Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

No fajnie, fajnie, teraz se poczytam w wolnym czasie, skoro dajesz namiary to pewnie zapatrzyłaś się na mojego bloggerowego? Nigdy nie podawałem tutaj namiarów na moje blogi, szanuję miejsca w których publikuję - do czasu oczywiście, ale istotnie zauważam, że istnieje pewna tendencja - otóż i mianowicie w potrzebie nagłego wchodzenia różnych autorów do blogosfery. Ostatnio informowali mnie że byli na moich blogach i zamierzają - lub- otworzyli już własne, inni tu publikujący ludzie, chociażby i np. Pan Ropuch teraz ty, także niejaka ais vel. AOU. To tylko ci, którzy informowali mnie osobiście, a czytałem o innych próbach i zamiarach. Dobrze, że ludzie się realizują w subiektywnych koncepcjach. Zastanawiam się jednak z czego wynikają te nagłe kierunki? I dochodzę do wniosku, że może z bezkompromisowej potrzeby wolności? Autorzy to ludzie introwertyczni, i lubią decydować o własnym poletku autoprezentacji. Na blogach sami jesteśmy moderatorami. Wszelkie zawłaszczenia tego osobistego obszaru wolności poetów czy kandydatów na poetów uwiera. Chociażby ostatnie praktyki zastosowane tutaj w postaci pokazywania kolejnych wersji gotowego utworu, czyli ujawnienie edycji tekstu właściwego (moim skromnym zdaniem) mogą nie podobać się autorom. Mnie to akurat nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, bo pokazuje wrażliwość autorską, ciężką prace niemalże benedyktyńską przykładowego autora nad  własnym tekstem, i jego podążanie do perfekcji czyli do satysfakcjonującego celu. A przecież takie miejsca jak te uczą nas warsztatu pracy. Lecz wydaje mnie się, że większość twórców pragnie aby obowiązującą i powszechnie dostępną była ostatnia - wersja jego utworu, dlaczego? może dlatego, że autor jeżeli ingeruje we własny utwór i go moderuje to znaczy, że widzi w nim pewne niedoskonałości, jeżeli uznaje, iż są one dość drastyczne poprawia tekst. To dotyczy i dotyczyło zawsze wszystkich autorów, nawet wielkich mistrzów pióra oraz klasyków i pisarzy uznanych. Pokazywanie więc tych gorszych, mniej ambitnych wersji tekstu może drażnić autorów, bo naturalną koleją rzeczy jest fakt prezentacji tej ostatecznej wersji utworu a nie w polu rozumienia autorskiego wersji uboższych jakościowo. Może dlatego właśnie, wykreowała się w was ostatnio tendencja permanentnego uciekania do blogosfery, gdzie szerokie pole decyzji w zakresie autoprezentacji należy już tylko do was? Nie wiem? Z czegoś to wynika, uważam, że chyba to jest ten powód. Ludzie kochają wolność i w zakresie osobistego ekshibicjonizmu lirycznego chcą podejmować decyzję osobiste. Co innego udostępnienie wszystkich wersji komentarzy, to ma wielki i praktyczny sens, chociażby dla czystości i jasności dyskusji, ale wgląd w edycje poprzednie tekstów właściwych, oraz permanentne budowanie funkcji odsłaniających atelier autorskie może być powodem tych waszych prób teleportowania się do blogosfery. Nie wiem, to jest ciekawe pole do dyskusji, ale może nie akurat tutaj - pod tekstem. Tak czy inaczej dobrze Kamo, że realizujesz własne potrzeby, a ja przy okazji będę mógł sobie poczytać ciebie w wersji indywidualnej. Z czystej ciekawości pytam podobają ci się moje blogi? Mam je od dobrych kilku lat. "Sucharki" to takie w pewnym sensie ;)

Opublikowano (edytowane)

@Tomasz Kucina

Święta Prohibicjo! 

Toż to woda na twój młyn. No jak mały link może spowodować kaskady słów?

Czy tobie w ogóle potrzebni są rozmówcy? Nie, no pytam z ciekawości. Może błądzę ale wyczuwam jakiś rys charakterologicznie uzasadniony. Potrzeba konwersacji jest nieziemska, a monolog płynie lekkim nurtem...nie zastanawiając się, że w między czasie ktoś kompletnie "odpłynął" czytaj Wysiadł na stacji nie docierając do celu. Porażasz, poważnie :)

Nie myśl, że robię sobie reklamę twoim kosztem. Nie muszę. Link pasował mi do kiczowatości utworu i miał być kontynuacją w stylu "a propos". Jednocześnie odpowiedzią na pytanie "Co robisz jak cię nie ma?", pod którymś z moich wierszy. Niedługo zaczynam urlop, a nigdy nie spędzam go na portalach :)

Ale wtedy będę miała czas na twoje blogi, które na razie musnęłam wzrokiem. Busy busy busy :)

Pa. 

