Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

WHAT PEOPLE SAY (WORDS OF WISDOM)
CO MÓWIĄ LUDZIE (SŁOWA MĄDROŚCI)

 

Your children will sooner imitate you rather than will follow your advice.
Twoje dzieci będą raczej podążać za twoim przykładem, niż postępować zgodnie z twoimi radami.

 

***

 

While embracing my daughter I felt she was stealing my perfumes.
Obejmując moją córkę, poczułam, że kradnie moje perfumy.

 

***

 

Women. Well, they are cruel, they’re a source of all disasters. But they’re so beautiful ... an` they smell so good!
Kobiety. Cóż, są okrutni, są źródłem wszystkich nieszczęść. Ale są takie piękne ... i tak ładnie pachną!

 

***

 

Ah! To go off into hysterics is just our special, women’s way of having fun.
Ach! Wpadanie w histerię to nasz specjalny, kobiecy sposób na zabawę.

 

***

 

What do you know about me if we had never chatted till 4 a.m.
Co o mnie wiesz, gdybyśmy nigdy nie rozmawiali do 4 rano?

 

***

 

Intimacy with people suggests an opportunity of mocking at them and going unpunished.
Zażyłość z ludźmi sugeruje możliwość wyśmiewania się z nich i pozostania bezkarnymi.

 

***

 

I love you! Just 3 words, 8 letters... and one million of problems.
Kocham Cię! Tylko 3 słowa, 8 liter i ... milion kłopotów.

 

***

 

Male logics: I bonked her because I love you.
Męska logika: zerżnąłem ją, bo cię kocham.

 

***

 

My best friend likes tea; I prefer coffee, so whenever we spend time together we drink wine to be not at variance.
Mój najlepszy przyjaciel lubi herbatę; wolę kawę, więc kiedy spędzamy czas razem, pijemy wino, aby się nie sprzeczać.

 

***

 

I had 39.9° Celsius. Wow! Just fancy, I was just shy of 0.1°C to become vodka!

Miałem 39,9° C. Cholera! Wyobraź sobie, że 0,1° C to za mało, abym został wódką!

 

***

 

The difference between lie and truth is that lie has got a lot of eyewitnesses while the truth hasn’t got any.
Różnica między kłamstwem a prawdą polega na tym, że kłamstwo ma wielu naocznych świadków, a prawda nie ma żadnych.

 

***

 

What happened once may never happen again. But what happened twice will repeat itself for the third time too.
To, co zdarzyło się raz, może się nigdy nie powtórzyć. Ale to, co wydarzyło się dwa razy, wydarzy się za trzecim razem.

 

***

 

To live in a small town means to be familiar even before an acquaintance.
Mieszkanie w małym mieście oznacza znajomość, zanim jeszcze się spotkasz.

 

***

 

The first rule of winter love: whoever has snot is below.
Pierwsza zasada zimowej miłości: kto ma smarki, jest poniżej.

 

***

 

In winter a number of cultured people on the slippery pavements  dramatically drops.
Zimą liczba kulturalnych ludzi na śliskich chodnikach dramatycznie spada.

 

***

 

Mom with a boy of six.
-George, why are you crying?
-Crying is good.
-Why?
-You can achieve a lot by crying.


Mama z sześcioletnim chłopcem.
-Jerzy, dlaczego płaczesz?
-Płacz jest dobry.
-Czemu?
-Płacząc, można wiele osiągnąć.

 

***

 

The first ninja were parents sneaking past a sleeping child.
Pierwszymi ninja byli rodzice przemykający obok śpiącego dziecka.

 

***

 

The naive still want happiness. The experienced already agree to stability.
Naiwni wciąż chcą szczęścia. Doświadczeni już godzą się na stabilność.

 

***

 

Happiness is whenever what's desired coincides with what's inevitable.
Szczęście jest wtedy, gdy pragnione pokrywa się z nieuniknionym.

 

***

 

How to explain to your child that there's no other monster in his room except for his own self?
Jak wytłumaczyć dziecku, że w jego pokoju nie ma innego potwora oprócz jego własnego ja?

 

***

 

If you've been offended, humiliated, hit your offender in the face with a shovel.
-Well, Dad! I'm a girl, after all!
-Then you can take the pink one.

 

Jeśli jesteś obrażona, upokorzona, uderz sprawcę łopatą w twarz.
-Cóż, tato! Jestem dziewczyną!
-Możesz wziąć różową.

 

