Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

Morze Północne


 

 

Zdrzemnąłem się na trzydzieści minut
jasiek akurat w drugim końcu łóżka 

jestem wtulony 
w zielonego pluszaka (taka przytulajka od żony)

nie wygląda to za ciekawie 
za chwilę trzeba będzie wyruszyć w drogę

jeszcze dobrze nie obudzony 
podgłośniłem radio
żar przed chwilą zgaszonego słońca 
unosi się nad morzem Północnym
jak dym z papierosa nad firmową popielniczką
jak światło latarni morskiej chwilowo zaplątane

w kanionie rzeki
yellow submarine rozbija się o białe klify Dover 
ocalałych nut starego hitu
widoku portowych żurawi poprzez Rotterdam
Antwerpię do samego Hamburga

nie da się zapomnieć
w ciężarówce od wczoraj nie działa lodówka
przyglądam się stalowym kontenerom

poukładane
jeden na drugim niczym tetris 
otworzyłem butelkę z ciepłą colą
jeden niebieski zawisnął centralnie nad moją głową 
jakby w złych zamiarach 
po latach wreszcie mnie namierzył

tutaj z dala od domu

postanowił 

porządnie wystraszyć 
zmęczony niekończącą się drogą obcym miejscem

kierowca 40 tonowej ciężarówki 

czasem poeta
to ma być ten łatwy cel
tak marnie miałbym skończyć

zginął śmiercią tragikomiczną słuchającThe Beatles 
nie wygląda zbyt dobrze na nagrobku
wyciszyłem radio

strącona w przepaść melodia z dzieciństwa 
ciepło matczynej piersi
zapach świeżo skoszonej trawy

 

to nie ja czasem drżę
to naprężone stalowe liny
portowych żurawi.

 

Hamburg, luty.

 

 


 

Edytowane przez dach (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@dach  Też jeździłem i wiem, co się dzieje z niewyspanym mózgiem: właśnie to. Jedyne, co mi  zostało w pamięci, to wdzięczna nazwa miejscowości w Niemczech:  Herzsprung - skok serca. Autor nazwy był niewątpliwe poetą. Reszty nie chcę pamiętać.  Pozdrawiam.

Opublikowano

@jaguar Tak, z tym wszystkim, co rzekłeś zgadzam się całkowicie. Można w nieskończoność dawać siebie -- rozwijać siebie poprzez poezje - wchodzić dalej i i dalej. Ja, to wiem. Czasem tylko staram się wyczuć ten moment, kiedy dać granicę. Czy granica jest potrzebna i po cóż i komu - to już inna inszość. Trzeba skupić się na konkrekcie. Czasem, nie zawsze. Czasem i też po prostu chciałbym oddać - - przybliżyć ludziom pracę kierowcy ciężarówki. Dać poezję z tej drogi. Nawet kosztem swojej poezji. To jest skomplikowane. Pozdr i dziękuję za koment.

PS

Powiadasz czasem o mnie, że to ja czuję poezję...

Ty, czujesz bardzo słusznie. 

Opublikowano

@jaguar

czym się różni przestrzeń od pustki? Jedno i drugie są nieograniczone -rozległe.  Oczywiście rozumiem kontynuację. Zresztą, pustka, przestrzeń... powiem tak, otóż: padam z nóg. Na skutek wieku, ciężkiej pracy, problemów - padam z nóg i ciężko się podnieść każdego ranka. Zawsze jest miłość i oddanie - rodzina. Zawsze jest poezja. Chociaż poezją to taki pstrokaty koń. Zawsze jednakże jest miło z Tobą pobyć.

