Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

65 wersów za 65 łez

 

 

 

Co można kupić za 65 łez?

 

              Za 65 łez można kupić sobie wolność

 

              Za 65 łez można kupić bochenek chleba

 

              Za 65 łez można kupić przebaczenie

 

              Za 65 łez można kupić 65 róż

 

              Za 65 łez można kupić uśmiech

 

              Za 65 łez można kupić pocałunek

 

              Za 65 łez można kupić 1 drogie lub 2 smaczne wina

 

              Za 65 łez można kupić słony smak na języku

 

              Za 65 łez można kupić czerwone i podpuchnięte oczy

 

              Za 65 łez można kupić ulgę

 

              Za 65 łez można kupić sen

 

              Za 65 łez można kupić zabawkę

 

              Za 65 łez można kupić 7 litrów benzyny

 

              Za 65 łez można kupić słońce

 

              Za 65 łez można kupić kubek gorącej herbaty

 

              Za 65 łez można kupić bilet do cyrku

 

              Za 65 łez można kupić współczucie

 

              Za 65 łez można kupić sukienkę

 

              Za 65 łez można kupić ciszę

 

              Za 65 łez można kupić lody

 

              Za 65 łez można kupić tabliczkę czekolady

 

              Za 65 łez można kupić kawałek ciasta

 

              Za 65 łez można kupić jeża

 

              Za 65 łez można kupić kolczyki

 

              Za 65 łez można kupić uśmiech

 

              Za 65 łez można kupić miejsce w autobusie

 

              Za 65 łez można kupić wiersz

 

              Za 65 łez można kupić prezent pod choinkę

 

              Za 65 łez można kupić roślinę doniczkową

 

              Za 65 łez można kupić ramię

 

              Za 65 łez można kupić przyjaźń

 

              Za 65 łez można kupić kota w worku lub bez

 

              Za 65 łez można kupić paczkę papierosów

 

              Za 65 łez można kupić puszkę farby

 

              Za 65 łez można kupić drapaczkę do pleców

 

              Za 65 łez można kupić miły wieczór

 

              Za 65 łez można kupić wyjście do kina

 

              Za 65 łez można kupić świeczkę zapachową

 

              Za 65 łez można kupić kilogram kiełbasy

 

              Za 65 łez można kupić chusteczki

 

              Za 65 łez można kupić kąpiel

 

              Za 65 łez można kupić statek w butelce

 

              Za 65 łez można kupić pół tony węgla

 

              Za 65 łez można kupić płaszcz

 

              Za 65 łez można kupić dodatkowe 15 minut

 

              Za 65 łez można kupić wieczność

 

              Za 65 łez można kupić ciepło

 

              Za 65 łez można kupić łyk świeżego powietrza

 

              Za 65 łez można kupić nowe koleje losu

 

              Za 65 łez można kupić stare narracje

 

              Za 65 łez można kupić pomocną dłoń

 

              Za 65 łez można kupić strój kąpielowy

 

              Za 65 łez można kupić bumerang

 

              Za 65 łez można kupić syfon do kuchni lub do łazienki

 

              Za 65 łez można kupić kolejne 65 łez

 

              Za 65 łez można kupić szklankę mąki

 

              Za 65 łez można kupić łyżeczkę cukru

 

              Za 65 łeż można kupić kopa w dupę

 

              Za 65 łez można kupić projekcje

 

              Za 65 łez można kupić antidotum

 

 

 

Czego za 65 łez kupić nie można?

 

              Za 65 łez nie można kupić miłości,

 

              ani biletu w pociągu SKM, kiedy kontroler postanowił

              wypisać mandat za o jedną za daleko przejechaną stację.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...