Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Deszcz kołysze, sączy w szyby słowa senne,
płaszczem swoim mi zamyka obwód źrenic.
Ciszą ciszę ukołyszę, zostań we mnie,

wszak te chwile w kropli czasu nie są zmienne,
aby można głupim szeptem wszystkie zmienić.
Deszcz kołysze, sączy w szyby słowa senne,

pierwszym liściem zapowiada mi jesienne,
zmartwychwstanie, wśród zamyśleń my splecieni.
Ciszą ciszę ukołyszę, zostań we mnie,

nic już więcej tu nie będzie nadaremne,
tu nie będzie nadaremne więcej - nic.
Deszcz kołysze, sączy w szyby słowa senne.

Łzawe formy przed oczami, wciąż odmienne
w swej kaskadzie ciągną z nieba się jak nić.
Ciszą ciszę ukołyszę, zostań we mnie

Boże zostań, rozpal serce niepłomienne,
wszak splamiony, zwykły kamień może lśnić.
Deszcz kołysze, sączy w szyby słowa senne,
ciszą ciszę ukołyszę, zostań we mnie.

Opublikowano

bardzo mi się podoba; pierwsze kojarzenie - "deszcz jesienny":)
wspaniała kołysanka
niezwykły wiersz
cudne sformułowania
zaczarowały mnie, przesilnie
takiego wiersza mi dziś było trzeba

dziękuję i pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

O rety! Ale melodia, ale klimat!
Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem. Taki wiersz, a prawie by mi gdzieś obok przemknął. Wszystko tutaj jest na swoim miejscu, tak jak być powinno. Klimatyczne rymy około-senne przelatane z jednosylabówkami z "i" w funkcji sylabowej, które
pięknie zmiękczają. Równa liczba sylab (12; z wyjątkiem 11-sylabowych tych z jedno-sylabo-rymami), słowa, które wprowadzają nastrój (po prostu wszystko na miejscu, więc nie wymieniam), neologizmy (zmartychwstanne) i rola dwóch powtarzających się wersów i ich połączenia na samym końcu. No pięknie, naprawdę pięknie! Dla mnie jest to wiersz kompletny, treść świetnie łączy się z formą, dzięki czemu przez utwór płynie się, powoli, sennie, ciepło i bardzo przyjemnie.
Rzadko to robię, jednak teraz chyba jednak się o to pokuszą. Wiersz wpada do moich ulubieńców (bodajże czwarty dopiero to będzie).
No, to tyle komplementów ;)
Jedna uwaga: w ostatniej strofie pomiędzy "zostań" a "rozpal" powinien być chyba przecinek, albo ja czegoś nie rozumiem (przedtem interpunkcja była zachowana).
Pozdrawiam serdecznie, Jędrek.

P.s. I "Ballada o dwóch siostrach" w podpisie...! :)

Opublikowano

Dziękuję Wam za komentarze.
Wczesna wersja jest betą, pozwoliłem sobie ją trochę poprawić.
Wiem że to nie warsztat, ale wklejam poniżej nową wersję:

"Deszcz kołysze, sączy w szyby słowa senne,
płaszczem swoim mi zamyka obwód źrenic.
Ciszą ciszę ukołyszę, zostań we mnie,

wszak te chwile w kropli czasu nie są zmienne,
aby można głupim szeptem wszystkie zmienić.
Deszcz kołysze, sączy w szyby słowa senne,

pierwszym liściem zapowiada mi jesienne,
zmartwychwstanie, wśród zamyśleń my splecieni.
Ciszą ciszę ukołyszę, zostań we mnie,

nic już więcej tu nie będzie nadaremne,
tu nie będzie nadaremne więcej - nic.
Deszcz kołysze, sączy w szyby słowa senne.

Łzawe formy przed oczami, wciąż odmienne
w swej kaskadzie ciągną z nieba się jak nić.
Ciszą ciszę ukołyszę, zostań we mnie

Boże zostań, rozpal serce niepłomienne,
wszak splamiony, zwykły kamień może lśnić.
Deszcz kołysze, sączy w szyby słowa senne,
ciszą ciszę ukołyszę, zostań we mnie."

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...