Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był to wyjątkowo upalny dzień, sukienka w polne maki lekko przykleiła się do rozgrzanego ciała. Dziewczyna poczuła się onieśmielona tą nagłą zmianą. Skrywana do tej pory kobiecość widoczna była w zaokrągleniu piersi, które niczym soczyste jabłko zachęcały aby dotknąć je, poczuć ich smak. Falujące biodra były jak przypływy i odpływy gorącego powietrza.
Polną drogą pobiegła na skraju lasu, tam zobaczyła dąb, który dostojnie – pomimo upływu lat - trwał na rozstaju dróg. Usiadła w jego cieniu.
Przytuliła twarz do chropowatej kory, jednocześnie wsłuchując się w cichy szelest liści, ich lekkie i trwożliwie drgania. Dotykając pień delikatnymi dłońmi wyszeptała:
- Kocham cię drzewo za twój cień.
Chłód jeszcze mokrego od rosy mchu zapraszał, aby ochłodziła rozgorączkowane ciało.
Leżąc, obserwowała pająka-samotnika jak tkał pajęczynę na krzaku jałowca, na której wczesnym rankiem mienią się srebrem brylantowe krople rosy.
Otulona cieniem spływającym z drzewa zasnęła. Popołudniowa cisza spłynęła na śpiąca dziewczynę. Nawet wiatr przycichł na chwilę a słońce znajdując szpary między liśćmi, rzucało jaskrawe plamy na kobierzec utkany z mchu.
Tymczasem niepostrzeżenie ciemne chmury zbierały się nad lasem. Kwiaty powoli zamykały swoje kielichy, liście zwijały się.
Kaskada spadających kropli spływając na policzki, rzęsy, usta wprawiała w drżenie jej ciało. Otoczona koroną ułożoną z silnych rozłożystych gałęzi, rozbudzona z radością tańczyła przy muzyce tworzonej i jednocześnie granej przez deszcz. Z gracją wirowała wokół uniesionych w górę rąk, które niczym drżące motyle, to unosiły się lekko to opadały. Dąb widząc tą zmianę wyszeptał:
- Nie odchodź...
Gałęzie uginające się pod ciężarem przelotnej ulewy, dotykały roześmianej twarzy, ramion gotowych przytulić się do niego. Ona delikatnie okrywała liście pocałunkami, jednocześnie spijając krople deszczu.
Dąb po raz pierwszy pomyślał, że potrafi dać czułość, radość, ukojenie. Do tej pory sądził, że nic już nie może go zadziwić. Przecież to on najlepiej ze wszystkich drzew - gdyż stał na skraju lasu - znał urok z nagła, obudzonego w czerwieni słońca. Ze skupieniem obserwował lot jastrzębia, gotowego do ataku.
Jednak za każdym razem, gdy zjawiała się niespodziewanie, prosił wiatr, aby dla niej wygrywał najpiękniejsze melodie. Zapraszał słońce, aby zachwycała się grą kolorów, migotaniem promieni między gałęziami. Jego radość nie miała nic wspólnego z tym, co do tej pory przeżywał.
- Zawdzięczam jej tak wiele - pomyślał.
Nawet nie zauważył jak powoli, owoce na które każdej jesieni czekał z radością, czyniły jego konary coraz cięższymi, a na lazurowym do tej pory niebie zaczęły coraz częściej pojawiać się ciemne deszczowe chmury, które ciężkimi kroplami zmywały wspomnienia chwil, gdy biegnąc do niego polną drogą, przecinała swym ciałem rozgrzane powietrze. Niepostrzeżenie soczysta zieleń zaczęła przybierać złotozielony kolor jej oczu, szczególnie rankiem, gdy krople rosy nadawały blasku kolorom jesieni. Dąb był zachwycony tą zmianą. Zachody słońca nie cieszyły, gdy czekał z utęsknieniem, a ona nie przychodziła.
- Dlaczego zjawia się tylko czasami?
- Zmieniasz się...Powoli znika Twój cień - szepnęła jesień.
Tej nocy mróz ścisnął serce dębu. Zbyt późno zrozumiał, że tęsknota jest smutkiem, który niczym cień okrywa jego myśli, marzenia. Zapragnął odmienić czas, który nieubłaganie nadchodził – czas nieprzeczuwalnego jeszcze rozstania, który głębokimi bruzdami zaznaczał ślady na korze drzew. Nostalgiczne zawodzenie jesiennego wiatru nie przynosiło pocieszenia. Deszcz, ten sam deszcz teraz smagał konary drzew.
Mijały mgliste jesienne dni, nadeszła zima, nawet nie zauważył jak wiosna nieśmiało budziła uśpione liście do życia. Utrudzony zmaganie się z samotnością i nostalgią trwał.
Latem krople żywicy leczyły ślady jesiennych słot, ostrych zimowych zawiei.
Zapraszał zająca i jeża, by zasnęli w jego cieniu. Wiewiórkę, która radośnie skakała z gałęzi na gałąź, otulał promieniem zabłąkanym wśród liści. Witając z czułością pierwsze tego lata krople deszczu, ciszę letniego popołudnia przerwał szelest jej kroków. Zmieszana wchodziła w przestrzeń, utkaną ze wspomnień minionego lata. Nie miała odwagi wyciągnąć rąk, aby go dotknąć. Dąb poczuł, że ona niczego bardziej nie pragnie jak tego, by zostać z nim jak najdłużej.
- Wiem, zbyt wiele żądam – powiedziała zmieszana.
Prośbę pozostawił bez odpowiedzi, zapragnął pozostać dla niej tylko dębem.
- Usiądź na chwilę, wyszeptał.

