Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • bronmus45 zmienił(a) tytuł na szczepić przeciw .. a nie zaczepiać wirusa
Opublikowano (edytowane)

Lepiej twarz zamknąć,
niż czasem otworzyć,
lepiej szybko umrzeć,
niż totalitaryzmu dożyć

Lepiej wcale nie żyć
Niż pod chińskiego systemu butem
Owszem  ufać nauce, lecz nie idąc skrótem

Najlepiej zrozumieć, czym też jest nauka
To nie gadające głowy, a właśnie ta buta
By podważać wszystko, co da się podważyć
Od taniej propagandy, mózgu nie zwarzyć

Aż znajdzie się wreszcie to, co nie podważenia
To co nazywasz nauką, to raczej są wierzenia
A jeśli chcesz dane, to ja chętnie służę
Tylko oficjalne, publikacje w Naturze

Skoro szanse mam, mniejsze niż wygrać w totka
W zamian dostać totalitaryzm, to o czym jest twa zwrotka?
Że ze strachu czynisz cnotę i powtarzasz bzdury?
Niczym Zaratustra, chcę doczekać się wichury
Która wreszcie strąci z życia gałęzi
Przestraszonych głupców, którzy chcą mnie więzić


Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Doomed (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Lepsze danych jest sprawdzanie

niż głupot powtarzanie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pamiętajmy, że już wiele osób po dwóch dawkach wpisywana jest w statsy jako niezaszczepiona xD

Opublikowano

twoja wolność mi zagraża - trudno o większą paranoję
pewnie zagraża ci również nóż leżący w szufladzie
niezaszczepione ciało jest groźne
prawie jak little boy nad Hiroszimą
nieszczepiona dusza jeszcze groźniejsza
groźna jak sama wolność
wolność po co wam wolność
żeby spierdolić co tylko się da

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...