Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

DISCLAIMER & PREFACE

Ta historia nie jest z serii "kurewsko pedalskie"! To jak żart: "Ich stoją trzech w ciemności - on (stoi), ona (stoi), mu (stoi)". Lub

-Lubię panię.
-Widzę, nie ślepa. (Z serii „Erekcja to najlepszy komplement!”)

 

Bree: George, do you have an erection? George, czy masz erekcję?
George: I'm sorry! You were blowing in my ear! Przepraszam! Dmuchałaś mi w ucho!
Bree: You have to get rid of it! There are children present! Musisz się tego pozbyć! Są tam dzieci!

(Desperate Housewives Gotowe na wszystko Season 1 Episode 22: "Goodbye For Now")

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Archer gets an erection Archeru stoi

 

We have to mention as well

Musimy również wspomnieć

 


Marquis, Belgium, 1989
An iconic, classic film by director Henri Xhonneux, artist Roland Topór, composer Reinhardt Wagner from marquis de Sade. The latter was talking with his dickhead in the film. Kultowy klasyczny film dyrektorza Henri Xhonneux, artysty Rolanda Topora, kompozytora Reinhardta Wagnera itd, w którym markiz de Sade rozmawiał ze swoim chujem.

 

 

It's the art, not personal. To sztuka, nic osobistego.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Spring is a season for celebrating two Japanese Shinto Festivals of fertilty symbolized   by  the wooden and steel penises correspondingly.
The first one Ho:nen Matsuri (豊年祭) is celebrated on March 15, the second one Kanamara Matsuri (かなまら祭り) is celebrated on the first Sunday in April. The main symbol of the latter is a ritual penis Kanamara Mikoshi.

 

 

Both festive occasions related to penises seem a surprisingly "obscene"  for many in the world. Both holidays contradict its image of a cultured and restrained country as it was formed abroad.
But nowhere in the world there exist so many erotic
phallic souvenirs of all kinds, sizes, colours and for the most unexpected purposes. Just for a modest fee you can purchase salt and pepper shakers, soap, cups, book holders, ashtrays, candlesticks, souvenir key rings, lighters, and balloons in the form of penis.

 


 

Wiosna to okres obchodów dwóch japońskich festiwali sintoizmu, symbolizowanych odpowiednio przez drewniane i stalowe chuji.
Pierwszy Ho: nen Matsuri (豊 年 祭) obchodzony jest 15 marca, drugi Kanamara Matsuri (か な ま ら 祭 り) obchodzony jest w pierwszą niedzielę kwietnia. Głównym symbolem tego ostatniego jest rytualny chuj Kanamara Mikoshi.

 


 

Oba święta związane z chujami wydają się zaskakująco "nieprzyzwoite" dla wielu osób na świecie, bo zaprzeczają
wizerunkowi Japonii za granicę jako kraju kulturalnego i powściągliwego.

 


Ale nigdzie na świecie nie ma tak wielu fallicznych pamiątek wszelkiego rodzaju, rozmiarów, kolorów i do najbardziej nieoczekiwanych celów. Za niewielką opłatą można kupić solniczki, mydło, kubki, stojaki na książki, popielniczki, świeczniki, breloczki pamiątkowe, zapalniczki oraz balony w formie chuja.


Yours, Kanamara Mikoshi
Pozdrawiam, Kanamara Mikoshi

 

 ***

 

A musical supplement to March Hare Illustrated

Dodatek muzyczny do The March Hare Illustrated

 

 

By Maxim Pokrovsky
THE DICK
What is it, my dear?
Dick, dick, dick!
What is your nightmare?
Dick, dick, dick!
What makes your life nasty?
Dick, dick, dick!
Dick with testicles?

 

Who flies in the clouds?
Dick, dick, dick!
Who scares house martins?
Dick, dick, dick!
How are you getting?
Dick, dick, dick!
Between two balls of yours?!

 

Dick! A constellation!
Narcissism! Legends!

 

You drive humans bonkers!
Dick, dick, dick!
You whore after the Devil?
Dick, dick, dick!
Snake, who are your cronies?
Dick, dick, dick!
Only fucking balls!

 

Soon all kinds of berries!
Dick, dick, dick!
Tangerines and apples!
Dick, dick, dick!
Soon apricots and pears!
Dick, dick, dick!
Are to be the balls!

 

Dick! Sorcery!
Magic! The Universe!

 

Children, do cross out!
Dick, dick, dick!
Set the red-hot iron!
Dick, dick, dick!
Get the fuck, you fucker!
Dick, dick, dick!
Dick`n`testicles.

 

Rupert Everett By Greg Gorman (`Dicknballus`)

 

Maksim Pokrovsky
CHUJ
Szto eto takoje?
Chuj! Chuj! Chuj!
Szto ciebe prisniłoś?
Chuj! Chuj! Chuj!
Kak ciebe żiwiocsia?
Chuj! Chuj! Chuj!
Wmiesce s jajcami?

