Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ręka do uścisku się wyrywa 

Ale nie ma komu...

Nikt mi swojej nie podaje 

...

Tylko trochę mnie to dziwi...

Odrobinę inna jestem 

Rękę chowam po kryjomu - 

Nikt nie widzi 

Może lepiej

 

Jestem tutaj obca 

Ruszam dalej

W długą podróż

Opublikowano

@Ewelina

Powiem Ci Mała, że masz ogromną lekkość w ujmowaniu tematu i formułowaniu myśli. A to jest przywilejem niewielu autorów wierszy. W jakiś magiczny sposób odnajduję się w tym utworze "sytuacyjnie"  :)

Niby w warsztatach ale tak szczerze mówiąc powinien wylądować w lepszej klasie. Nadaje sie pod każdym względem.

 

Pozdrawiam z uśmiechem  :)

Opublikowano

@Ewelina głębokie te Twoje wiersze

mają sens, myśl, przesłanie

żaden nie traktuje o banałach

żadna "sałata słowna" (no niech im tam - "metafory średnio zrozumiałe")

obserwujesz, czujesz, rozumiesz

i mądrze interpretujesz rzeczywistość

 

dlatego do Ciebie wracam :)

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

nie wiem, co miał  @staszeko na myśli

(prześledziłam aktywność, ale odpuściłam śledzenie po pierwszej stronie :))

jeśli ktoś ma wybitnie mało czasu, szybkość jest podstawową funkcjonowania

utwory krótkie i sensowne - takie czytam

przydługa fikcja, abstrakcja - niestety nie dla mnie

wprawdzie są "Wyjątki"

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

ale "Wyjątki" ostatnio jakoś rzadko tu publikują

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Z tymi koncepcjami jest jak z ubraniem  — każdy wybiera tę, w której się dobrze prezentuje. Przymierz, zanim w niej pójdziesz na randkę.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Nabyłem inne zwyczaje

o uścisk dłoni już nie walczę

mam więc zegarek i wszystkie palce

 

;)

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...