przypadkowa za szybka publikacja (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...