 

W obłakach letajec!
Chuj! Chuj! Chuj!
Łastociek pugajec!
Chuj! Chuj! Chuj!
Kak ciebe żiwiocsia?
Chuj! Chuj! Chuj!
Mieżdu dwuch jajic?

 

Chuj! ... Sozwiezdije! ...
Wlublonnosć!... Legendy!

 

Gołowy ty krużisz!
Chuj! Chuj! Chuj!
Dijawołu ty służisz!
Chuj! Chuj! Chuj!
Suka, s kiem ty drużisz?!
Chuj! Chuj! Chuj!
Tolko s jajcami!

 

Skoro apielsiny!
Chuj! Chuj! Chuj!
Skoro mandariny!
Chuj! Chuj! Chuj!
Skoro wsie masliny!
Chuj! Chuj! Chuj!
Stanuc jajcami!

 

Chuj! ... Wołszebstwo!
Magija! ... Wsielennaja! ... 

 

Dieci, zacierknice!
Chuj! Chuj! Chuj!
Dieci, podożgice!
Chuj! Chuj! Chuj!
Ubirajsia na chuj!
Chuj! Chuj! Chuj!
Wmiesce s jajcami!

 

 

Przez Maksyma Pokrowskiego,
Wokalisty zespołu "Nogu swielo" 
("Skurcz stopy")
CHUJ
Co to ma być?
Chuj! Chuj! Chuj!
Co ci się śniło?
Chuj! Chuj! Chuj!
Jak ci się żyje?
Chuj! Chuj! Chuj!
Razem z jajсami?

 

Lata przez chmury!
Chuj! Chuj! Chuj!
Przeraża jaskółki!
Chuj! Chuj! Chuj!
Jak ci się żyje?
Chuj! Chuj! Chuj!
Między dwoma jajсami?

 

Chuj! ... Konstelacja!
Zakochanie! Legendy!

 

Kręcisz głowami!
Chuj! Chuj! Chuj!
Czy służysz diabłu?
Chuj! Chuj! Chuj!
Suko, z kim się przyjaźnisz?!
Chuj! Chuj! Chuj!
Tylko z jajсami!

 

Wkrótce pomarańcze!
Chuj! Chuj! Chuj!
Wkrótce mandarynki!
Chuj! Chuj! Chuj!
Wkrótce wszystkie oliwki!
Chuj! Chuj! Chuj!
Staną się jajсami!

 

Chuj!... Czary!... 
Magia!... Wszechświat!... 

 

Dzieci, przekreślcie!
Chuj! Chuj! Chuj!
Dzieci, podpalcie!
Chuj! Chuj! Chuj!
Pierdolaj się!
Chuj! Chuj! Chuj!
Razem z jajсami!

 

The word of "dick" in  Cyrillic of the rose petals on the floor Słowo "chuj" w cyrylicy z płatków róż na podłodze. 

 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

A nice scherzo! A musical joke! I like it! Pokrovsky is very famous in Russia, he never repeates himself, he's as well  an author of the unforgetable "Hara Mambaru" and other masterpieces. Kinda late Frank Zappa ("Kiss my aura, Dora... etc."). Niezłe scherzo! Muzyczny żart! Lubię to! Pokrovsky jest bardzo znany w Rosji, nigdy się nie powtarza, jest też autorem niezapomnianej „Haru Mamburu” i innych arcydzieł. Trochę jest coś od Franka Zappy („Pocałuj moją aurę, Dora… itd.”).

 

"Haru Mamburu", a legendary song performed by Maxim Pokrovsky in the newly-invented language. A legacy of the mid-90s. Alas, that kind of grass no longer is grown for the market. "Haru Mamburu", legendarna piosenka wykonywana przez Maksyma Pokrowskiego w nowo wynalezionym języku. Dziedzictwo połowy lat 90. Niestety, ten rodzaj trawy nie jest już uprawiany na rynek.

 

Americans listening to the "Haru Mamburu"  think it to be a blues Rock by its style... There's something Afro-American about that song, as I s'pose. Amerykanie słuchający „Haru Mamburu” myślą, że jest to blues rock ze względu na jej styl… Wydaje mi się, że w tej piosence jest coś afro-amerykańskiego. 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
  • 3 lata później...
Opublikowano

@Andrew Alexandre Owie trochę razi mnie słowo "pogańskie", bo niejako nabrało pejoratywnego zabarwienia. A "pogaństwo" to po prostu rodzima kultura i wierzenia :) I tutaj chciałam zauważyć, że już niedługo święto naszych przodków - Noc Kupały. Święto płodności, urodzaju i miłości ;) 

Opublikowano

@Ana Tradycyjna politeistyczna religia Japonii shintoizm (shinto 神道, dosł., droga bogów) oparta na animistycznych wierzeniach starożytnych Japończyków. Obiektami kultu są kami – liczne bóstwa i dusze zmarłych. Szczególną częścią tradycji jest kult obiektów naturalnych, z których każdy ma swoje własne kami. Shintoizm posiada rozwinięty system świątynny i szereg rytuałów wspólnych dla wielu shintoistów. Jednocześnie nie ma tu skomplikowanej teologii, nakazów etycznych czy kanonizowanego Pisma Świętego.

