Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

         Tym razem nie zagrzeję tu miejsca. Szkoda czasu na zdejmowanie butów, wieszanie kurtki na wieszaku, wspólne picie kawy z filiżanki czy seans filmowy na wygodnej kanapie. Podjedźmy pod okienko, złóżmy zamówienie, a bez zbędnych zabiegów i niepotrzebnego czekania podadzą nam zamówiony do szybkiej konsumpcji towar.  Oby tylko nie przyszły refleksje, by wewnątrz nie włączyło się to coś, co potem siedzi gdzieś w człowieku i miesza w głowie. Zwyczajnie zjedzmy, wypijmy, wyrzućmy jednorazowe naczynia, zgniećmy papierowe torby, wytrzyjmy serwetką usta i palce, nie mówmy za wiele, po czym nie patrząc sobie w oczy odejdźmy każde w swoją stronę. Przereklamowane są te ceregiele z szykowaniem się do restauracji, gdzie przyjmują tylko elegancko ubranych gości, którzy na kolejnych stronach karty menu szukają wielowątkowości wieczoru. Coś na przystawkę, jakaś zupa, danie główne, deser, napoje, wino albo szampan, a do tego niespieszna rozmowa przy zapalonych świecach i dźwiękach sennej muzyki. Nie można niczego pominąć ani przestawić kolejności dań. Wyprostowane plecy na rzeźbionym, grubo tapicerowanym krześle dodatkowo przypominają ci, że ten wieczór ma być głębokim i prawdziwym doznaniem. Czerwona róża dumnie pręży się w przyniesionym przez kelnera wazonie, dając wyraźnie do zrozumienia, że nie wolno niczego popsuć, a jednocześnie sygnalizuje, że sporo się dziś od ciebie oczekuje. Spotykające się, powłóczyste spojrzenia, pełne oczekiwań i nadziei, że wyjątkowość chwil odczuwana jest przez obie strony, że to drżenie przy delikatnym, przypadkowym dotyku porusza wnętrze obojga, że może dziś padną te dwa słowa.

- Żonę już miałem. Teraz jestem twardy i nie dam się nigdy więcej namówić na żadne zniewolenie. Chcesz ze mną być? Znasz warunki - żadnych zobowiązań, tylko wspólne spędzanie wolnego czasu i przyjemności. Żadnego zagłębiania się w cokolwiek, pretensji, rozmów o przyszłości. "Nie płacz Ewka, bo tu miejsca brak na twe babskie łzy" i tak dalej - Adam spojrzał badawczo na Basię.

Faktycznie, żonę już miał. Jedyne, co miło wspomina z tamtego czasu to dzień wesela.

- Mówię ci, jaką miałem imprezę! Wszyscy świetnie się bawili - Adam szeroko się uśmiechnął.

-  A po weselu?

- Co po weselu?

- Czy po weselu też byłeś szczęśliwy?

- Czasami. W sumie to ja już w urzędzie wiedziałem, że Beata nie jest miłością mojego życia ani też szczególnie mnie nie pociąga.

- Małżeństwo z rozsądku?

- Bo ja wiem ... chciałem czegoś nowego w życiu. Sądziłem, że małżeństwo da mi poczucie, że moje życie weszło na inny poziom, na którym było tak wielu moich znajomych. Wiesz, te ciągłe pytania: "Stary, a ty kiedy do nas dołączysz?" - powiedział z obrzydzeniem równym okrzykom, jakie ludzie potrafią wydobyć z siebie oglądając program Fear Factor.

- Do nas żonatych?

- Tak, dokładnie.

Po chwili milczenia Adam zebrał się w sobie i z melancholią w głosie wyznał:

- Do dziś trzymam wszystkie kartki z życzeniami i gratulacjami z okazji ślubu z Beatą. Czytam je raz na jakiś czas i wyobrażam sobie, że to nie z nią wziąłem ślub, a z inną kobietą.

- Jakąś konkretną?

- Tak. Zupełnie inną niż Beata. Jak ja nie znoszę tego imienia! - Adam wykrzywił swoją twarz w sposób, który uruchomił wszystkie mięśnie, jakie ma człowiek w obrębie głowy. 

