Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

   - Przygotujemy im - tu kapitan Nemo uśmiechnął się zupełnie jak Jango Fett w analogicznej sytuacji - małą niespodziankę * .

   Cała ósemka: trzej legioniści, profesor Aronnax, Conseil, Ned Land oraz kapitan i sternik - znajdowała się obecnie w sterówce. Goście obserwowali, jak Nautilus zanurza się stopniowo, po czym dokonuje zwrotu, obierając początkowo kurs zbieżny z torem ostrzeliwującego go niedawno trójmasztowca. 

   - Dokąd dokładnie płyniemy? - zadał pytanie pasjonat wulkanów. Przejęty ciekawością, jak to on. Ale i z niejakim niepokojem. Też jak to on. Tym bardziej, że przez przednią szybę i boczne bulaje widział tylko otaczającą ich wszystkich wodę. Przepełnioną słonecznym światłem, jako że płynęli na małej głębokości tak, aby być widocznymi dla załogi pancernika. Niemniej jednak wodą, której rzeczony żołnierz obawiał się ze względu na morskie potwory. 

   Profesor, domyśliwszy się dalszego ciągu zdarzeń, spojrzał nieco rozbawiony na kapitana. W ślad za nim spojrzeli jego towarzysze. Kapitan odpowiedział im równie kpiarskim uśmiechem. 

   - Panie kapitanie, dokąd? - nie doczekawszy się odpowiedzi, legionista powtórzył pytanie. 

   - Nie jestem pewien, czy naprawdę chcesz to wiedzieć - dowódca Nautilusa wciąż uśmiechał się tajemniczo. - Mogę powiedzieć ci jedynie, że do pewnej jaskini. Podwodnej, aby nie było wątpliwości. 

   - Do... podwodnej... jaskini? - niepokój legionisty zaczął się pogłębiać, by po kilku  chwilach przeistoczyć w przerażenie, gdy jego wyobraźnia zaczęła podsuwać mu obrazy monstrów, opisywanych w bajkach za jego dzieciństwa. Jako że pochodził z wioski nad morzem. - Ale... po co? - już nie powiedział, ale wyjąkał, przestraszony nie na żarty. 

   Kapitan uspokajająco położył mu dłoń na ramieniu. 

   - Powiedzmy że po to, abyś kogoś poznał - odparł enigmatycznie. - Zarazem po to, żebyś lepiej poznał siebie. 

   - No i mamy niespodziankę dla naszych prześladowców - wtrącił Ned. - Taką... mm, zaskakującą. By nie powiedzieć wciągającą - dodał z uśmiechem po chwili namysłu. 

   - Nie... spodziankę...? - wykrztusił żołnierz odrobinę tylko swobodniej. 

   - A niespodziankę - powtórzył Conseil ze stoickim spokojem, jakby chodziło o coś naprawdę małego. 

   - Po prostu bądź cierpliwy, a wkrótce zobaczysz. 

   Na polecenie kapitana sternik zaczął wynurzać Nautilusa, pozwalając marynarzom na bocianim gnieździe ścigającego ich żaglowca wyraźnie go zobaczyć... 

Cdn. 

 

* W "Ataku Klonów", II epizodzie "Gwiezdnych Wojen", ścigany przez Obi Wana Kenobiego Jango Fett wypowiada do syna Boby podobne słowa. 

   

Voorhout, 25.04.2022

 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Trzeba sobie zainstalować własny kasownik szumu. Widziałem taki na falmach o katastrofach lotniczych, jak odczytują "czarne skrzynki" 
    • @Jacek_Suchowicz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To jest inna logika, jak sądzę, ten BB może obronić przed niebezpieczeństwem. Jak widziałeś film "6 dni 7 nocy", z Harrisonem Fordem, tam jest taka scenka:   Robin: I thought, that’s what women wanted Quinn: What? Robin: Men who weren’t afraid to cry, who were in touch with their feminine side. Quinn: No, not when they’re being chased by pirates, they like them mean and armed.   Pozdr.     
    • Z Wami Panie rozmowa jak ze starym, siwym, dawidowym handlarzem.  Ani człowiek po tej dyspucie mądrzejszy  ani głupszy. Ani w pełni zadowolony, ani zdradziecko oszukany. Rzeknijcie na rany Chrystusa, ile z sakwy mi czerwońców ubędzie?  Za Wasze wątpliwe wstawiennictwo i opiekę.     Wy inflamis i przechrzta. Nie ariański a popi bydlak kresowy. Palownik od księcia Jaremy. Strach blady i kaźn na dusze kozacze. Choć Wy teraz odziani w karmazyny   na dworze magnackim i nahajem chłopstwo  jak ptactwo dzikie, po polach rozganiacie. To ja wiem, żeście nie zawsze tacy byli, pierwszej krwi błękitnej, szlachcic.     A co ja prawie, jeno szlachcic… wojewodzic, Hetman koronny, książę elektor na warszawskich pałacach i sejmowych polach. Buty Wam i czarnego jak kopyta Mefistofila, humoru przaśnego, bicze bisurmańskie z głowy nie wybiły. Ale już skórę z pleców odjęły i zniżać głowę  przed obliczem wezyra galernego, nauczyły.     Gdybym nad grobem nie stał w chwili doczesnej i gardłowej sprawie się nie poświęcił to bym spluwał na Wasz herb i szablę Waszą i z grobu Was nie odradzał. Lecz tylko Wy, czerni grobu się nie boicie. Krzyże święte profanujecie, na klasztory kobiece zajazdy gotujecie, młódki dla zabawy  raptem gnębicie  i gwałt im bezbożny zadajecie. W imię sił nieczystych, którym duszę zaprzedaliście, Wy i cała Wasza sotnia.     Pamiętam jak dziś, bo walczyłem tego, przeklętego dla ojczyzny, majowego dnia, roku pańskiego tysiąc sześćset czterdziestego ósmego na korsuńskim stepie. I niech mnie Bóg pokara jeślim skłamię teraz i piorun mnie jasny zabije, bo przeto dokładnie widziałem jak padacie z konia, trafiony tatarska strzałą i sfora do Was doskoczyła jak diabelska, wściekła fala.  Cięły Was i kozackie karabele i osmańskie ordynki Tatarów. Widziałem, Panie Bracie jak trup z Was jeno ostał na ich drzewcach i ostrzach. Jak mi Bóg miły, umarliście a teraz żyjecie!     Wy diabły stepowe,  na pokutę wieczną skazane. Wy, nieumarli obrońcy, świętego stepu. Kruki i sokoły, Waszymi sługami i oczami. Diabliki, na rumakach z huraganu,  Waszymi kompaniami. A śmierć Wam hetmanem i batiuszką. Carem i hosporadem. Klątwą Waszą po wieki. Nie chcecie przeto nic ode mnie. Ani złota ani srebra  ani honorów i wstawiennictw. Chcecie jedynie bym ten pergamin przeklęty, własną krwią podpisał i przeklął swą duszę. Mi już nie dwory ni zamki,  rezydencjami doczesnymi. A castrum doloris, ciche w świątynii. Dajcie sztylet. Sobie na pohybel, pieczęć krwistą pod umową stawiam.     Kary koń już czekał u drzwi. Wspaniały silny i dumny fryz.  Samej pani małodobrej, wierny ogier. Gość mój wsiadł na niego z miną straczeńczą Zabrał go prosto do piekielnych podziemi.  
    • odniesienie w dwóch warstwach - chwila ze swoją wybraną - chwila z Stwórcą   pozdrawiam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...