Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

         Kamienista leśna droga prowadzi pełnią półokrągłych wiraży. Idziesz i myślisz ha! przechodniów za grosz, a auta śmigają tylko po asfaltach. Uważasz na spodnie okrycie w lekko niedrożnych podłużnych koleinach. Widzisz jak na dłoni efekt poszerzania drogi pod olbrzymie urządzenie tartaku na kołach. Hm, drwale zdecydowanie i trwale wyszli z mody.  Każdym krokiem mijasz ślady gigantycznych opon z olbrzymim bieżnikiem. Za pięć zakrętów, co już wiesz, bo liczysz napotykasz stadninę koni, ta kłania się do Ciebie od Twojej prawej. Są samochody i są zawsze chętni doznań ludzie. Niewinne w całej rozciągłości konie zgrabnie hasają po łące, a jedyną ich przewiną jest niewątpliwie ceniona od wieków bezgraniczna uroda. Tutaj ciągle o urodę się rozchodzi. Tamta klacz zrzuciła z siebie niedzielnego jeźdźca. Ten mimo upadku nie raczył wybić sobie z głowy ważnych planów na zmienianie świata na lepsze i na nareszcie dobre i co gorsza dalej trwa w postanowieniu całkiem pokaźnej odmiany poczynionej głównie dla siebie, a tylko troszeczkę dla tak zwanych potomnych. Wstał więc, otrzepał kurtkę i portki oraz czym prędzej poszedł do domu. Swojego domu własnej i prywatnej namiastki wolności. Idziesz dalej. Rozległa kałuża wody moczy Ci buty i kawałki nogawki, bo nie było jak ją ominąć, czyli trzeba było jak najmniej wdepnąć. Woda rozmiękcza ziemię w błoto, które od zarania dziejów lepi się nam do butów, bo tak już ma nawodniony piach. Tak już mamy, że przechadzamy się w butach. To takie oczywiste. Docierasz do ogromnych połaci pola, którym hula wiatr, wprowadzając w naturalny trans trawę i polne piękne kwiaty. Hulasz tutaj i Ty nie pilnując wcale a wcale krawędzi polnej ścieżki. Myślisz sobie - papieros i napitek, a także muza z telefonu, bo latami nawykłeś do ciężkich wyrzeczeń stoickich i stolicznych obyczajów. Docierasz do wierzby i widzisz jak ta starzeje się każdego roku w coraz grubszy i coraz bardziej pokręcony pień.  

      Jak zdążyłem wspomnieć masz ze sobą telefon komórkowy, który dumnie i po japońsku wypycha Twoją prawą kieszeń. Tylko czekasz aż ktoś do Ciebie zadzwoni, wyśle smsa albo jakiego mmsa, zawracając Cię do tak zwanego świata żywych. Równocześnie dziwisz się i cieszysz, że nic z powyższych się nie wydarza i powoli do Ciebie dociera myśl, że wielkiemu miejskiemu światu w tej chwili nie jesteś kompletnie do niczego potrzebny. To takie beztroskie i lekkie czuć się niepotrzebnym. 

           Kontemplujesz piękno skraju pola i lasu, po czym zanurzasz się w stricte leśną ogromną przestrzeń. Tylko tutaj nieobecni są kanwą Twoich przemyśleń. W myślach opisujesz Ich zachowania, tłumacząc to wszystko na swoje. W spokoju i z dystansem. Nawet w głębokiej puszczy nie jesteś wolny od własnego punktu widzenia. Już wiesz co im masz powiedzieć kiedy w końcu będzie Ci dane z nimi się spotkać, nareszcie w przyjaznej atmosferze szacunku. Właśnie tutaj nareszcie możesz docenić brak maski w paski, która w ogóle nie jest potrzebna.

        Ptaki i świerszcze wiosennie śpiewają, budząc Twój nieprzywykły umysł do głębszej refleksji. Wtem, na raz, prawdziwa żmija wije się pod twardym kamieniem. Prawdziwa żmija różni się od fałszywej żmiji bogactwem dobrych intencji. Warto jej bronić i warto ją chronić. Odtąd idziesz lasem wolniej, uważniej i ostrożniej. Pomiędzy konarami drzew przedziera się słońce, które zupełnie bezinteresownie oświetla Twój szlak. Idziesz zresztą tędy nie pierwszy raz, a któryś z kolei i tylko nie jesteś w stanie pojąć rzeczywiście który raz to robisz. Cieszysz się jak dziecko zielenią, przyrodą i powiewem spokoju choć zdarza Ci się zatęsknić za Twoim miastem, które tutaj, we wspomnieniach nabiera innego wymiaru. 

           Następnie bezbłędnie trafiasz na wyboistą ścieżkę, którą odważnie choć znów pokrętnie zaprowadzi Cię do domu.

         Wówczas usiądziesz z nosem w zeszycie aby mniej więcej narysować kilka obrazów z niestety niecodziennej wycieczki po okolicy. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że tylko pisząc gdzieś idziesz i tylko sam przed sobą zupełnie nie wiesz dokąd;))

Edytowane przez Leszczym (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
    • pamiętasz, Paweł, pamiętasz? pierwsze power chordy, tank mana, tiananmen square? to miała być okładka, debiut nasza pierwsza płyta pamiętasz j.p i a.c.a.b? pamiętasz refuse/resist, Badylaka, Siwca, płonącego mnicha? pamiętasz wolność, równość, braterstwo pamiętasz solidarność w szkolnych podręcznikach? pamiętasz? mieszkałem na Broniewskiego ty na Bohaterów Warszawy, razem rżnęliśmy karabinami w bruk ulicy. krzyczeliśmy sprejami na murach drabinkami sznurówek na glanach szliśmy z dumnie podniesioną głową po Władysława Orkana nie wiesz jak mnie to dziś boli kiedy mówisz z wyższością w swym głosie "było się słuchać co mówią jej władze" "śmierć takich głupich suk to mam w nosie"
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...