Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

MANIFEST WIOSNA 2021

 

 

Młodzi, Wiosna nadchodzi! 

    Niech błyskawice błysną na niebie

    Nie dajcie się dłużej niewolić,

    Przejmijcie Polskę! Dla siebie!

 

    Młodzi! Odbijcie ten  kraj

    Z rąk podłych wolności siepaczy

    Rozwalcie mury zaprzaństwa

    Niech słowo prawda – Prawda niech znaczy.

 

   Niech żaden biskup w sukience

   Nie gwałci bezkarnie dzieci

   Nie mówi, co wolno, a co Wam nie wolno

   Stargajcie duszące, zmurszałe sieci!

 

  Krzywoprzysięzcę przegońcie z pałacu

  Niech dłużej Ojczyźnie nie szkodzi… 

  On złamał umowę najświętszą

  Na którą przysięgał służyć Wam, Młodzi!

 

   Przegońcie ze swojej ojczyzny

   Alfonsów, złodziei, partaczy

   Których tylko kasa jednoczy

   A Polska dla nich już nic nie znaczy

 

   Chcecie żyć w państwie prawa

   Nikt za Was tego nie sprawi

    I nie czekajcie w udręce

   Aż się wam zbawca jakiś objawi!

 

    Młodzi! Odbijcie ten kraj!

    On się wam po prostu należy

    Tu wasza przyszłość się rodzi

    A z kośćmi przodków – historia leży.

 

    Rozliczcie sprzedajnych prokuratorów

    Hańbiących urzędy państwowe

   Skundlonych sędziów, złodziei, ministrów-

   I zaprowadźcie porządki nowe.

 

Święte jest prawo do życia i szczęścia

Do wolnej i światłej ojczyzny

Oczyśćcie tę ziemię raz i na zawsze

Ze starej, zmurszałej zgnilizny

 

 

Wy dla nas, starych, nadzieją jesteście

Że Ona wciąż nie zginęła

Póki Wy – jeszcze - tutaj żyjecie!

I póki zaraza was nie dotknęła!

 

Niechaj przemówi głos do Was poety

I Niech to ogłoszą wawelskie dzwony

Na świat, na Ziemi całe oblicze:

Tu będzie - i ma być - Wasz kraj! – ULUBIONY!

 

Gdy zaś nikczemników zastępy

Zechcą Was znowu zniewalać

Wtedy naplujcie im w twarze

Krzycząc: Wy - Stąd - Wypierdalać!

 

Utwór ten oraz jego wykonanie dedykuję Natalce, która jako dziesięcioletnia dziewczynka była wielokrotnie gwałcona przez księży katolickich oraz współpracujących z nimi biznesmenów. Ci mężczyźni nigdy nie ponieśli kary za swoje zbrodnie i nigdy w żaden sposób nie zadośćuczynili swoim ofiarom.

 

A także tym wszystkim, którzy nieugięcie i odważnie  walczą o prawa osób LGBT do godnego i pozbawionego lęku życia w naszym kraju i na całym świecie.

LP

 

 

Edytowane przez Lach Pustelnik
poprawiono (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Lach Pustelnik  łauuu... Jestem pod wrażeniem przekazu i ekspresji z jaką to zrobiłeś :) Nikt nie ma prawa krzywdzić, wykorzystywać innych i to bez względu na to, czy nosi sutannę, czy jest członkiem Rządu. Wspomniałeś o Natalce i jej oprawcach, którzy do dzisiaj nie ponieśli kary za to, co zrobili temu dziecku. Ja tylko przypomnę aferę podkarpacką, gdzie dzieci ( i zwierzęta...) były wykorzystywane w podobny sposób przez polityków i biznesmenów. I cisza... A ochroniarza, który ujawnił cały ten proceder - odwiedził w więzieniu seryjny samobójca. To odnośnie tego, że podobne patologie dotyczą wszystkich grup społecznych, nie tylko księży. Jednak księża mienią się naszymi przewodnikami duchowymi i osobiście wymagam od nich jednak więcej, jeżeli chodzi o etykę i moralność.