Do tej pory nie wiem, czy bardziej byłam tą dziewczyną czy drzewem...

Opublikowano

Jay dzięki, dzięki za przychylny komentarz
troszkę wspierajacych słów przyda się, gdyż jestem typem pesymisty, który z dwojga złego wybiera zawsze te dwa.
Pozdrawiam

Opublikowano

dziekuję, że znalazłeś czas, aby przeczytać z uwagą moje opowiadanie
i za wskazówki techniczne
cieszę się, że jest coś, co przyciąga na moment uwagę
pozdrawiam

Opublikowano

Początek też dobry. A środek- sympatyczny impresjonizm.
Nie wiem o jaka nagła zmianę chodzi w pierwszym zdaniu. O przyklejenie się sukienki?
chłód... ochłodziła- coś zgrzyta
dotknęła pień- pnia chyba?
Po raz pierwszy pomyślał...- trzeba podumać, by załapać, że teraz następuje "kwestia"
drzewa. Może nowy akapit, albo jakoś inaczej to zaznaczyć.
Potem już panta rhei gładko.

Opublikowano

witaj L.Dentman dzięki za konstruktywne warsztatowe uwagi
i pozytywną ocenę całości. to są moje pierwsze próby i cieszę się że zachciałeś dokładnie przeczytać tekst może nie najwyższych lotów ha ha i dzięk
pozdrawiam i

Opublikowano

Fajne to. I ciepłe.
Tylko trochę za dużo słów. To samo możnaby powiedzieć równie mocno, o ile nie mocniej, bez takich mdlących opisów. Czasem zamiast kolejnego przymiotnika czy przysłówka warto pokusić się o porównanie albo metaforę, to mniej męczy i ładniej wygląda.
Świetna puenta.