Opublikowano

@jaguar Schlebiasz mi. Nigdy tak poważnie nie myślałem o publikacji. Trudno jest mi ocenić moją poezję, czy to kicz taka sobie czy coś naprawdę warte zainteresowania. Zresztą, kto teraz wydrukuje tobie jakiekolwiek wiersze. Kogo to zainteresuje na tyle ażeby wyłożyć pieniądze i poświęcić czas? Myślę, że nikt taki się nie znajdzie. Próbować na własną rękę - oczywiście do zrobienia. Przeznaczyć pewną sumę, znaleźć wydawcę, zrobić swoj własny projekt znaleźć najlepiej uznanego krytyka (z tym akurat nie problem) niech zrobi tytułem wstępu i według tego wydać jakiś tam skromny nakład - można. Tylko, po pierwsze - nie ma na to czasu i tak naprawdę sił i ochoty. Po drugie - kogo to zainteresuje (wiem, Ty zakupisz i może jeszcze 12 osób). To nawet nie ma znaczenia ile osób, bo przecież nawet dla jednej osoby warto pisać. Dziś mam wrażenie to nie jest realne - z wielu powodów. Pozdr.  

Opublikowano

@jaguar Czasem sobie myślę, że każdy przeczytany wiersz kosztuje mnie więcej sił niż cały dzień jazdy ciężarówką. Podobnie jest z pisaniem. Być może nie podobnie, a gorzej. Największą nagrodą jest trud i serce, które wkładamy. Trudno jest mi dyskutować z Twoimi tutaj słowami, gdyż w ogóle nie mam żadnego punktu odniesienia, jak też myślami nie bywam w tych rejonach. Dziś, świat poezji jest tak bardzo niepoukładany, jak rozległy i często nie wiadomo czego się trzymać. Pozdr.

Opublikowano

@dach I kolejny wiersz o ciężarówkowych perypetiach.  Od początku czuć w nim zmęczenie. Jakieś nagromadzenie przeciwności losu, reprezentowane przez zepsutą lodówkę. Później pojawia się pole do wyobraźni... portowe żurawie, sterty kontenerów, muzyka i ten jeden wiszący nad głową niczym fatum, kontener...

Wszystko jak dla mnie swietnie ubrane w przemyślane słowa.

Pozdrawiam :)

