Siedzimy w kawiarni
przy głośnej ulicy.
Za oknem wieżowce, szkło i beton.
W środku nikt nie zostaje na dłużej,
nikt niczego nie obiecuje.
Wspomnienia spłowiały
jak reklamy na przystankach -
widziane tyle razy,
że aż przezroczyste.
Kawa stygnie.
Druga byłaby błędem.
Patrzysz na mnie,
jakbyś sprawdzała makijaż
w szybie za moimi plecami.
Twoja twarz jest gotowa do wyjścia.
Rzęsy, lakier, usta -
wszystko utwardzone.
Ta prawdziwa została w domu,
między drobiazgami,
których już się nie zabiera.
Siedzimy naprzeciwko siebie
jak dwa biurowce z lustrzaną elewacją.
Żadna nie wie,
co dzieje się w środku.
dobry owoc
nie tylko zachwyca
daje poznać
smak życia
jest orbitą
i słońcem
ciał i duszy
gorącem
daje poznać
co w sercu mamy
gdy siebie
i świat kochamy
3.2026 andrew
@Berenika97
zdziwiony nie jestem, że to akurat Ty przeczytałaś mój wiersz tak jak należy.
być może, że jest trudny bo to brutalny zapis emocjonalnego wycieńczenia.
pisany strumieniem świadomości z małymi pęknięciami oddechowymi.
dojrzałość jego dno.
wystarczy.
dziękuję Nika.
@Poet Ka
dziękuję ślicznie :)
@iwonaroma
Bardzo błyskotliwe! Pozdrawiam. :)
Ciało to tylko ciasny garnitur,
co z czasem traci fason i strukturę.
Dobrze, że dusza nie zna miary,
i wciąż przerasta ciasne wymiary.
@Migrena
Twój wiersz jest tak nasycony metaforami, że w głowie mam same obrazy.
Większość ludzi kojarzy biel z czystością lub spokojem (ewentualnie z poddaniem się). U Ciebie biel jest opresyjna - to biel wapna w grobie, biel fosforu, biel stołu sekcyjnego. Zrobiłeś z bieli kolor bólu, który nie daje schronienia, lecz obnaża każdą, parzy. Połączyłeś uczucia z fizjologią.
Miłość i strata są tu procesami fizycznymi - rzeźnią, pękaniem żył, wyrywaniem tętnic.
Ciekawy jest fragment- „tam Bóg składał broń i milczał”. To sugeruje, że potęga namiętności (lub bólu) jest większa niż instancja boska. To nadaje tej relacji wymiar niemal metafizycznego buntu. Końcowa "czarna szczelina" to świetne domknięcie. Pokazuje, że absolutna jasność i absolutna ciemność spotykają się w tym samym punkcie - w punkcie ostatecznej utraty. Opisałeś fizyczny rozpad świata po kimś, kto był słońcem, a stał się gwoździem wbitym w mózg.
Naprawdę wstrząsający tekst. Pozdrawiam.