Opublikowano (edytowane)

@Ana

 

O zbiorowe orgie na dzikim łonie natury...

 

Łukasz Jasiński 

 

@Andrew Alexandre Owie

 

Wszędzie są skojarzenia z podtekstem erotycznym - aluzje, na przykład: bananowy jogurt - wiadomo, a pizza pepperoni? Nie wspominając już o świętej inkwizycji - tam to były perwersyjne orgie z Szatanem w tle - włącznie z mordowaniem - okultyzm... Ludzie to istoty seksualne i nikt tego nie zmieni.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Andrew Alexandre Owie

 

Polska nie do końca jest krajem chrześcijańskim: raczej ludowo-katolickim, nadal są obchodzone święta jak topienie Marzanny, noc Świętojańska, święta Żniw i zimowa Wieczerza (każdy region ma inną nazwę - swojską), wiosenne i jesienne Dziady, nadal istnieją przydrożne kapliczki - nawiązują one do słowiańskiej tradycji - bóstw (słowianie mają około trzysta różnicy bóstw), dodam: we Wrocławiu odkryto fundamenty pogańskiej świątyni - Chram - teraz ona jest odbudowywana.

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano (edytowane)

@Łukasz Jasiński

 

 

Miasto w Nowej Anglii. Pobożni protestanci zebrali się na zewnątrz, aby wziąć udział w ponurym wydarzeniu. Ale czarodziejka Elwira nalała im zupy z eliksirem miłosnym, co wyzwoliło wszystkich, wydobyło na powierzchnię ich sekretne pragnienia, a piknik charytatywny zamienił się w orgię na łonie natury...
Jeden z dialogów:
On, częstując ją bananem: Czy coś Ci to przypomina?
Ona, częstując go złożonym naleśnikiem: A co powiesz na to?

 

@Łukasz Jasiński Objawy tego samego widać w Skandynawii i Rosji. W Rosji istnieje ruch Rodnowierów, czyli zwolenników powrotu do pogańskiej wiary swoich przodków, którą nazywają wiarą rodzimą. Budują świątynie w lasach i wznoszą kamienne bożki.

 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Andrew Alexandre Owie

 

Czyli panu chodzi o jakieś zorganizowane grupy sekciarskie, które ze swojej natury są niebezpieczne i najczęściej działają w wakacje? Są również zorganizowane grupy słowiańskie, które przybierają charakter przestępczy, rasistowski i ludobójczy - dobrym przykładem są "słowianie ukraińscy i rosyjscy" - przywłaszczyli sobie Kołowrót i wzajemnie się mordują, podobnie zrobili Niemcy - zawłaszczyli sobie słowiańską Swastykę i w imię tej Swastyki mordowali, moim symbolem jest Rozeta - Słońce, inaczej: Życie, natomiast: symbolem sekt monoteistycznych (judaizmu, chrześcijaństwa i islamu) - jest Śmierć.

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano (edytowane)

@Łukasz Jasiński Jeśli mówimy o Rodnowierach, to jest to ruch heterogeniczny. Dla niektórych jest to teatr z bożkami i zgromadzenia w lasach, do których wstęp mają tylko wtajemniczeni, a które są organizowane zgodnie z pogańskimi świętami i kalendarzem. Dla innych jest to ideologia nazizmu, ponieważ naziści byli poganami. Jeśli chodzi o udział w wojnach, jedni walczą między sobą na Ukrainie, inni służą w prywatnych kompaniach wojskowych i służą np. w Syrii czy Afryce. Dopóki nie łamią prawa, nie dotykają  ich, ale są w opozycji do Kościoła i chrześcijan. I oczywiście stanowią mniejszość. Chrześcijan jest dużo więcej. Chrześcijaństwo w Rosji jest postrzegane jako wiara narodowa.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Andrew Alexandre Owie

 

Tak, naziści, inaczej: narodowi socjaliści - byli poganami, zresztą: niemiecki poganizm jest mroczny i nic nie ma wspólnego ze słowiańskim poganizmem, a co mnie obchodzi Rosja i USA - te kraje to tak naprawdę - "ziemia niczyja" - są miejsca - gdzie władza administracyjna nie sięga, poza tym: to my, Polacy, jako pierwsi na świecie zrobiliśmy Rekcję Pogańską (trzy razy) na początku średniowiecza - był to bunt przeciwko wyzyskowi i ustrojowi feudalnemu, dodam: judaizm powstał w Mezopotamii i raz na zawsze trzeba przyjąć - chrześcijaństwo jest sektą judaistyczną, podobnie jak islam - jedna wielka monoteistyczna rodzina, dalej: od chrześcijaństwa powstały dwie sekty - katolicka i prawosławna, od katolickiej - protestanci, od protestantów - mormoni, zielonoświątkowcy i świadkowie jehowy itp. itd. 

