Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Taki jest świat

Taki jest świat Mówią 

Usprawiedliwiając zło

Taki jest świat Mówią

Kiedy ktoś zabije

Taki jest świat Mówią

Kiedy ktoś cię zdradzi

Taki jest świat Mówisz

Kiedy coś ukradniesz

Taki jest świat Mówisz

Kiedy oszukać chcesz

Taki jest świat mówimy...

I zło akceptujemy

I złu przyzwolenie dajemy

I zło czynimy

Taki jest świat....

Smutne to słowa

Kłamliwe słowa

Bo taki jest właśnie świat 

Bo takim go czynimy

Bo takim go widzimy

Właśnie taki w naszych myślach

Jego Obraz mamy

Taki jest świat...

Lecz oznacza to

Że jeśli myśli nasze zmienimy

I inny świat ujrzymy

To taki będzie ten nowy świat

Może być pełen dobra

Uczciwości

Przyjaźni

I miłości

Taki świat...

W mych myślach utrzymuję.

 

 

Opublikowano

@Kapistrat Niewiadomski

Dziwne skojarzenie.

Nie bardzo widzę odwołania do katolicyzmu. Do wartości, którymi powinien kierować się w życiu człowiek, tak. Ale do księży? To na pewno ostatnia myśl, która kierowała mną przy pisaniu wiersza.

Nie chciałbym żyć w twoim świecie, jeśli tak ci kojarzy się ten wiersz.

Opublikowano (edytowane)

@Nemo

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

A co kazanie ma wspólnego z katolicyzmem?

 

Mnie chodziło o nadmierne, niepotrzebne powtórzenia, pisanie niektórych wyrazów wielką literą, oraz moralizatorski charakter wiersza.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

Edytowane przez Kapistrat Niewiadomski
Minor change. (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Tak z ciekawości, oprócz wskazania błędów gramatycznych i ortograficznych, to czy dla ciebie cecha "moralizatorski" to jest na plus czy minus wiersza?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...