- Nadal zastanawiam się, dlaczego zachowałeś te kartki, skoro ożeniłeś się bez miłości, bez przekonania, a krótki czas małżeństwa nie wspominasz jako wyjątkowo udany okres w życiu?

- Jestem sentymentalny. Wy kobiety tak nie macie, ja wiem - odparł z politowaniem w głosie.

Rozmowę przerwał nagle dzwonek telefonu. Basia spojrzała na ekran i wcisnęła czerwoną słuchawkę. Znowu dzwonił Jacek, typ monotematyczny i sentymentalny. Przypomniała jej się ich ostatnia - odbyta zaledwie wczoraj - jałowa rozmowa.

- Słucham.

- Jestem samotny i nieszczęśliwy.

- Ty? Przecież masz żonę. Nie jesteś sam.

- Nie czuję się usatysfakcjonowany swoim życiem.

- Czego ty ode mnie oczekujesz?

- Nie wiem, tak dzwonię, bo może chciałabyś ... ale nic na siłę.

- Na siłę jesteś w związku. Przynajmniej tak twierdzisz.

- Na siłę jestem sam ze sobą. Szukam spełnienia i go nie znajduję.

- Nie pomogę ci znaleźć spełnienia. Znasz moje zasady - nie wchodzę w relacje z żonatymi mężczyznami.

- Jestem jak biały, nieszczęśliwy miś. Potrzeba mi przytulenia.

- A ja jestem jak samotna limba smagana zimnym, przeszywającym wiatrem.

- Źle z tobą, ale wiesz, twój dziwny charakter tylko bardziej mnie na ciebie nakręca.

- Musimy kończyć. Pa!

- Pa!

"Co człowiek może mieć dziwnego?"- pomyślała Basia. Na jej liście znalazły się włosy, figura, styl, oczekiwania i oczywiście charakter.

- Halo! Ja tu jestem! - krzyknął zniecierpliwiony Adam.

- Przepraszam, zamyśliłam się nad czymś - odpowiedziała zmieszana.

- Wy kobiety! Człowiek się dwoi i troi, a wy myślami odpływacie do innego. Tak? Dobrze się domyśliłem? - zarechotał, otwierając usta pełne pizzy.

- Poniekąd, ale ... - nie zdążyła dokończyć zdania.

- Słuchaj, przypomniało mi się, że miałem ci powiedzieć o pewnej bardzo dobrej książce.

Adam przełknął kolejny kawałek pizzy. Nie mógł się doczekać, by opowiedzieć Basi treść książki, która ostatnio go pochłonęła. Wytarł usta serwetką, po czym  odłożył ją koło talerza i przeszedł do streszczania tekstu, który wywarł na nim wielkie wrażenie.

- Czytałem ostatnio książkę o Kennedym. Konkretnie jest to praca ukazująca szczegóły śledztwa dotyczącego zamachu na prezydencie ze szczególnym uwzględnieniem wyników sekcji jego zwłok.

Basi pociemniało przed oczami. Z niedowierzania nie potrafiła wydobyć z siebie ani słowa.

- No, mnie też zaskoczyło, że Amerykanie wreszcie opublikowali szczegóły tej autopsji. A wiesz, że drugi pocisk, który trafił Kennedy'ego, roztrzaskał mu głowę? Dosłownie oderwał mu kawałek czaszki od głowy, a z mózgu zrobił siekankę? Mówię ci, kawałki mózgu Kennedy'ego rozprysły po samochodzie i oczywiście na pierwszą damę. To musiał być straszny widok! – kontynuował Adam.

Wzrok obojga spotkał się. Jego oczy błyszczały, zdawały się mówić "Tak, tak, ja znam ciekawostki z historii". Basia skamieniała; próbowała opanować gonitwę myśli, a nade wszystko starała się nie patrzeć teraz na kilka kawałków czerwonawej pizzy, która leżała przed nią na talerzu.

- Nie smakuje ci? Wolno ci z nią idzie - zapytał zdziwiony Adam.

- Jest dobra. Zawsze jem powoli, inaczej nie umiem.

- Pizzę należy jeść szybko, żeby nie zdążyła ostygnąć.