 

P.S. to nie jest mój pierwszy blog, raczej 5, jeśli liczyć z obcojęzycznymi.

; P

Edytowane przez Kama Nagrodzka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ale co ciebie nagle kopnęło w synapsy Kamo? Czy nie czytasz, i nie wychwytujesz, że wyraźnie  cieszę się z twojego linku? informuję o swojej potrzebie poczytania ciebie w bardziej indywidualnym charakterze? Robisz mi jazdę pod zwyczajną odpowiedzią na twój komentarz? Czemu? Rozwinąłem w niej raptem subiektywną myśl na temat zwyczajnej ludzkiej (i ogólnej przecież a nie personalnej i nie skierowanej negatywnie ku tobie) potrzeby bycia każdego autora indywidualistą i usytuowania finalnej a nie etapowej prezentacji jego tekstu - większość autorów to zapewne rozumie, ty jak czytam - nie, ty widzisz jakąś moją ansę do ciebie "niby ogłoszoną" w poprzednim komentarzu, której notabene tam nie ma? Co się z tobą dzieje? Chcesz ograniczyć moją wolę co do długości komentarzy, i dyskusji bądź co bądź pod autorskimi tekstami?, piszę tak jak czuję i o tym o czym pragnę napisać, jeżeli wysiadasz z tego "pociągu - czytaj potoku słów w odpowiedziach" w połowie drogi to twoja wola, przecież ja ani nie mam na to wpływu, ani szczególnie mnie to nie razi, czego więc oczekujesz teraz informując mnie o tym? Że zacznę ciebie prosić o łaskawe kończenie czytania moich imponderabilii? (to rzeczy nieuchwytne niematerialne czyli raptem słowa?) przecież na twoje "reakcje" pod moimi tekstami? No wybacz, jestem człowiekiem wolnej woli w każdym zasadzie zakresie, nic o żadnej reklamie moim kosztem nie napisałem przecież? Masz jakieś problemy z poczuciem własnej wartości, że zadajesz mi taki cios bez uzasadnienia? Ja zapytałem tylko grzecznie czy może łaskawie byłaś na moich blogach, skoro wysłałaś mi link do swojego - kolejnego jak informujesz?

 

 łoooojejjjjkuuuu? ale histeria? Dlaczego?, dobra, nie będę rozpisywał się już pod twoimi ewentualnymi komentarzami, nie rozumiem szczerze, że ludzie wpisujący się w miejsca wzajemnej dyskusji - w następstwie i pod wpływem tychże dyskusji dostają szoku emocjonalnego? Zasada jest prosta, nie chce dyskutować nie dyskutuję, jeżeli dyskutuję szanuję formę, styl, i tryb innych dyskutujących. Innej drogi kompromisu - nie ma. To życie wirtualne i tylko portal. Sama tak konkludujesz, ale pretensje do odpowiadającego pod własnym tekstem masz? To co mam milczeć i nie odpowiadać, albo pisać pismem węzełkowym czy alfabetem morse'a. Za dużo mnie? Mnie w tobie wcale nie ma - jesteś sobą i porównań ani krytycznych ani współczulnych -  nie dokonuj. 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pilnuj rąk, skoro nimi pracujesz, no tak niestety wyglądał ten twój ostatni komentarz, napisałaś wyraźnie, żebym nie myślał, że robisz sobie reklamę moim kosztem, widocznie tak pomyślałaś, czyli jak?, otóż, że w pierwotnej odpowiedzi wyraziłem jakiś krytycyzm twojej osoby, twórczości ogólnie, czy tym bardziej bloga, inaczej tego nie da się wytłumaczyć, posunęłaś się więc do tej samej i powtórkowej negacji co do moich przyzwyczajeń to znaczy (przyznaję) do czasem rozbudowanych odpowiedzi na komentarze, ale Kamo? ja się nie zmienię, po prostu lubię jasne sytuacje i jasno precyzyjnie piszę o tym co myślę, tak mam, a że czasem wychodzi dłużej? cóż, musi być tak, by nie budziło wątpliwości. To nie pierwsza wycieczka z twojej strony co do trybu moich odpowiedzi na komentarze, one Kamo inne nie będą. Już lubię twojego bloga, ale o swoje blogi niepotrzebnie dopytałem, a widzisz ja jestem tu z wami od maja 2018 a nawet o nich nie wspomniałem, jedno pytanie do ciebie w tym kierunku - czy czytałaś, wywołało niemal trzęsienie ziemi, teraz obracasz w żart, ok. Nie było tematu, nie należę do szczególnie drażliwych, raczej do szczególarzy, ale to przecież doskonale zauważyłaś. Pozdrawiam, zapomnijmy o tej wymianie słów, pilnuj rąk, mną się nie przejmuj, odpoczywaj, miłego urlopu, szczęścia - powodów do zakusów twórczych, owocnych - statystyk, czyli licznych odwiedzin bloga. 

