Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w ilu dźwiękach

zmieści się niepokój

na ilu strunach

rozegra się rozstrojenie

 

już pierwsze akordy

zdradzają nerwowość

to niby złote milczenie

często też rani i morduje

 

...

ktoś kto zawsze

palec unosi

ktoś kto powie

byłem pierwszy

ktoś kto ma

wszystkie muchy w nosie

...

 

 

 

 

ostatecznie nic

nigdy jest naprawione

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Z całego, bardzo dobrego tekstu w moim mniemaniu; powyższe frazy potwierdzają, że  jesteśmy jednostkowi, jednak w kwadracie płaszczyzny rzeczywistości, szukamy normatywnych rozwiązań!

 

pozdrowienia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Na jakiej podstawie tak myślisz, że nie można? ;  nie przeczę, wulgaryzm w moim słowotoku, również nie góruje.

Jeśli nie wśród ludzi, to gdzie  wszeszczeć  - pewnie w polu, bo tak najlepiej. Natura cię wysłucha; swoją wibracją krzyku, echem dotknie ziemie, korzenie, rośliny i życie z miłością

A trwonienie  powietrza wynika tylko z tego , że raz jesteś ( albo ja , czy inni ) na łonie natury, gdzie wszystko wydaje się takie proste, a z drugiej strony w mieście, odsłania  się twoja druga strona medalu - więc pytanie, gdzie lepiej?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Myślę, że pierwszym krokiem do naprawienia (czy nie kończącego sie naprawiania) jest zauważenie i przyznanie się, że jest zepsute, a więc powrót do życia w prawdzie... Ciekawy, "zatrzymujący" wiersz. Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta  dziękuję za polubienie  i wpis:)
    • @Nata_Kruk, dziękuję :)
    • Świetna treść wiersza... erozja.. super słowo na wiersz.!
    • Kiedyś samochody by tekturowe, ale nie było takie tłoku na ulicach i można sobie było papierowym jeździć :) pamiętam te czasy. Duży fiat mi się najbardziej podobał:)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        To tak jakby ciało wyjąć z trumny  i porzucić u samych stóp  zimnego, spękanego grobowca. Ale chyba tak musi być. Umieramy tam gdzie upadamy. Nagle, cicho, bez bólu. Po prostu tracimy czucie,  nieznośnie depresyjnej istoty istnienia. Tracimy z oczu ten świat. Pełen niezamkniętych drzwi i furtek. Pełen luster złożonych z dusz. Twarzy naszych wspomnień. Ludzi spotkanych po drodze.     Nie potrafiłem być głuchym na ich słowa. Przebili nimi bak  mojego dopamicznego paliwa. Gdy się nim wykrwawiałem, oni wybijali szyby, gięli karoserię,  wykręcali skrzynię biegów i silnik. Do bagażnika włożyli ciężar  każdego gestu i rozmowy. Kazali go wlec przed siebie na przebitych, zszarganych oponach nerwów. Było mi obojętne kto usiądzie za kółkiem. Zawsze ktoś inny kręcił kierownicą. Było mi wstyd, że jako tak piękny klasyk, muszę iść na złom. Potną mnie żyletki, ścisną prasy, rozbiją młoty. Zostanę kostką metalicznego odpadu. Wrzuconą na szczyt piramidy  niedawnych królów.     Wyprowadziłem się z domu. Jak wzgardzone dziecko alkoholików, wyszedłem w piżamie,  zarzucając plecak na ramiona. Na podjeździe czekał wrak  mojego dawnego auta. Wrósł w ziemię zarośnięta chwastem  i kaleczącą dłonie i stopy, wysoką trawą. Trupy powinny trzymać się razem. I spoczywać obok siebie.     Byłem śmiertelnie blady. Z głodu, wycieńczenia i upływu krwi. Jej ślad ciągnął się za mną od progu domu. Nóż został na kuchennym stole. Samochód był zielony, lecz odrapany, brudny i wypłowiały od słońca. Zżarty przez rdzę. Postępowała jak gangrena. Zaraza. Zostawiała blizny ludzkich słów.     Usadowiłem się z trudem na fotelu kierowcy. Spojrzałem na zawalony strop garażu z wyrwanymi skrzydłami, metalowych drzwi. Na nich miał spoczywać napis nagrobny. Lecz ten cmentarz był opuszczony od dawna. Nie będzie tu nigdy żadnych gości. Zapaliłem ostatniego papierosa. Smakował porażką. Zablokowałem zapalniczkę. I cisnąłem ją przez wybitą szybę na próg. W ślady krwi. Zajęły się niczym benzyna a strumień ognia momentalnie powędrował w moim kierunku. Gdy doszedł do mojej rany i trzewi. Eksplozja rozsadziła nas na krwawe strzępy. A garaż zajął się ogniem zaraz potem. I tylko proch umykał przez szczeliny powykręcanej od temperatury karoserii, Rozmył się w półmroku pasiastych pól, i ukwieconych, lipcowych łąk.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...