Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

uwielbiam przekomarzać się
w dorzeczu wyzwolonej amazonki

w temperaturze powyżej 96 stopni Fahrenheita
ciekły kryształ pozwala nonszalancji zdjąć maskę


ponoć radio podało dobrą prognozę
zawaliły się sufity miast
poległa w gruzach obojętność

zszedłem nisko
powiedziałaś - jestem wysoko wzlatuję
zostałem
mówiłaś - jestem bardzo nieważka

gryzłaś poduszkę światła
radością wilgotniejszą od prześcieradeł Gangesu

depilację próśb zacząłem od wyciągania
najsmaczniejszych drzazg pojednania

Opublikowano

Witam Panie Em ;-)
Może trochę za dużo metafor zbudowanych na dopełnieniach- to dla mnie jako czytelniczki trochę obciąża tekst pod względem formalnym, ale treść -jak przeważnie u Ciebie jest piękna, bo nie dość, że klimat, to te Twoje diamentowe momenty

uwielbiam przekomarzać się
w dorzeczu wyzwolonej amazonki

w temperaturze powyżej 96 stopni Fahrenheita
ciekły kryształ pozwala nonszalancji zdjąć maskę

ponoć radio podało dobrą prognozę
zawaliły się sufity miast


odciążyłabym trochę końcówkę-bo są tam aż dwie metafory dopełnieniowe, ale to tylko uwagi formalne . Tekst wywołuję piękne uczucia-i to najważniejsze, korekta formy mogłaby wyeliminować pewne zgrzyty w komunikacji .

pozdrawiam przeserdecznie;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dziękuję za komentarz przesympatyczna Krakowianko...

zgadzam się z dopełnieniami w wierszu- jest ich tu sporo, lecz tak właśnie ułożyłem go sobie... co do zmian, i ja zapatruję się sceptycznie
-dzięki raz jeszcze za zatrzymanie się przy mnie

pozdrawiam bardzo gorąco
-dz_re
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



amandaleo...
...na Twój komentarz odpowiem skromnie- dziękuję

psst..mężczyźni potafią wiele, potrzebują tylko, żeby ktoś ich pięknie zapalił.:))

pozdrawiam
-dz_re

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...