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Łukasz Jasiński

Szczerze mówiąc nie znam się zbytnio na tym temacie. Ale w wielu krajach istnieją sekty pogańskie. I taka jest rzeczywistość naszych czasów. Ale w chrześcijaństwie może być prawda. Stwórca światów dwukrotnie odwiedził Żydów, którzy oczekiwali od Niego czegoś innego i odrzucili Go, w przeciwieństwie do chrześcijan. Gdyby Żydzi  zaakceptowali Go, wówczas nasz świat przestałby istnieć, nadszedłby koniec historii, ludzkość otrzymałaby przebaczenie i uzyskałaby dostęp do czegoś nieznanego w innych wyższych światach. A teraz jesteśmy skazani na trudną ścieżkę poznania dobra i zła na grzesznej Ziemi. Chcę zażartować: Ziemia to kolonia młodocianych przestępców.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Łukasz Jasiński no cóż, seksualność to nasz niezwykle silny instynkt plasujący się zaraz po tym najważniejszym - instynkcie przetrwania. Jako ciekawostkę dodam, że Natura (lub genetycy w laboratorium) obdarzyła nas - w przeciwieństwie do innych zwierząt - zdolnością prokreacji przez cały rok, niezależnie od pór roku. Ciekawe, prawda?

@Andrew Alexandre Owie wszyscy w tym świecie szukamy w czymś oparcia i nadziei - w Bogach, religiach, racjonalizmie, samodoskonaleniu itp. I w sumie nie ma w tym nic złego, o ile nie krzywdzimy innych. 

Ziemia jako kolonia młodocianych przestępców...? :) Kto wie...? ;) Jeżeli i tutaj broimy, to cóż... Tak naprawdę nikt z nas nie urodził się z gotową instrukcją obsługi życia. Dodatkowo nasza natura szczytowego drapieżnika homo sapiens robi swoje. Potykamy się, padamy na kolana i idziemy dalej. Oby dojrzalsi w swych decyzjach, prawda? ;) 

Opublikowano (edytowane)

@Ana

 

Nie, seks przede wszystkim służy zdrowiu: przyjemności - rozładowaniu agresji, frustracji i depresji, a prokreacja to twór czarnej mafii - kościoła, niech oni sami tworzą sobie dzieci, niech sami sobie zakładają rodziny i niech sami pójdą do pracy - ktoś musi utrzymywać rodzinę, nieprawdaż? Nie, nie dam się w nic wrobić: nikt nie ma żadnego prawa cały ciężar przerzucać na mężczyzn - w kulturze pogańskiej nie było żadnych ślubów, tylko: luźne związki - kobiety również opiekowały się cudzymi dziećmi, mężczyźni: wojowali i polowali - jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym, moim autorytetem moralnym jest Konstytucja Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej, otóż właśnie to: w kulturze pogańskiej nie było silnych więzy z żadnym bóstwem - dopiero chrześcijaństwo wprowadziło kult Boga utożsamianego ze Człowiekiem, w praktyce: chrześcijaństwo jako niższa kultura zaatakowała wyższą kulturę - w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie są różne misje - nawracania, u pogan: tego nie ma, tak więc: chrześcijaństwo jest sektą ofensywną i pasożytniczą - ma dużo na sumieniu, niech pani zauważy jaki kolor dominuje u sekt monoteistycznych - czarny, to: zły kolor, u słowiańskich pogan dominuje biały kolor, wianuszki i nagość, taniec i ognisko, jeśli chodzi o alkohol - wino i miód pitny, kiedyś oglądałem serial - "Ojciec Mateusz" - tam policjanci trafili do "sekty" pogańskiej i co? I nic: pogańscy słowianie nie zagrażają nikomu...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Łukasz Jasiński i tutaj przypomniała mi się moja ulubiona książka - Mistrz i Małgorzata. Może to trochę infantylne biorąc pod uwagę wagę Pana słów, ale cóż... Bywam. Czasami.

@Łukasz Jasiński ależ ja się z Panem jak najbardziej zgadzam

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Odnośnie seksu i sztucznie narzuconych nam norm społecznych. 