Ale co w miejsce Kościoła (i Boga...), który jednak stoi na straży uniwersalnych norm moralnych, Dekalogu, ochrony życia, tradycyjnej formy rodziny - gzie mama i tata, a nie nie wiadomo kto, lub rodzic nr. 1 i rodzic nr. 2...?

Lewactwo i jego "postęp"...? Czyli jak w lewackiej Holandii, gdzie zarejestrowano właśnie partię pedofilii, gdzie obecnie trwają próby prawnej legalizacji zoofili i nekrofili, próby legalizacji wykorzystywania ludzkich zwłok do produkcji nawozu...? Gdzie wolno zabijać nienarodzone dzieci (aborcja) na życzenie do 6 miesiąca ciąży...? Chcemy gender w szkołach, które aż się ślini do seksualizacji dzieci i min. nauki ich (dzieci...) masturbacji...? Naprawdę tego chcemy w miejsce Kościoła i Boga...? W miejsce uniwersalnych norm moralnych, na straży których - pomimo różnych patologi - Kościół jednak stoi...?

 

"Święte jest prawo do życia i szczęścia..." Piękne słowa :) Do życia i szczęścia mają prawo wszyscy - bez względu na płeć, orientację seksualną, kolor skóry, wyznanie. Do życia i szczęścia mają też prawo nienarodzone dzieci w łonach matek, które wykrzykujące zacytowane przez Ciebie słowo "wypierdalać" panie chcą na życzenie, w myśl "wolności" - zabijać.

 

A co do bohatersko walczącego o prawa innych pana Biedronia... Zdaje się, że przed laty bił swoją matkę i sprawa trafiła nawet do sąd, skąd jednak ostatecznie została wycofana. Daruj, ale ktoś kto nie szanuje nawet własnej matki, podnosi na nią rękę, nie jest dla mnie żadnym autorytetem...

 

Jak widzisz, Twój MANIFEST żywo zainteresował, a przynajmniej mnie ;) Pozdrawiam i miłej niedzieli życzę :)

Opublikowano

@Vanilla Poświęciłaś sporo czasu na post, więc chociaż nienawidzę wdawania się w dyskusję na takich forach, to chciałbym jedno tutaj wyjaśnić: Manifest skierowany jest tylko i wyłącznie do młodych żyjących w Polsce. Każdy kraj rozwiązuje swoje problemy zgodnie ze swoim prawem - albo swoim bezprawiem, jak to ma obecnie miejsce w naszym. Manifest zamieściłem tutaj w wersji okrojonej, bo uznałem, że co za dużo, to niezdrowo. Czasem mdłości można dostać - a co niektórzy się już pienią:). Niedziela - odpukać, mija mi dobrze, słonecznie, sikorki wyjadają tony słonecznika z karmika tuż za oknem, wzajemnie życzę Ci najlepszego!:) LP

Opublikowano

@Vanilla A, i jeszcze to, Droga Vanillo: 

Nie wiem, czy RB bił matkę, czy tylko szturchał, nie wiem, bo sąd tego nie udowodnił.  Gdyby jednak nawet tak było, to dociekałbym przyczyn takiego zachowania. To jedno. Dwa, to to, że widziałem wiele matek – ojców też – bijących swoje dzieci w miejscach publicznych. Niektóre z tych dzieciaków dostawały naprawdę porządne pranie. Byłem świadkiem kilku takich zachowań na zatłoczonych szlakach turystycznych w naszych polskich górach. Nikt, ale to nikt nie reagował na płacz i wrzaski obijanych maluchów. Ja też nie. Nie chciałem dostać po pysku od rozszalałych rodziców. Raz wezwana Policja nawet nie spisała nikogo, wystarczyło im, że na ich widok rodzice zabrali swoje pociechy i zmyli się z miejsca zdarzenia.