Opublikowano

@jaguar @jaguar

Witaj. Powiem tak, otóż: swój pierwszy wiersz napisałem w wieku powiedzmy 17 lat. Złożyło się wiele. Twórczość Steda przede wszystkim poruszyła mnie wtedy do głębi. Zaczęło się jednakże od Grzesiuka - trylogii i następnie piosenek. Tutaj moja wrażliwość w wieku 11 lat dostała pierwsza lekcję. Pierwsze wiersze - kompletnie podziurawione. Słowa, których znaczenie nie do końca rozumiałem - kwiaty i jarmarki i byle pisać i pisać. Do szuflady, rzecz jasna. Do dziś gdzieś tam się zachowały jakieś szczątki. Może i nie takie najgorsze. Następnie do aktywnej poezji wróciłem dość późno. Mówię aktywnej, bo poezja generalnie przez cały czas gdzieś tam była we mnie i ze mną obecna. W każdym razie ok. roku 2000 zacząłem znowu pisać. Pisać i pisać, przecierać i wycierać się. Szlifować i próbować. Obok całej ilości słabiutkich wierszy trafiały się i perełki. Poznawałem siebie poprzez poezję. Docierałem do siebie. Działo się to na jednym wtedy dość dobrym portalu poetyckim. Zajmowałem się i również dość mocno krytyką. Byłem tam rozpoznawalnym autorem. Nawet docenionym. Trwało to jakiś czas - nie pamiętam dokładnie może 3-4 lata. Jednakże te moje wiersze tak naprawdę w ogóle nie cieszyły. Wiedziałem, że to jeszcze nie to, że mój styl i moja poezja wciąż gdzieś we mnie dojrzewają i czekają na swój czas. Wycofałem się z życia publicznego. Zniknąłem na 15 lat i pozostałem sam ze swoją twórczością. Czekałem na ten jeden impuls. Wiedziałem, że coś musi się wydarzyć. Ciężarówki i również gdzieś tam zawsze były moją pasją. 10 lat temu - w wieku 47 lat - zdecydowałem się w końcu zostać kierowcą. Zrobiłem to, co mnie od dawna i również intrygowało. Od razu na głęboką wodę. Trasy międzynarodowe - cała Europa. Wtedy już miałem gdzieś wewnątrz ukształtowany swój styl. Wiedziałem, czego chcę i jak. Od pierwszej trasy zrozumiałem, tutaj jest moja poezja. Tutaj zrobię poezję. Tutaj odnajdę tak długo wyczekiwane pole dla swoich poetyckich uniesień i zwierzeń. Jeździłem z kraju do kraju, z miejsca na miejsce i robiłem notatki. Szkice i plany - punkty odniesienia. Wiedziałem - tylko Bukowski, tylko Świetlicki, tylko O'Hara. Tylko Oharyzm da radę udźwignąć ten mój bagaż. Tylko taki język mnie interesuje. Tutaj jest luka, w którą się trzeba wbić właśnie i nie inaczej, jak ciężarówką. Normalnie po ludzku 40 tonową ciężarówką. Świetlicki miał swojego Chandlera, ja mam swoją ciężarówkę. To było z mojej strony działanie zarówno intuicyjne, jak głęboko przemyślane. To we mnie dojrzewało od dawno i czekało na ten właśnie impuls. Teraz wszystko co czynię, sięgam do tych notatek, szkicy i od razu jestem w tym miejscu i w tym czuciu. Gdy mam czas uzupełniam i robię z tego wiersze. Do rzeczy, i otóż: czy to rzeczywiście ma jakąkolwiek wartość - sensu stricte na polu poezji, jako gałęzi twórczości artystycznej?! Czy to jest przetarcie dla nowego -- odświeżenie w pewnym sensie zapomnianego i jakby nieco skostniałego Oharyzmu w ogóle?! Ja o swojej tej własnie twórczości bardzo lubię mówić ,moja o'razowość'. Zapewne jest to coś nowego. Dziś, w dobie tych zapoczątkowanych w latach 90 przemian ciężarówki stały się naszą jakże 40 tonową rzeczywostością. Czy tego chcemy czy nie - wszędzie są i wszędzie docierają. Stały się elementem naszej rzeczywistości. Dlaczego nie poezji. No właśnie - dlaczego nie oddać poezji tego, co ona wcześniej czy później i taka sama sobie weźmie. Poezja bowiem ma to do siebie, że zawsze upomni się o naszą codzienność. O naszą rzeczywostość. To tyle. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz i tak dla mnie miłe słowo. 
 

Opublikowano (edytowane)

@jaguar książka to z kolei już inna historia. Oczywiście też o tym myślałem ale nigdy nie zrobiłem w tym kierunku żadnego kroku. Dla mnie wiersze są wszystkim. Tutaj mam swój świat. Być może kiedy z tej mojej poezji drogi zrobię ten ostatni wiersz przyjdzie ten moment na książkę. Najpierw chciałbym tutaj na polu poezji zrobić i dokończyć to, co zacząłem. Nie mam pojęcia ile to zajmie czasu. Rok, dwa... Trudno jest przeliczyć. A może pięć miesięcy i nagle się okażę - wszystko, co miałem do powiedzenia opowiedziałem. Bo przecież jaki jest sens pisać aby jedynie wypełnić kartkę papieru, zadowolić się wątpliwymi oklaskami z zewnątrz. Nie mówię, że nie, jak i nie mam póki co wyobrażenia na miarę pierwszego kroku. Przede wszystkim zrealizować się poprzez ten cykl wierszy. Dalej życie i czas dokonają wyboru. Pozdrawiam i zawsze miło z Tobą pogadać.

PS

Grubo zastanawiałbym się nad tym, ile prozy, ile poezji umieścić w książce. Gdzie i jak wytyczyć granicę. Tutaj miałbym problem. Jeżeli ten problem przeskoczę w swojej głowie wtedy będzie książka. Jeżeli przeskoczę.

Edytowane przez dach (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...