Edytowane przez Ana (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Idiotka     Ewa J., obecnie wyższa urzędniczka w ministerstwie kultury, swojego przyszłego męża poznała na plaży w Międzyzdrojach, gdzie na wypoczynek skierowała tę dwudziestoczteroletnią panienkę jej macierzysta firma. Wpadł jej w oko już pierwszego dnia. Elegancki, chociaż tylko w slipach, spacerował po plaży i czasami tylko udawał się na płytkie wycieczki w morze. Ewa J. umieściła swój kocyk w kratę właśnie obok „majdanu” przystojniaka w slipach. Reszta urlopu młodej pracownicy ministerstwa upłynęła na towarzyszeniu poznanemu na plaży chłopcu – chociaż może akurat było odwrotnie. Przedstawił się jako Jasiek C. Dowiedziała się jeszcze od niego, że skończył prawo i jest pracownikiem Ministerstwa Obrony, a jakże. Po samochodowym powrocie z urlopu (Jan C. był zmotoryzowany) romans trwał w najlepsze i po roku zakończył się bardzo kameralnym weselem. Młoda mężatka przeprowadziła się do eleganckiego, chociaż architektonicznie siermiężnego, tak zwanego dolarowca, do mieszkania męża. Dwa lata później Ewa C. urodziła chłopca, któremu dano na imię Piotr. Po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego młoda mama wróciła do pracy, a małemu Piotrowi wynajęto bardzo drogą, bo dobrze wykształconą opiekunkę. Lata płynęły. Państwo C. spędzali razem urlopy, powodziło im się doskonale, byli kochającym i czułym małżeństwem. Mieli własny jacht na Mazurach oraz domek myśliwski zagubiony gdzieś w bieszczadzkich lasach. Czasami przyjmowali gości, ale byli to zawsze znajomi pani Ewy. — Mąż, ze względu na tajny charakter swojej pracy, nie ma przyjaciół — mawiała do swoich przyjaciółek pani Ewa. — A co to za praca? — dopytywały zaciekawione. — Sama nie wiem, ale to jakaś osobliwa wojskowa tajemnica — odpowiadała. 23 lata po ślubie Ewa C. zjawiła się nieproszona na policji i zażądała rozmowy z oficerem, bo to, co ma do przekazania, jest rewelacyjnie ważne i niezwykle tajne. Policja chętnie nadstawia ucha, bo bardzo sobie ceni donosy, a szczególnie takie, w których żona donosi na własnego męża. Ewa C. zeznała, że odkąd poznała Jana C., on zawsze pracował w ministerstwie obrony. Miał legitymację służbową przedłużaną w grudniu na następny rok. Ale w 23. roku wspólnego życia pani Ewa C., urzędniczka w ministerstwie, udawała się do swojego chorego szefa, dyrektora departamentu, w celu zasięgnięcia jego opinii w sprawie służbowej. Było to przed południem, przed ekskluzywnym budynkiem mieszkalnym, ostatnio oddanym do użytku w Warszawie. Zobaczyła mianowicie swojego męża w garniturze i z czarną teczką w dłoni (tak właśnie o tej porze roku wychodził do pracy), jak sprężystym krokiem przemierza przeszklony korytarz na pierwszym piętrze, zatrzymuje się, otwiera jakieś drzwi i wchodzi do czyjegoś, jak sądziła, mieszkania. Przyjrzała się dobrze tym drzwiom. Były identyczne jak siedem pozostałych. Pospiesznie załatwiła swoje sprawy z pryncypałem, ale do pracy już nie wróciła. Zaintrygowana i pobudzona siedziała w samochodzie, obserwując znajome drzwi z numerem, za którymi zniknął mąż. Kilka minut po szesnastej elegancki pan, czyli właśnie Jan C., wyszedł z mieszkania, przemierzył korytarz, zjechał windą na parking, wsiadł do swojego samochodu i odjechał, a czatująca żona podążała za nim. Pan Jan podjechał pod dom państwa C. i niespiesznie się do niego udał. Chwilę po nim do domu weszła małżonka. Nie dała po sobie poznać, że oto poznała jakąś męża tajemnicę. Standardowe pytania: jak w pracy, wszystko dobrze, obiad, syn na randkę z dziewczyną lub chłopakiem, lektura gazet, kolacja, telewizor, łóżko. Rano Jan C., jak co dzień, wychodzi pierwszy, ale tuż za nim wybiega Ewa C. Podróż małżonka kończy się pod domem z wczorajszych obserwacji Ewy C. Pan Jan opuszcza samochód, idzie chwilę korytarzem i znika za drzwiami mieszkania, czy diabli wiedzą czego, oznaczonego numerem sześć. Żona idzie za nim, podchodzi pod drzwi, nasłuchuje, ale nie dobiegają do niej żadne dźwięki. Jest cicho. Wsiada do swojego samochodu, jedzie do pracy, bo dzisiaj akurat musi, ale wychodzi wcześniej, jedzie na Mazurską (tak ją tutaj nazwijmy). Tuż po szesnastej wychodzi mąż, wsiada do samochodu i jedzie do domu. Ale zaraz po obiedzie żona pyta męża, czy u