Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Bardzo dobrze dobrane słowa i dobrze ułożone...nie mam zastrzeżeń,mi sie podoba:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Radzę zweryfikować swoje poglądy i zastanowić się nad tym, co Pani czyta.
Żle dobrane słowa, źle ułożone. W konkursie poetyckim organizowanym przez Odkrywkową Kopalnię węgla Brunatnego w Turoszowie miałby szansę. W innych konkursach wypadłby o wiele gorzej.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Radzę zweryfikować swoje poglądy i zastanowić się nad tym, co Pani czyta.
Żle dobrane słowa, źle ułożone. W konkursie poetyckim organizowanym przez Odkrywkową Kopalnię węgla Brunatnego w Turoszowie miałby szansę. W innych konkursach wypadłby o wiele gorzej.
chociaż to nie na konkurs, ale skorzystam z rady Mirka. wycofuję tragedię .dzięki
Rosło...rosło...
aż przerosło
z niecki wykipiało
...nic nie zostało.
z przerostu ambicji.
Opublikowano

Mirku! powiadasz. że jest ,aż tak żle!
wiem ,ty lepiej lepiej słowem władasz! możesz pouczać mnie!za co serrrdecznie dziękuję.
ale, ale, powiedz dlaczego miłość kojarzy ci się z kuchnią?

co robi ten chwast w kuchni? czy z kopalni się wziął?
pozdrawiam!

Opublikowano

Mirek ale ja powiedziałam swoje zdanie w sposób prosty :) chyba mam do tego prawo:> nie obchodzi mnie co inni by na to powiedzieli:) to tyle...Pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Gdyby to zostało zamieszczone w dziale Z, to powiedziałbym, że tragicznie. Tutaj próbuję zasugeraować inny dobór słów do opisania tej samej sytuacji.
Miłość kojarzy się z kuchnią, ponieważ tam objawia się ona najpełniej. A fragment z wyrywaniem chwastów to zapożyczenie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...