 

A teraz jeszcze to: Kto jest bez winy, ten niech pierwszy rzuci kamieniem. Według Pisma, Jezus po tym, kiedy wypowiedział te słowa musiał powstrzymywać swoją matkę sięgającą po kamień.

Opublikowano

@Lach Pustelnik  to, że źli rodzice biją swoje dzieci w niczym nie usprawiedliwia dorosłych, którzy biją, znęcają się nad swoimi rodzicami ;) Bo zwyczajnie nie są wtedy lepsi od tych złych rodziców. A co do tego, że MANIFEST skierowany jest do młodych... Ja za wiekową też się jeszcze nie uważam ;)

Cieszę się, że niedziela Ci miło upływa :) U mnie za oknem też sikorki, a wokół domu dużo różnych ptaków :) Dziękuję i jeszcze raz pozdrawiam :)

Opublikowano

@Vanilla To jednak się nakręca. Bo przecież nie wspomniałem, że za wiekową Cię uważam...? Oczywiście, zgadzam się w pełni z Tobą,  że złem nie można usprawiedliwiać innego zła, czego przecież nie czynię. Ale faktom nie można zaprzeczać (chociaż liczni to czynią) , ale półprawdom  już tak. Dlatego zajrzałem do sieci i znalazłem to: 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Od tego, że pewien klub pedofilów chce legalizacji nie należy przechodzić do twierdzenia, że tam już jest pedofilia legalna. Jestem w 100% pewny, że UE się na to nie zgodzi. A tak nawiasem mówiąc to w Polsce całkiem legalnie działa ogromny klub pedofilów a jego korzenie sięgają powstania Państwa Polskiego. Działa legalnie, chociaż niezgodnie z prawem. Ale to już inna para kaloszy:). Cieszę się, że masz ptaszki wokół domu. U mnie już od kilku lat obserwuję gwałtownie malejącą populację gatunków, jedynie sikorki się dobrze i licznie trzymają. Bogatki, modraszki, ubogie, sosnówki, mam jest niemal wszystkie teraz na widoku. Ale od dobrych dwóch lat nie przyleciał żaden dzięcioł, kowalik, dzwoniec, trznadel... żeby tylko kilka wymienić. A mieszkam w obszarze Natura 2000, otulina Parku Krajobrazowego, lasy naokoło, rzeczka, łąki, zdawać by się mogło, że doskonałe siedlisko dla ptaków. I takie było. Wygląda mi to na wielkie wymieranie, niestety...:( Pozdrawiam serdecznie:) LP

Opublikowano (edytowane)

@Lach Pustelnik  chodziło mi o Partię na Rzecz Miłości Bliźniego Wolności i Różnorodności, która została rozwiązana w 2010r. a ostatnio znów reaktywowana. I to ona domaga się min. prawnej legalizacji dziecięcej pornografii, zoofili i nekrofilii - za zgodą zmarłego. Nie, pedofilia nie jest tam legalna, ale całkiem legalnie działa partia zrzeszająca min.  pedofili i to ona domaga się tego, o czym wspomniałam wyżej. Napisałeś, że jesteś w 100% pewny, że UE się na to nie zgodzi. Zgodziła się na funkcjonowanie partii, która całkiem legalnie zrzesza w swoich szeregach pedofilii, a więc kto wie, na co jeszcze się zgodzi ;)

Co do ptaków to u nas cały rok jest ich dużo, nie wyłączając dzięciołów, które w zimie lubią podjadać sikorkom słoninkę ;) Problemem są sroki i jastrzębie, po odwiedzinach których często cisza i fruwające piórka... Ale Natura ma swoje prawa i nie mi ją osądzać ;) Na czym kończę, żeby nie psuć Ci dobrego, niedzielnego samopoczucia ;)

 

P.S. Aha, o tej partii i o tym co w Holandii wiem od ciotecznego brata, który od pewnego czasu tam mieszka ;)

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...