niego w pracy wszystko w porządku. — Oczywiście, jest spokojnie — odpowiada. Jest klasycznie spokojnie i dodaje jakąś ciekawostkę o generale, którego żona zna tylko z telewizora. I jest następny dzień. Rano małżonkowie, oboje, ale oddzielnie, jadą na Mazurską, ale tym razem Ewa C. dzwoni do ministerstwa, że dzisiaj do pracy nie przyjdzie, bo – delikatnie mówiąc – niedomaga. Siedzi osiem godzin przed pracą, a raczej przed sama nie wie czym swojego męża, aż wreszcie kilka minut po szesnastej pracownik ministerialny opuszcza, powiedzmy, że pracę i jedzie do domu. Małżonka jedzie za nim. W poniedziałek Ewa ze swoją koleżanką z pracy podjeżdża na Mazurską. Poinstruowana kobieta idzie do mieszkania nr 6 i dzwoni. Otwiera jej mąż Ewy C. (ona go zna, on jej nie) w samej koszuli, krótkich spodenkach i na bosaka. Koleżanka żony pyta, czy zastała Stefana. Jan C. bardzo grzecznie, z uśmiechem na twarzy i na luzie odpowiada, że tutaj nie ma nie tylko Stefana, ale nawet żadnego innego mężczyzny. Ewa C. analizuje swoje życie, a raczej życie swojego męża, Jaśka. Chodzi codziennie przez 23 lata do tej samej pracy, zawsze ubrany elegancko, wręcz wytwornie, jak na człowieka z dużą klasą i na stanowisku przystało. O jego pracy nigdy szeroko nie rozmawiają, bo to są tajemnice i lepiej dla niej, aby nic nie wiedziała. Nie ma przyjaciół ani kolegów. Małżonkom nie zbywa na niczym. Mąż jest czuły i troskliwy, a więc jest świetnym partnerem i ojcem. Każdego miesiąca oddaje do domowego budżetu swoje zarobki w bardzo przyzwoitej wysokości. Ale w rzeczywistości do pracy nie chodzi, bo z tego, co ona się orientuje, to jeszcze u nas tak nie ma, żeby ministerstwo zlecało swoim pracownikom chałupnictwo. A więc tak, myśli Ewa C.: albo w grę wchodzi jakiś niezrozumiały romans z kobietą, albo mąż jest uwikłany w bardzo nieczyste interesy. Pewnego popołudnia, kiedy mąż jest w domu, jedzie na Mazurską i dzwoni do drzwi z numerem 6. Cisza, chociaż dzisiaj modnie byłoby napisać, że słyszy ciszę. Nie ma spisu lokatorów. Jeździ tak kilka razy, ale nigdy jej nikt nie otwiera. Wtedy jedzie na policję, która skrupulatnie spisuje jej zeznania, na koniec prosząc o dyskrecję. Oni się do niej odezwą. Policjanci szybko orientują się, że jeżeli w grę wchodzi pracownik Ministerstwa Obrony, o którym oni sami w swoich aktach mają pustkę, to sprawę należy przekazać do kontrwywiadu wojskiem. Agenci kontrwywiadu, wietrząc szpiegostwo na dużą skalę, zakładają na Jana C. całkowitą inwigilację. W nocy wchodzą do mieszkania na Mazurskiej i skrupulatnie je przeszukują. Jest to 90-metrowy apartament, bardzo bogaty i wykwintnie wyposażony w najlepsze włoskie meble skórzane, super sprzęt audio, kino domowe, obrazy, puszyste dywany... Jednym słowem, mieszkanie jest urządzone z niebywałym przepychem, aczkolwiek z zachowaniem niebanalnej elegancji. Na półkach stoją tysiące dysków z filmami i muzyką jazzową. Na powierzchni około 20 m² rozłożona jest instalacja kolejki elektrycznej. Nie są to jednak tanie zabawki z dawnego NRD czy chińska tandeta. Te kolejkowe zabawki wytwarzane są na zamówienie w Japonii przez firmę produkującą je dla bardzo zamożnej klienteli. Tory są szersze niż w normalnych zabawkach, lokomotywy i wagoniki wykonane z dbałością o każdy szczegół, jest komputerowe zarządzanie ruchem, a całość ma wartość luksusowego samochodu osobowego. W rogu stoi najnowsze dziecko firmy Lockheed Martin, przeznaczone dla dużych i bardzo bogatych chłopców. Jest to wart kilkadziesiąt tysięcy dolarów symulator lotniczy do walk w powietrzu, bombardowań, atakowania czołgów i tak dalej. W klaserach na półkach są zbiory monet. Jak szybko orientują się agenci, są to monety najdroższe na świecie. A więc, pomyśleli agenci przeszukujący mieszkanie, człowiek tu mieszkający pławi się w luksusie, na jaki stać tylko ludzi najbogatszych. W mieszkaniu z numerem 6 instalowane są podsłuchy głosowe i wizyjne. Jan C. zostaje zaś poddany totalnej inwigilacji. Prześwietlone zostaje życie obserwowanego od jego narodzin. Obserwuje się również jedyną bliską mu osobę, czyli jego matkę, Kazimierę C. Jest ona byłą urzędniczką do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy w centrali PKP, aktualnie – ale od 21 lat – na rencie po stracie nogi w wypadku