Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w szkieletkowie kości zdobią

 

więc truptuptuś chociaż skonał

 

to pozostał jednak sobą

 

wybrał się do szkieletkowa

 

 

 

właśnie zaczął dreptać skrzypieć

 

i radością wielce pęcznieć

 

nawet marzył sobie skrycie

 

ktoś opowie o tym pięknie

 

 

*

 

idzie żwawo cham go stuknął

 

zdenerwował dureń całkiem

 

nicpoń płacze zdrowym smutno

 

wsadził piszczel  w oczną gałkę

 

 

 

po wyjęciu kroczy dalej

 

choć już słońce zachodzące

 

znowu włożył choć niedbale

 

ktoś chciał zrobić z niego mączkę

 

 

 

lecz nie zdołał zrobić żadnej

 

więc truptuptuś sobie życzy

 

gdy mnie znowu ktoś napadnie

 

to utopię go w miednicy

 

 

 

czyżby prorok z niego jakiś

 

ktoś złakomił się na czaszkę

 

a on jego myk za kłaki

 

i utopił gdzie? no właśnie

 

 

 

drepci dalej znów pod słońcem

 

ktoś ma chęci na żeberka

 

z oczodołu spojrzał mrocznie

 

wnet z chęciami razem spieprza

 

 

 

trzmiel mu nagle w czaszkę wleciał

 

taki gałgan figlarz chętny

 

zezwłok wrzasnął co za heca

 

marsz żałobny ślicznie brzęczy

 

 

 

ktoś go puka kiedyś z tyłu

 

zaraz skórę jemu złoję

 

chciał lump zagrać dylu dylu

 

a nie jestem ksylofonem

 

 

 

wtem raptownie w klatce pustej

 

zakwitnęła prawie wiosna

 

brakiem uszów słyszy cudne

 

schudłeś sąsiad… lecz rozpoznał

 

 

 

szkieletkowo blisko czeka

 

aż w uśmiechu skrzypi szczęka

 

lecz go nagle tir rozjechał

 

więc podróży swej zaprzestał

 

 

*

 

nie narzeka nawet w sumie

 

choć odczuwa on niedosyt

 

leży sobie w pięknej urnie

 

ozdobione chociaż prochy

 

 

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...