Basia ostygła dużo bardziej niż pizza na talerzu. Starała się nie myśleć o autopsji Kennedy'ego, nie czuć smrodu spalin z ruchliwej, miejskiej drogi, przy której znajduje się lokal z pizzą na wynos. Twarda, drewniana ława wbijała się w jej plecy oraz tyłek. W jej uszach przelewały się dźwięki hamujących i następnie odjeżdżających samochodów, klaksonów i pisków opon. Porywisty wiatr przemknął po talerzu Basi, zostawiając na nim miejski pył. Na stole wylądował też liść, który przybył nie wiadomo skąd, ale tylko on przyjemnie ożywiał spotkanie.  

- Skończyłaś już? Jedziemy do ciebie? - powiedział zniecierpliwiony.

Tęsknota za życiem towarzyskim, za drugim człowiekiem sprawia, że Basia coraz częściej odrywa się od rzeczywistości i niczym samotna limba z wiersza Tetmajera raz po raz szumi sobie cichutko nad przepaścią życia. Tymczasem Adam całym sobą czeka na pilną odpowiedź. Nie interesuje go jakaś limba i całe to chrzanienie o głębokich uczuciach. Nie ma nic gorszego niż uduchowiona laska, która mówi dużo i mało konkretnie. Życie nie polega na wyszukiwaniu sensu w zawiłych figurach stylistycznych. Żeby kobiety były bardziej realne, bez fochów i tych wszystkich oczekiwań miałyby na świecie lepiej, o czym na siłę nie chcą się przekonać. Adam nie znosi gry słów, zastanawiania się i udręki, czy dobrze odczytał znaki. Mówi się prosto i jasno.

- Dziewczyno! Ja tu siedzę i pytam, czy skończyłaś i czy pojedziemy do ciebie? Mam jeszcze dziś wieczorem ważną sprawę do załatwienia.

- Skończyłam. Nie pojedziemy do mnie.