kolejowym. Kobieta ta pobiera 1920 zł renty, jest domatorką, nigdy i nigdzie nie wyjeżdża. Agenci szybko ustalili, że Kazimiera C. jest właścicielką wartego 950 tysięcy zł mieszkania na Mazurskiej oraz luksusowego, sportowego mercedesa GLE Coupe wartego pół miliona złotych, jakiego używa jej syn Jan. W mieszkaniu Kazimiery C. zjawia się agentka podająca się za pracownika Urzędu Skarbowego, pytając, skąd posiadała ona pieniądze na zakup mieszkania i samochodu. Kobieta nie jest speszona ani zdenerwowana pytaniami. Odpowiada, że o wszystko należy pytać jej syna, czyli Jana C. Groźby i perswazje nie rozwiązują jej języka. Trzymiesięczna totalna inwigilacja, podsłuchy i nagrania nie odpowiadają na żadne istotne pytania służby wojskowej. Wiadomo jedynie, że Jan C. nie tylko aktualnie nie pracuje, ale w ogóle nigdy i nigdzie nie pracował. Kontrwywiad ustala też, że obserwowany prowadzi niezwykle ustabilizowane życie. Każdego dnia jedzie do „pracy”, czyli na Mazurską, bawi się tam jak chłopiec, ogląda filmy, słucha jazzu, czasem się zdrzemnie i wraca po „pracy” – czyli po wszystkim, co w swoim, a właściwie swojej mamy mieszkaniu robił – do domu. Sprawia wrażenie człowieka bardzo pewnego siebie, ale ciepłego i miłego. Nie ma znajomych, z nikim się nie kontaktuje, nikt go nie odwiedza. Kontrwywiad zwraca sprawę policji, a ta decyduje się na zatrzymanie Jana C. Na pierwszym przesłuchaniu zatrzymany opowiada policji bajkę o tym, że kilkadziesiąt lat temu, kiedy zażywał życia w lenistwie, bo właśnie rzucił liceum po drugiej klasie szkolnych trudów, spotkał na ulicy szczupłego mężczyznę, który powiedział mu mianowicie, że jest jego ojcem. Powiedział też synowi, że porzucił matkę i jego, kiedy syn miał 5 lat. Dzisiaj przychodzi tu, aby nadrobić krzywdę, jaką mu wyrządził swoim odejściem. Powiedział też, że nie zapomniał o chłopcu i z bagażnika poloneza wyjął niewielką skórzaną torbę, wręczając ją synowi. — Masz tutaj ogromny majątek — powiedział — bądź tylko mądry, a wystarczy ci na całe życie. Chociaż Jasiek C. nie rozpoznał w nieznajomym ojca, to jednak po wypytaniu mamy, jak wyglądał tata, zorientował się, że to był właśnie on. W skórzanej teczce znajdowało się kilkadziesiąt papierowych pakunków, w każdym z nich było po kilka szlifowanych kamieni. Były to brylanty. Jan C. kupił odpowiednią literaturę, odwiedzał sklepy jubilerskie i powoli docierało do niego, że naprawdę został właśnie bogaczem. Pewnego dnia z dwoma niedużymi kamyczkami udał się do złotnika. Ten obejrzał towar i powiedział, że to dla niego zbyt poważny interes i nie jest zainteresowany zakupem, ale może skontaktować sprzedającego z odpowiednią osobą. Osoba ta zjawiła się na umówione spotkanie. Był to mężczyzna mówiący po angielsku, ale znał też wiele słów polskich. Obejrzał i zważył małą wagą jubilerską kamienie i powiedział, że może za obydwa zapłacić jakąś astronomiczną dla Jana C. kwotę. Transakcja doszła do skutku. Wtedy Jan C. powiedział Anglikowi, że niebawem będzie miał do sprzedania znowu dwa kamienie. Kupujący pozostawił swoją wizytówkę i powiedział, że czeka na telefon. Przez 25 lat Jan C. dzwonił do Anglika kilkanaście razy. Nauczył się mówić po angielsku. Przyzwyczajeni jednak do trochę bardziej realistycznych bajek policjanci zaproponowali w rewanżu za opowieść Janowi C. areszt. Prokurator wystąpił o jego zastosowanie do sądu, ale ten nie znalazł ku temu podstaw prawnych. Jana C. zwolniono. W kilka dni później został jednak ponownie zatrzymany pod zarzutem podrabiania dokumentów, a mianowicie legitymacji służbowej Ministerstwa Obrony. Zatrzymany przyznał się do zarzucanych czynów i zeznał, że wykonał ją sam, korzystając z drukarki i maszyny do foliowania. Co roku wypełniał też odpowiednie rubryki, co miało świadczyć o ważności legitymacji w kolejnym roku, własnoręcznie wykonaną pieczątką. Należy jednak stwierdzić, co przyznał również prokurator, że wygląd zrobionej przez zatrzymanego legitymacji bardzo daleko odbiegał od oryginału, a nawet był do niego zupełnie niepodobny. Zatrzymany przyznał się do zarzucanego czynu i chociaż prokurator sporządził wniosek do sądu o zastosowanie wobec podejrzanego aresztu, to jednak sąd nie znalazł ku temu odpowiedniego powodu. Jeszcze raz policjanci próbowali nakłonić Jana