Proszę nie wulgaryzować u mnie. Napisałem tak, bo wyraźnie zasugerował to @Pan Ropuch, ja biorę komentarze ludzi na poważnie, więc proszę się nie dziwić,... a co do kwestii zasugerowania i zakomunikowania mi przez ciebie, że otworzyłaś niedawno blog chyba nie ma wątpliwości? Nawet pisałeś mi o jego rzekomych niedoskonałościach, pytałem nawet o adres. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Tomasz Kucina

Przypisujesz mi więcej intencji niż potrzeba. W każdym komentarzu odnajdziesz moją humorystyczną stronę osobowości. W internecie Mój Drogi bawię się, nauczyłam się podchodzić z dystansem do ludzi i zjawiska.Lubisz humor angielski? Jestem właśnie Taka! 

Znasz ta książkę? 

 

Mnie bawi do łez :)

 

Życie mam  ostre jak żyletka a na szyi pętlę komplikacji. Pewnie dlatego odkryłam Świat Magii.

 

Wyluzuj...

Pa.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

I to jest prawidłowe racjonalne podejście do tematu. No młócą mnie non stop, o to że odpowiadam po swojemu na komentarze, najpierw wrzucają linki, albo informują jak ais o tym, że blogi pootwierali i że moje czytali też, gdy piszę daj adres w jednym przypadku to "amba", albo w przypadku adresu zalinkowania przez inna autorkę - (to przykład dwa) i powiązanych z tym moich wyrazów aprobaty z tegoż powodu,

 

szok, jadą po mnie jak po łysej kobyle ;) Tak jak napisałeś - DO-KŁA-DNIE: "bijatyka, bijatyka, bijatyka" idę żłopnąć browara, bo odechciewa się tu być czasem. Czołem @Pan Ropuch, - mądry, logiczny, normalny facet, rzadko takich już można spotkać w tym "pacie" wirtualnym. 

Rozumiem, angielski humor. Czuję się już jak z tym nożem pod gardłem jak u Jerome ;) Dobra Kamo, luz, bo czuję się trochę odpowiadając jak w "ministerstwie głupich kroków" ;) u Monty Pythona. Już cisza. Rozumiem, wszystko rozumiem, również twój świat magii - szerokie mam perspektywy wyobrażeń ;)) Ten link super! 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Kamo, rozumiem, i przykro mi w takich okolicznościach, nie ja jednak jestem powodem tej sytuacji. Wiem, że życie często daje po czterech literach, i sam tego nie raz doświadczyłem, ale proszę, daj mi realizować się w internetowych klimatach po swojemu i odpowiadać na komentarze zgodnie z sumieniem, rozumieniem oraz i też długością samych odpowiedzi. W kilku kolejnych komentarzach wyraźnie napisałem i jasno określiłem, że do "świata twojej magii" chętnie zaglądam i zaglądał będę zawsze z przyjemnością, nic bardziej sumiennego nie potrafię już napisać. Jestem na serio szczerym i nieupierdliwym człowiekiem, Ciebie szanuję szczególnie, a że czasem bronie własnych racji świadczy o mnie dobrze - tak uważam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Myślałam, że już zakończyliśmy? 

Niepotrzebnie ciągniesz dalej temat. To nie są moje klimaty...

 

Cześć.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

... opowiadam ci o moich problemach w realu? Na forum publicznym, przy kilkunastu osobach, które zebrały się jak sępy i śledzą dyskusję, a to dopiero początek frekwencji?

I oczekuję wsparcia od internetowego faceta o mglistym zabarwieniu na portalu poetyckim?

Zawsze myślałam, że mam kolosalną imaginację na potrzeby poezji. Sorry...masz większą 

Paradoksalnie, nasza konwersacja jest wspaniałą ilustracją Niekończącej się Karawany.

 

Jeśli jest gdzieś granica między Jawą a Snem, zgadnij po której stronie jesteś.