Adama nie obeszła ta odpowiedź. Ma jasno sprecyzowane oczekiwania. Trzyma się swoich założeń i dokonuje logicznych wyborów. On wie, że dania na wynos to strzał w dziesiątkę – je kiedy chce, z kim chce i gdzie chce, zachowując swoją niezależność. W mieszkaniu czekają na niego cisza, spokój i wspomnienia. Talerze i sztućce leżą poukładane i nietknięte od tak dawna, że Adam zapomniał już, że je ma. Owszem, czasami zerka w stronę zamkniętych kuchennych szafek, a także na prawie puste półki w łazience, gdzie stoją poukładane jego nieliczne kosmetyki. Połowa łóżka również zdaje się od czasu do czasu sugerować, że zamarzła w oczekiwaniu na gorące serce, do którego Adam mógłby przytulić się w nocy. Tymczasem Basia włączyła radio w samochodzie. Z głośników popłynęły słowa spokojnej i nastrojowej piosenki "My lonely days are over". Melodia wyciszyła ją, wlała w jej serce otuchę, że można znaleźć kogoś, kto pragnie - równie mocno jak ona - zdjąć buty i na dobre rozgościć się w czyimś sercu.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • -Mistrzu, w rosyjskich książkach niewielu szczęśliwych. -Twórcy zapewne chcą, by obraz był prawdziwy.   Jeśli ktoś zetknął się z optymistycznym dziełem, gdzie choćby jeden z bohaterów jest szczęśliwy i mu się udało, byłbym wdzięczny za podanie. bo chętnie przeczytam.  Gogola znam, tam, jak mawiał mój rusycysta, to "śmiech przez łzy". Mistrz i Małgorzata też jest mi znany, a to dzieło samo w sobie jest unikalne. Dzięki. 
    • @Achilles_Rasti Pozorna prostota powyższego utworu podkreśla gęstość jego niejawnego przekazu, który ma charakter quasiterapeutyczny. Zastosowanie dialogowej formy wprowadza dynamikę i sprawia, że czytelnik/odbiorca odgrywa podwójną rolę. Może być obserwatorem zmagań podmiotu lirycznego ze swoją egzystencjalna inercją, a zarazem zostaje zaproszony do konfrontacji z własnym poczuciem marazmu, poddany bezpośrednio sile oddziaływania komunikatu.   Końcówka wskazuje, że zawsze istnieje wyjście z zaklętego kręgu bezsilności. Poranna kawa staje się symbolem materii, uruchamiającej poczucie kontroli nad czasem i przestrzenią. Prawdziwym zwycięstwem nad "nie chce mi się/ bo życie mnie przeczołgało" jest prosty, aktywny gest, stanowiący świadectwo odzyskania woli i sprawstwa.   AH
    • "Ludzki las chłódu w centrum"   Przez ten ruchomy las ludzki, w jednostajnym, tępym szumie, idziesz środkiem, cicho mkniesz, co tak trudno jest zrozumieć. Mijasz te martwe fasady – wzrok ślizga się po wystaw szkle, w rytmie świateł lekko zwalniasz, by w tym wszystkim nie zgubić się.   W pełnej pustce taki obcy – jakby za srogą pokutę – niesie przez białe cię pasy twoje życie już nadpsute. Są nikim zarazem wszystkim, w porannym, szarym pośpiechu, między dumą a swym wstydem, wciąż im brakuje oddechu.   To las bez drzew, w którym coś drży,  już tylko pogłosem echa, Gniew nie daje im oparcia, życie do nich się nie uśmiecha.  Chciałbym im/nam podarować choćby iskrę jasności lecz oni drwią z tych moich słów – że dobroć, to znak słabości.   Szczelnie domknięci w klatkach własnego, gęstego milczenia, dziwni przechodnie – każdy powoli w cień się zamienia. Własną miarą ich mierzysz, choć pod skórą się opierasz, aż wreszcie w tym ich natłoku sam po cichu się zmieniasz.   Płyniemy razem wzdłuż witryn, taflą szkła złączonych cięciw,  odbiciem warstw codzienności  od siebie całkiem odcięci. Zanim nas zmierzch dopadnie, nim noc nas w końcu pochłonie, szukamy schronienia, azylu w bezpiecznym, zimnym betonie.   Ulica głęboko odetchnie, gdy opadną ostatnie kurze, sprzątacze wymiotą z chodników wszystkie te leśne iluzje. Zostanie tylko chłód płyt, co w pamięć głęboko zapadnie, i ślad po kimś, kto zniknął – tak prosto, po ludzku bezradnie.    Leszek Piotr Laskowski.     
    • napisał do nieba  list który szybko wrócił na kopercie zostało napisane  takiego adresu nie ma   więc sobie pomyślał co tu jest grane przecież adres  podałem mało tego dopisałem że tuż za gwiazdami   przecież to niemożliwe  żeby  całe życie kościół mnie oszukiwał  tak mu ufałem a jednak mnie zawiódł   teraz siedzi zawiedziony nadzieje stracił że ci bliscy odpiszą  - na ciebie czekamy jest dla ciebie miejsce   wiem  ktoś mu zarzuci więcej bracie wiary ale on już więcej nie  pozwoli  by  inni robili  z niego durnia    najwyżej umrę i będę  tam gdzie pochowają nie będę kombinować że gdzieś tam  w niebie może jest lepiej
    • @Simon Tracy Naprawdę wciągające! Jak zazwyczaj egzotyczne klimaty takich kultów mnie nie przejmują jakoś specjalnie, tak utworzona tutaj atmosfera działała wręcz hipnotyzująco. Lubię literaturę grozy - utwór wywołał ten specyficzny dreszczyk tzw. morbid curiosity, chorobliwej ciekawości ciągnącej mnie, jak po nitce do kłębka ku nieznanemu fatum :D Uchwycił mnie też obraz wszelkiego robactwa, szkodników i zarazy, która jednocześnie w swój podły sposób tworzyła jakąś koherentną część tego tajemniczego miejsca, dając znać już na wstępie intuicji czytelnika, że to czego doświadczy może być makabryczne, ale stanowi naturalną część mistycznej całości, wykraczającej poza podstawowe zmysły ludzkie.   Mam też pytanie. W jaki sposób decydujesz o podziale zdań na wersy w swoich utworach? Jest to proces bardziej intuicyjny, czy zwracasz uwagę na to, aby niektóre części były wyszczególnione intencjonalnie?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...