Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

03. 10. 1952 (Atomic! XIX: Montebello Islands ― Hurricane)

 

Wielka Brytania włącza się do gry. Na archipelagu Montebello, który znajduje się ok. 70 kilometrów od zachodnich brzegów Australii, umieszcza potajemnie wewnątrz starej fregaty HMS Plym urządzenie o szacowanej mocy 25 kiloton. Fregata jest zacumowana 300 metrów od wyspy Trimouille. Detonacja (w ramach operacji Hurricane) całkowicie unicestwia okręt w oślepiającym blasku i tworzy podwodny krater, o trzystumetrowej średnicy i sześciometrowej głębokości. Obłok powybuchowy przypominający ciemno-brunatnego kalafiora przesuwa się wolno nad otwarty ocean. Rozprasza się po dwóch godzinach, napromieniowując i oślepiając kataraktą okolicznych Aborygenów… ― zabijając przez następne dziesiątki lat…

 

***

 

Hurricane (pol. Huragan) – nazwa kodowa operacji wojskowej i testu nuklearnego z 3 października 1952 roku, dokonanych przez Wielką Brytanię, na archipelagu Montebello, ok. 70 km od zachodnich wybrzeży Australii. Ładunek jądrowy o mocy 25 kiloton umieszczono w rufowej części fregaty HMS Plym, zacumowanej ok. 300 metrów od wyspy Trimouille.

 

01. 11. 1952 (Atomic! XX: Eniwetok ― Ivy)

 

Dwie detonacje w ramach operacji Ivy. Wodorowy „Mike”, który eksploduje za chwilę z mocą przeszło dziesięciu megaton, co jest równoważne z 10 milionami ton trotylu, zatrzęsie w posadach nie tylko atolem Eniwetok, ale i niemal całym światem! Wielka antena na górze czarnego budyniu ― odbiera sygnał. 3…2…1… ― i cały horyzont staje się momentalnie jaskrawo-żółty. Nawet z odległości 100 kilometrów ogromny, wychładzający się obłok wygląda upiornie. Wznosi się wolno do samej stratosfery. Będzie kłębił się jeszcze przez 2-3 godziny nad nieistniejącą już wyspą, zanim rozwieje go wiatr. Nad trzy i pół kilometrowej średnicy kraterem o osiemdziesięciometrowej głębokości.

 

16. 11. 1952 (Atomic! XXI: Eniwetok ― Ivy)

 

Król ma moc! Jednak 500 kiloton nie robi tym razem większego wrażenia na miłośnikach sylwestrowych fajerwerków…

 

***

 

Ivy (pol. Bluszcz) – nazwa kodowa operacji wojskowej z listopada 1952 roku, dokonanej przez Stany Zjednoczone, podczas której przeprowadzono dwa testy nuklearne na pacyficznym atolu Eniwetok, wchodzącym w skład archipelagu Wysp Marshalla. Archipelag ten był wyodrębniony przez USA do prób, jako: Pacific Proving Grounds. Testy o kryptonimach: Mike – 10,4 megatony, eksperymentalna konstrukcja naziemna o gabarytach czteropiętrowego budynku (1 listopada), oraz: King, 500 kiloton (najsilniejsza bomba atomowa w historii), zrzut z bombowca Convair B-36 "Peacemaker", eksplozja na wysokości 450 metrów (16 listopada)

 

17. 03. 1953 (Atomic! XXII: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Bracia Jankesi wymyślili kolejną operację. Nazwali ją Upshot/Knothole. Na poligonie NTS ― eksploduje na wieży urocza Annie ― z mocą 16 kiloton… Piękna kobieta o zabójczym spojrzeniu, kusicielka z piekła rodem…

 

24. 03. 1953  (Atomic! XXIII: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Za nią eksploduje również na wieży niemniej urocza Nancy. Jej moc, to 24 kilotony. Kilku żołnierzy traci wzrok, ponieważ odważyli się spojrzeć prosto w jej przecudnej urody oczy, doznając przy tym poparzeń III stopnia…

 

31. 03. 1953  (Atomic! XXIV: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Ruth ― ma być kolejną seksowną dziewczyną umieszczoną na kratownicowej wieży, ale ― okazuje się niewypałem. Jej moc nie jest większa od wystrzału z butelki szampana!

 

06. 04. 1953 (Atomic! XXV: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Dixie ― zrzut z bombowca Boeing B-50 Superfortress… ― 11 kiloton… ― huknęło, zatrzęsło… zagrzmiało…

 

11. 04. 1953 (Atomic! XXVI: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Ray ― wielkie ― NIC!