C. do uwiarygodnienia swojej opowieści przez okazanie pozostałych brylantów. — Będzie panu lżej, panie Janie — przekonywali. — Nie bądźcie panowie śmieszni — odpowiedział grzecznie zatrzymany i udał się do domu. W jakiś czas później Jan C. otrzymał wezwanie do prokuratury i udał się tam ze swoim świetnym adwokatem. Prokurator przedstawił podejrzanemu akta sprawy przed skierowaniem do sądu. Z akt Jan C. dowiedział się, że za całą sprawą stała jego żona Ewa, składając na własnego męża donos na policję. Wkrótce odbyła się sprawa sądowa, a sąd, z powodu małej szkodliwości społecznej czynu, sprawę umorzył. Jan C. przeprowadził rozmowę z żoną. — Słuchaj, wiem, że to ty na mnie doniosłaś. Zachowałaś się jak ostatnia zdzira, ale ci wybaczam, bo cię kocham — powiedział, a w odpowiedzi usłyszał to, czego ona dowiedziała się od policji. — Jak ja mogłam tyle lat żyć z prostakiem bez zwykłej matury?! Jesteś dla mnie oszustem! Jak mogłam wyjść za człowieka z gminu?! — krzyczała nie tylko mężowi w twarz, ale w kilka dni później również prosto w oczy swoim bardzo licznym a ciekawskim przyjaciółkom. Jan C. jak stał, tak wyszedł ze swojego mieszkania. Nigdy już do niego nie wrócił. Wkrótce z wniosku pani Ewy odbyła się sprawa rozwodowa i już na pierwszej rozprawie sąd zarządził rozwód. Ewa C. wytoczyła następnie swojemu byłemu mężowi sprawę o podział majątku. „Mieszkanie i samochód jest byłej teściowej, ale my z mężem mamy luksusowy jacht i dom myśliwski w lesie” – napisała w pozwie Ewa C. Łączna wartość majątku małżeństwa została oszacowana na sześć milionów złotych. Na sprawie świetny, ale bardzo drogi adwokat męża przedstawił zaświadczenie, że trzy miesiące temu na jachcie, którym płynął jej mąż, wybuchła butla gazowa i doszczętnie go zniszczyła. Jana C. wyłowiła z wody łódka wędkarska, a zaraz potem przyjęła go na pokład motorówka policji wodnej. — Tutaj jest cała dokumentacja zdarzenia — powiedział i położył na stole sędziowskim plik dokumentów. — Tylko przez zwykłe przeoczenie Jan C. zapomniał o opłaceniu ubezpieczenia wypadkowego — dodał mecenas. — Ale jest jeszcze dom! — darła się w sądzie Ewa C. Adwokat z kamienną twarzą położył przed sędzią notatki z policji i straży pożarnej stwierdzające, że w dniu takim a takim, prawdopodobnie od zwarcia instalacji elektrycznej, wybuchł pożar, po którym wspaniały dom myśliwski zamienił się w stertę gruzu. — On to spalił! — wrzeszczała przed sądem Ewa C., mając widocznie na myśli swojego byłego męża. — Bardzo wątpię — powiedział adwokat i położył na stole sędziowskim dokumenty stwierdzające, że w dniu pożaru Jan C. towarzyszył swojemu mercedesowi w wymianie oleju w autoryzowanym serwisie, setki kilometrów od uroczego domku w lesie. Syn małżonków C., Piotr, kupił sobie na raty – aczkolwiek, jak głosi plotka, za pieniądze tatusia – mieszkanie i zamieszkał tam ze swoją dopiero co poślubioną żoną. Kolorowe gazety doniosły ostatnio, że śliczna młoda aktorka, grająca już nie tylko w serialach, poślubiła przystojnego i bogatego, chociaż już starszego pana. Chodzi właśnie o Jana C. Idiotka Ewa J., dawniej Ewa C., mieszka obecnie w wynajętej, obskurnej kawalerce gdzieś na Ursynowie. Głupota towarzyszy ludzkości od samego jej początku, małostkowość zaś jest tym jej elementem, który potrafi zniszczyć życie nie tylko śmieciarza, doktora habilitowanego czy prostego magistra, ale również ministerialnej urzędniczki. I to byłoby na tyle.              
    • zima nadeszła za wcześnie. rozpalone płatki śniegu, rozkładają się w podłożu.   nie przyjdzie więcej, nareszcie... lata spędzone w szeregu, marsz do zbiorowego grobu.   pamięć twa nałogiem, chodnik twym cmentarzem, cegła twym nagrobkiem.   głoś więc w szczelinach na wpół skremowany, ostatnie kazanie oddechem urwanym. niech wiedzą, że papież nie został wybrany, a ty wiedz, że byłeś, tym razem, ostatnim.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Nieco z góry, wszystko wyda się mile i słodkie, w tej naszej imagino manipulacji zwanej kreacją ;) Z rozmachem, niezwykle. Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Mama mu da, mu da. Zaduma - duma mam
    • @andrew   właśnie tak!   świetnie tę kruchość i zwiewność uchwyciłeś .   pozdrawiam:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...