Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

   - Przygotowanie uczty zajmie trochę czasu - powiedział książę, gdy strażnicy zamknęli drzwi po wyjściu Starszego Nad Służbą. - Zapraszam więc, drodzy goście, do odwiedzin. Najpierw w ogrodzie, później na terenie kremla * . W mieście już byliście, a wrażenia, o ile mi wiadomo, wynieśliście - cóż: takie, a nie inne. Ale co zrobić? To nie Moskwa dwudziestego piątego wieku - uśmiechnął się świadom, iż właśnie zrobił na gościach spore wrażenie. Gdyby Jezus w tym momencie Swego cyklu wcieleń był wyłącznie człowiekiem, słowa te zwróciłyby więcej również Jego uwagi. Ponieważ jednak był, kim był - i kim jest oraz będzie - ograniczył Swoją reakcję do lekkiego uśmiechu. I potaknięcia. 

   - A tak - włączył się w tok myśli i słów gospodarza - może przedstawisz wizję moim towarzyszom? Sam też chętnie spojrzę, co też stworzą twoi następcy i ich architekci - uśmiechnął się do księcia.

   - Jezusie - władca księstwa Rostowsko-Suzdalskiego ** - zwrócił się Doń we własny bezpośredni sposób. - Oczywiście. Przecież czy mogę odmówić człowiekowi, który stał się Bogiem?

   Uczynił rękoma półkolisty gest, przymykając na chwilę oczy. Na wysokości około metra od posadzki zaczął materializować się lekko falujący, trójprzestrzenny *** obraz. Niczym półprzejrzysta makieta, krystalizująca się w powietrzu. - Proszę bardzo, moi drodzy - kolejnemu uśmiechówi towarzyszył lekki ukłon. Też kolejny. - Podziwiajcie... 

Cdn. 

 

* Slowo "kreml" w języku rosyjskim oznacza warowny gród, cytuję poniżej podaną stronę, "w obrębie dawnych miast ruskich" . Swój kreml mają więc na przykład Smoleńsk i Psków, nie tylko Moskwa. Zainteresowanym proponuję własne Google-poszukiwania oraz odsyłam do strony sjp.pwn.pl/kreml. Mając nadzieję, że nie popełniłem błędu przy podawaniu odnośnika.

** Zgodnie z artykułem "wostokpodróż.pl/historiamoskwy (tu autor ma tę samą, co poprzednio, nadzieję), książę Jurij Dołgoruki był władcą tegoż właśnie księstwa. 

*** Wyraz ten wydał mi się doskonałym zastępnikiem znanego skądinąd "trójwymiarowego".

 

Voorhout, 04.02.2023

 

 

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Somalija

   Słowem dajesz mi do zrozumienia, że "trójprzestrzenny" przekracza znaczeniowe granice "trójwymiarowego"

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

?

   Skradnij , masz moje przyzwolenie. Bratersko-odautorskie .  Wspaniale, że pobudza on Twoje myśli .

   W zeszycie z wierszami, Siostro. Nie z wierszykami .

   Mam nadzieję, że odpoczywasz w miarę domowych uwarunkowań .

   Serdeczności.

 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...