 

18. 04. 1953 (Atomic! XXVII: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Badger ― wystrzela na wieży z mocą ― 23 kiloton, zapalając powietrze, spopielając sny i marzenia… ― spopielając życie…

 

25. 04. 1953 (Atomic! XXVIII: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Simon ― to 43 kilotony ― i kilka ofiar. Czterech żołnierzy wyparowało przez nieuwagę. Zapatrzyli się ― na kilkudziesięciometrowej wysokości kratownicową konstrukcję z odciągowymi linami. Przynajmniej nic nie czuli… ― albo poczuli przez mgnienie… ― przez mrugnięcie powieką rogatego demona…

 

08. 05. 1953 (Atomic! XXIX: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Jankesi, mimo to ― nie zwalniają, wręcz przeciwnie ― jazda bez trzymanki nabiera tempa. Encore ― 27 kiloton zrzuconych z czterosilnikowego bombowca Boeing B-50 Superfortress… ― i dwie ślepe kaleki. Ich gałki oczne, w zderzeniu z ogromnym żarem ― nie miały szans.

 

19. 05. 1953 (Atomic! XXX: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Oślepiający błysk. Po chwili ogromny huk szarpie wnętrznościami obserwatorów. To tylko Harry ― eksploduje z mocą 32 kiloton, pozostawiając po sobie zrakowaciałe komórki…―  rosnące, przepoczwarzające się… ― dziesiątkujące bezlitośnie kolejne i tak już zmutowane pokolenia… ― i kolejne…

 

25. 05. 1953 (Atomic! XXXI: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Gratka dla wielbicieli artylerii. Specjalnie zmodyfikowane działo wystrzeliwuje pocisk, który jest ładunkiem nuklearnym o wdzięcznej nazwie Grable. Pocisk ma 15 kiloton…

 

04. 06. 1953 (Atomic! XXXII: Nevada ― Upshot/Knothole)

 

Nieświadomi niczego żołnierze w płytkich okopach ― patrzą na jaskrawe światło, które przechodzi przez nich na wskroś. W ich dłoniach widoczne są niemal wszystkie kości, jak na rentgenowskim zdjęciu. Climax ― eksploduje z mocą 61 kiloton. ― I zabierze ich wszystkich ― do swojego królestwa… ― do grobu…

 

***

 

Upshot/Knothole (pol. Wyskok/sęk) ― nazwa operacji wojskowej z marca i czerwca 1953 roku, dokonanej przez Stany Zjednoczone, podczas której dokonano 11 próbnych eksplozji nuklearnych na NTS (Nevada Test Site) o kryptonimach: Annie ― 16 kiloton, detonacja na pięćdziesięciometrowej wieży (17 marca), Nancy ― 24 kilotony, detonacja na pięćdziesięciometrowej wieży (24 marca), Ruth ― 200 t, detonacja na pięćdziesięciometrowej wieży, w skali eksplozji jądrowych ― niewybuch (31 marca), Dixie ― 11 kiloton, zrzut z bombowca Boeing B-50 Superfortress, detonacja na wysokości 180 metrów (6 kwietnia), Ray ― 220 t, detonacja na pięćdziesięciometrowej wieży, w skali eksplozji jądrowych – niewybuch (11 kwietnia), Badger – 23 kilotony, detonacja na pięćdziesięciometrowej wieży (18 kwietnia), Simon ― 43 kilotony, detonacja na osiemdziesięciometrowej wieży (25 kwietnia), Encore ― 27 kiloton, zrzut z bombowca Boeing B-50 Superfortress, detonacja na wysokości 180 metrów (8 maja), Harry ― 32 kilotony, detonacja na osiemdziesięciometrowej wieży (19 maja), Grable – 15 kiloton, wystrzał pocisku z działa atomowego „Annie” (25 maja), Climax ― 61 kiloton, zrzut z bombowca Boeing B-50 Superfortress, detonacja na wysokości 100 metrów (4 czerwca)

 

12. 08. 1953 (Atomic! XXXIII: Semipałatyńsk ― RDS-6s ― Слойка)

 

Chwila oddechu. Nad poligonem w Semipałatyńsku wyrasta kolejny grzyb. Wodorowy RDS-6s (Joe-4) ― ma moc ― 400 kiloton. Radzieccy towarzysze czują w ustach kwaśny smak nuklearnego rozszczepienia. Kilka czteropiętrowych budynków otula świetlista fala, kilka testowych konstrukcji… Szybkostrzelnymi kamerami zostaje zarejestrowana zewnętrza krawędź śmierci… ― tajemnica czasu… ― moment tuż przed unicestwieniem… ― słoneczny blask na elewacjach, na oknach… ― na drzwiach… Napromieniowany szaro-żółty, bezgraniczny step…

 

23. 08. 1953 (Atomic! XXXIV: Semipałatyńsk ― Tatiana)

 

