Słucham i patrzę, a w tym teatrze
baran na scenie wciąż opowiada
świńskie kawałki, a w krąg powietrze
trzęsie się bekiem widowni-stada.
Osioł uszami bez przerwy strzyże
i się zanosi skrzekliwym śmiechem,
a za kurtyną językiem liże
wilk, w owczej skórze, łapę z pośpiechem.
Przygasły światła, robi się ciemniej.
Z boku przysiadło się sępów stado.
Jest z każdą chwilą ich coraz więcej
Na coś czekają. Nikt nie wie na co.
Pytam więc owcy, co na widowni
wpatrzona w scenę, wytrzeszcza gały
czy nie dostrzega intencji wilczych?
Lecz ona milczy, jak zbaraniała.