ANTIDISCLAIMER
If you're not inclined to read such shitty crap, there's a great habit to eliminate the problem: screw it up quickly.
To nie są anegdoty, ale to, co ktoś gdzieś powiedział. Jeśli nie chcesz czytać tych bzdur, jest jeden wspaniały nawyk: szybko to spieprz.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w ostatnim zdaniu brakuje a miedzy tym, a tym (obietnicą?),  osobiście zrezygnowałbym ze zwrotu w pożyciu i z początku w całym zadaniu. Czyżby młode lata filmowego "Och Karol" ?
    • @obywatel Dokładnie. W wierszu pokazałem prawdę jako produkt - bo tak wygląda z zewnątrz.  Ale masz rację, prawdziwy problem zaczyna się później: kiedy zrozumiesz, że ona nie stoi po żadnej stronie.  Wtedy zostaje tylko iść. I to kosztuje całe życie.  
    • @obywatel przejście  od "pękniętej iluzji "  do świata kolorów sprawia ból z odłamków iluzji , nie odwrotnie. Iluzja okaleczyła ale mimo to idę, nie chce wracać.  Dziękuję za polubienie . Pozdrawiam.
    • Już za paręnaście metrów chodnik skręcał w prawo. Winkiel szaro-burego bloku obiecywał schronienie - osłonę przed mroźnym wiatrem poranka, ale również, przede wszystkim, możliwość zdjęcia głupiej wełnianej czapki z jeszcze głupszym, najeżonym frędzlami pomponem. Była bodajże pamiątką z Zakopanego, lecz dla Karola nie posiadała żadnej wartości sentymentalnej, była jedynie symbolem matczynej troski, niezręcznym uściskiem od natrętnej ciotki, z którego tak bardzo starał się teraz uwolnić. Z każdym kolejnym krokiem wełna coraz bardziej świerzbiła skórę, a wzrok mamy przebijał się przez kolejne warstwy podręczników w plecaku, zeszyty, śniadaniówkę i grubą zimową kurtkę, aby ostatecznie falą ciepła rozejść się po jego plecach.      Blok, pod którym Karol spędzał lata swojego dzieciństwa, zbudowany był na planie panoptykonu - skręcał pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, a na każdym piętrze wokół mieszkań rozchodziły się tarasy prowadzące na główną klatkę schodową. Wpół śniący sąsiedzi, niby straż więzienna, przechadzali się nad podwórkiem.     Świąd i ośmieszenie wirowały jak dwa motyle, walcząc o dziecięcą uwagę. Jeszcze parę podręczników i jedenastolatek mógłby porównać się w tym momencie, z dziecinną autentycznością, do Chrystusa w cierniowej koronie. (Karol pierwszą komunię miał już za sobą, lecz przez cały proces przeszedł po łebkach, jedyne co zapamiętał, to jak wieża kościelna, w momencie, kiedy zadzierał ku niej głowę, zdawała się powoli na niego spadać.) Chodnik wyszedł na ulicę, wiatr zamiast zelżeć, zmienił jedynie stronę, kiedy ręka, jakby nagle pozbawiona jakiegoś przytłaczającego ciężaru, wystrzeliła ku górze, w jednym szybkim ruchu zrywając z głowy czapkę, teraz zwisającą z boku jak żałosny sztandar, wymiętoszony strój klauna przewieszony po występie przez kulisowe drzwi.      Miesiąc był jeszcze mroźny, ludzie wypuszczali parę z ust, upodabniając się do stojących na poboczu samochodów, których lekkie, bijące z wydechów ciepło ogrzewało sunących do szkoły uczniów, z rękami tak głęboko w kieszeniach, że wyglądali na przywiązanych do pali. Droga do szkoły, ulica Grochowa, szklista i mokra, kurczyła się z każdą sekundą jak duszona cebula, samochody powoli odjeżdżały do swoich prac na etacie, a Karol zatrzymał się w miejscu, gdzie ulica łączyła się ze swoim małym odgałęzieniem, prowadzącym jedynie do osiedlowego supermarketu.   Mijając drzwi wejściowe, oraz parę okienek wychodzących na kolejne alejki sklepu, można było dojść do wymuszonego końca uliczki. W miejscu, przeznaczonym teraz wyłącznie do zawracania po nieudanym poszukiwaniu miejsca parkingowego, znajdowała się wysoka na trzy wysokości Karola żelazna brama, z chwastem (bardziej - suchym trustem) idealnie wypełniającym odstęp pomiędzy nią a betonem. Po drugiej stronie rudego, zgniło-ceglanego muru, budynki byłych zakładów produkcyjnych szczerzyły ku słońcu ukruszone, szklane zęby,  przeciągając się pod, zalegającą jeszcze, pierzyną wiosennego śniegu.      Karol mijał ją codziennie po drodze do szkoły, lecz wcześniej wiele o niej nie myślał, dopiero niedawno, jakby na skutek jednego z tych bolesnych, romantycznych snów, z których wybudzenie naznacza cały nadchodzący dzień udręką nienasycenia, idąc do szkoły, po raz pierwszy dostrzegł w niej wcześniej nieujarzmione piękno. Fabryka stała się tamtego dnia symbolem, którego każdy nowy nastolatek potrzebuje w swoim życiu, pierwszym romansem z przemijalnością, uruchomieniem męskiej żądzy, niezaspokajalnej żadnym z pięciu zmysłów, żadnym szczodrym dotykiem, czy ciepłymi słowami. Niedoświadczony jeszcze w pożyciu Karol, próbował z początku znaleźć ujście gdzieindziej. Po długo trwającej kampanii, ścierając rudymi włosami swojej koleżanki jej ślinę ze swoich ust, krążył już myślami między czterema, wysuszono-krwistymi ścianami, jedyną obietnicą przyspieszonego tętna, gdzie postawiony pośrodku obelisk wyznaczał moment przekroczenia granicy dziecięcości, tak teraz dla Karola ponętnej.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       @iwonaroma mam nadzieję, serdecznie dziękuję :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...