 

/kama

Edytowane przez Kama Nagrodzka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Kama Nagrodzka O czym ty piszesz, tu do mnie? Odnoszę się do konkretnego cytatu, jeszcze raz ciebie więc zacytuje, jakieś bielmo szantażu zachodzi ci na oczy, popatrz... cytuję jeszcze raz i ostatni:

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jeżeli tłumaczysz mi w komentarzu o swoim życiu w realu, o żyletkach i pętlach na szyi, to naturalną reakcją CZŁOWIEKA logicznego i empatycznego -CZŁO-WIE-KA!! a nie "FACETA O MGLISTYM ZABARWIENIU NA PORTALU POETYCKIM" (jak mnie brutalnie i niesprawiedliwie określasz) jest szacunek do takiego pozycjonowania się  komentującego, i próba uświadomienia mu, że to nie ten CZŁOWIEK (czytaj: ja autor tego tekstu) i nie FACET W SPODNIACH, ale jeszcze raz podkreślam CZŁOWIEK! - ma cokolwiek wspólnego z komentującego (W TYM WYPADKU TWOJĄ) ŻYCIOWĄ SYTUACJĄ, skoro piszesz akurat do mnie o tych problemach mam prawo się odnieść, bo to z ŻADNĄ FUNKCJONALNOŚCIĄ NA PORTALU POETYCKIM NIE MA NIC WSPÓLNEGO! Ani tym bardziej POZA NIM. Więc nie pisz głupot, a potem nie dziw się, że odpowiadam na nie i notabene w empatii i przychylności do ciebie jako autora tekstów? Jeżeli ty podmiot liryczny z tego wiersza utożsamiasz ze mną, to znaczy, że to już jednostka chorobowa. Ja nie żyję w treści i nie wpadam w osobiste metamorfozy z każdym kolejnym opisem sytuacyjnym czy lirycznym - we własnych wierszach, jeżeli tak myślisz to błądzisz we mgle dziewczyno. Nie masz za grosz szacunku do mnie, skoro obrzucasz mnie już w tej chwili inwektywami personalnymi to znaczy, że nie dorosłaś intelektualnie do roli kobiety, bo kobiecie logicznej i racjonalnej nawet nie przyszłyby takie absurdalne myśli do głowy, by autora tekstu uznać za jakiegoś alfonsa, no bo tak to tu czytam! Co ty sobie wyobrażasz? Że ja jestem jakimś księciem i mam swój harem, zejdź mi z profilu, bo to jest ostre czerwone światło, przegięłaś. Robić z kogoś żigolo, czy ty widzisz i w ogóle potrafisz dostrzec różnicę między światem opisów lirycznych a autorem? Wątpię, to jakaś infantylizacja rzeczywistości. 

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę;   Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem  
    • Przeźroczysty duch  Spółka  Brytwanna    Nie    Topisz się    Wleciało    Może to ptak a może ciało   
    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
    • @dwa123     Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.   Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.   Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię. @dwa123 opowiadanie jest świetne 
    • @dwa123   Zgodnie z prośbą, proponuję poprawę. Myślę, że nie piszę lepiej, ale zawsze jest nam trudniej poprawiać własne prace. Wolimy, żeby zrobił to ktoś inny.   Nocą to miasto,(?) (interpunkcja) również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości, (interpunkcja) przed nadchodzącym koszmarem. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffé Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocne marki, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem kieszenie z nadzieją (w nadziei), iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. W zamian (zamiast tego) znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak bardzo nienawidziła. Natomiast ja tak bardzo czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody,(?) na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu (przecinek) z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem na peron, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem poszukiwać miejsca aby usiąść. W Nowym Yorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe. Wreszcie, gdy znalazłem miejsce siedzące, otworzyłem swój czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki.   Zadowolony swoim (ze swojego) szybkim znaleziskiem, przystąpiłem do lektury. Była nią (książka) The Great Gatsby (cudzysłów lub kursywa) Zakochałem się w tej książce, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Gdy znowu do mojej głowy nabiegały (wszelakie?) myśli, postanowiłem zaprzestać temu tragizmowi (z tym tragizmem), zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem, oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca mnie (powtórzenie) postać,(bez przecinka) punka z różowym irokezem , mnóstwem tatuaży w czaszki i nazwa kapeli Guns and Roses (kursywa).   Kilka stacji później, do metra wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, były jeszcze dziwniejsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, więc wstałem, podszedłem do drzwi, a one automatycznie się otworzyły (to warto przeredagować).   Po wyjściu z metra kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która ma (miała) za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, rozkoszując się urokami miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety którą kiedyś kochałem.   Gdy w końcu otworzyłem drzwi domu i zatrzasnąłem je za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś w tym domu mogłem usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać światło księżyca (wstawić prawidłowo tytuł). Teraz nastała pustka, smutek a ja w niej od lat tak tkwię (nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię).
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...