6 i 8

Opublikowano

Mikołaj przede wszystkim dziękuję że zechciałeś doczytać do końca i pozytywnie oceniłeś pracę, dla mnie twoje sugestie dotyczące strony warsztatowej są bardzo cenne, spróbuję jeszcze raz przyjrzeć się tekstowi od strony technicznej i sprawia mi wiele satysfakcji że tekst podoba się tobie
milutkie pozdrowienia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Największym luksusem śmiertelności jest tworzyć coś, co również umrze.”   Czas płynie nieubłaganie. Przypominacie mi o tym ciągle, niczym natrętne mechaniczne zegary, prędkie stopery  czy piaskowe, szklane klepsydry. Macie obsesję na jego punkcie, ponieważ jesteście ostatnim pokoleniem. Cywilizacją końca. Za dnia wyrzymacie każdą sekundę, z mokrych od niewolniczego potu koszul. Nocami patrzycie bezsennie  na cienie sufitowe w sypialni. I wracacie utrudzonymi myślami  do czasów błogiego dzieciństwa, nie przynosi Wam to ulgi a strach. Obłęd nieuniknionego widma śmierci, która w każdej chwili może wyjść z szafy  i zabrać Was do siebie. Znacie dobrze smak,  depresyjnej niemocy. Porażki planów i zawodu otoczenia. Kto chciałby brać udział w walce o byt, gdyby wiedział, że zawsze kolejka jest równa długości ludzkiego istnienia. A jedynym wolnym miejscem  jest to w ogonie stawki. Na samym jej końcu.   Czas odliczam w gonitwie gwiazd. W koniunkcjach i przesileniach. W miesiącach winy. W latach kary. W wiekach przekleństwa. W erach prędkich i jasnych jak błysk świetlny. W galaktykach zimnych i martwych  jak bezdenne oczy czarnych dziur. Jestem poza horyzontem czasu i zdarzeń. Nie podlegam prawom natury. Jestem wolną cząstką. Rzucaną na linię zdarzeń. Czasami wydaję mi się,  że pędzę naprzód a potem okazuję się, że nigdy nie ruszyłem się z punktu zero. Lub przytomnieje w dalekiej przeszłości, otoczony gotyckimi aniołami, wiktoriańskimi balami i przepychem śmietanki salonu.   Mówicie, że straciłem już wszystko. Nie zyskałem nic. Bo w życiu nie można nic zyskać. Mam swoją samotną planetę  i różę o którą pieczołowicie dbam. Ona nawet nie kwitnie. Rośnie z każdym rokiem mocniej. Nie rozmawiam z nią bo ona nie potrzebuję  moich słów by mnie zrozumieć.  Wie wszystko. Jest najcenniejsza. Choć dla każdego innego  nie ma żadnej wartości. Tylko ja widzę jej piękno i powab. Inni gorszą się jej osobliwym wyglądem. Jej ciernie ranią duszę do głębi, korzenie nie pozwalają zapomnieć, łodygi zniewalają przeguby  i więżą w okowach szaleństwa. Gnilny swąd otępia zmysły. Blizny krwawią trucizną nektaru. Liście opadają zanim się w pełni rozwiną. Ta róża będzie strażnikiem mojego grobu. Ostatnimi słowami poety. Króla ulicy i nędzy. Wyklętego karalucha, literackiego ścieku.   Planeta leżała daleko  poza najodlejszymi rubieżami. Tam naprawdę kończył się świat. A zaczynały zaświaty. Już z wysoka widział wszystko jak na dłoni. Poeta leżał bez życia na wznak. Rażony gromem nagłego zgonu. Oczy miał czarne i duże, lico spokojne, przypominało maskę. Na planecie nie miał kompletnie niczego. Schronienia, jedzenia czy wody. Była na niej jedynie usypana rękoma mogiła. A na jej kopczyku krzak dzikiej róży. Kruk wylądował zaraz obok niej. Wiedział, że była ona jedyną miłością poety. Jego całym skarbem i dorobkiem. Lecz nikt nigdy  nie uważał ją za piękna ani nawet właściwą. Przeżyła twórcę i to było jego celem. Lecz teraz jej los był przesądzony. Nie mogła liczyć na innego opiekuna. Kruk wyrwał krzak z mogiły i uniósł się z nim w przestwór kosmosu. Leciał tak przez świetlne eony. Bez odpoczynku i przystanku. Wleciał wreszcie do jednej z czarnych dziur, Jej tunel zaprowadził go do innego wymiaru. Wypuścił z dzioba krzak róży  z ukrytą w nim duszą poety. Poza horyzont czasu, przestrzeni i wszelkich, przeszłych i przyszłych zdarzeń  
    • @Rafael Marius Tak dlatego się ich nieco znieufuje żeby poszli w skrzyknięcie się...
    • @Jacek_Suchowicz szara piechota
    • @Berenika97 Dobra, dobra, tyle teoria, piękna i poetycka w istocie, ale realia trzeba na ogół zaplanować, ba, wyrachować nawet bo inaczej nie wychodzi :))
    • Dziękuję @Łukasz Wiesław Jasiński Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...