Ostatnie spojrzenie w otchłań oświetlonego pomarańczowym słońcem stepu… W samotnym domu słychać kapiące z kranu krople… ― tykanie ściennego zegara… ― bełkot leżącego na podłodze, kompletnie  pijanego ojca… ― narastające tykanie zegara… ― narastające kapanie kropel… Gong…― jeden… ― drugi… ― trzeci…  ― piskliwy w uszach szum… 28 kiloton… Śmierć…

 

03. 09. 1953 (Atomic! XXXV: Semipałatyńsk ― Joe 6)

 

6 kiloton…

 

08. 09. 1953 (Atomic! XXXVI: Semipałatyńsk ― Joe 7)

 

1,5 kilotony…  ― krótkie ukłucie przeszywa ciało…

 

10. 09. 1953 (Atomic! XXXVII: Semipałatyńsk ― Joe 8)

 

5 kiloton… ― spadają płonące ptaki… ― ciągną za sobą długie, jasne warkocze…

 

***

 

RDS-6s Sloika (Joe 4) ― nazwa kodowa pierwszego, nie do końca udanego testu termojądrowego, dokonanego przez Związek Radziecki 12 sierpnia 1953 roku, detonacja na dziewięćdziesięciometrowej wieży. Siła wybuchu 400 kiloton.

 

Tatiana (Joe 5) ― nazwa kodowa ładunku nuklearnego w ramach testu RDS-5 z 23 sierpnia 1953 roku, dokonanej przez Związek Radziecki. Zrzut z bombowca Tu – 4. Detonacja na wysokości 300 metrów. Siła wybuchu 28 kiloton.

 

RDS-6 (Joe 6) – nazwa kodowa testu nuklearnego, dokonanego przez Związek Radziecki 3 sierpnia 1953 roku. Zrzut z bombowa Tu – 4. Detonacja na wysokości 280 metrów. Siła wybuchu 6 kiloton.

 

RDS-7 (Joe 7) – nazwa kodowa testu nuklearnego, dokonanego przez Związek Radziecki 8 sierpnia 1953 roku. Zrzut z bombowa Tu – 4. Detonacja na wysokości 300 metrów. Siła wybuchu 1,5 kilotony.

 

RDS-8 (Joe 8) – nazwa kodowa testu nuklearnego, dokonanego przez Związek Radziecki 10 sierpnia 1953 roku. Zrzut z bombowca Tu – 4. Detonacja na wysokości 300 metrów. Siła wybuchu 5 kiloton.

 

(Włodzimierz Zastawniak, marzec 2016 - czerwiec 2018)

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Magdalena Właśnie, dokładnie, w pewien sposób jest. 
    • @Berenika97 To  dobry wiersz — mroczny, gęsty i konsekwentny od początku do końca. Podoba mi się, że tutaj wszystko powoli gaśnie, osuwa się, rdzewieje i znika, ale dzieje się to bez histerii, tylko z jakąś chłodną godnością. Najmocniej zostają mi w głowie: ślepe okno, okuty kufer i klucz połknięty przez rdzę — świetne obrazy. Wiersz ma klimat i ciężar. Ja tak nie potrafię.  U mnie chaos -  usprawiedliwia mnie tylko  to, że jestem mężczyzną - archaicznym. 
    • Zobaczyłem dzisiaj kota W towarzystwie z kociętami Leżącego na środku drogi   Ich wnętrzności były czarne Padły na piekący asfalt A ich koniec był ubogi   Przy zapachu jajecznicy Odór smażonego truchła Przywołuje czarną dziurę   Postać jej zagina światło Jakby czernią emanuje Kiedy wzrokiem ją świdruję   Białe oczy niewzruszone Dwa to punkty w jej sylwetce Pusto patrzą na kocięta   Kiedy dusze ich wysysa Ścierwo gnije i rozkłada Lecz czerń nie jest tym przejęta   I po chwili gdy już skończy Każdy chce by sobie poszła By zniknęła każdy prosi   Lecz ta ciemność nie zanika Tylko wciąż dalej żeruje I na innych się przenosi   A ja stałem tak ciągle otępiony Gdy widziałem kolejne to demony Przyczepione do każdej tak istoty Miały ludzi, rośliny, nawet koty   Te od spodu kwiaty już wąchały Czarne byty wszystko rozkładały Gdy na głowie poczułem to ciążenie Zrozumiałem że wszystkim jest cierpienie   Śmierć - panowie rozkładu To oni nas hodują Mija krótki żywot Oni wciąż żerują   Mam nadzieję, że umrę Choć nie jestem gotowy Ot małe marzenie  Dawno ściętej głowy Nabitej na kark.
    • w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają  i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy  każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej  sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość  dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci -  w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia    trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...