Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Tomasz Kucina  Rany, Tomasz, jesteś...niesamowity. Niezłomny i niezwyciężony. Na pewno wygrałbyś z każdym w bitwie na jakąkolwiek polemikę, aczkolwiek zauważyłam, że Grzegorz także potrafi dać czadu. Masz tyle siły, żeby odpowiadać i odpisywać, używając logicznych argumentów. Ja już dawno bym się zniechęciła i odpisała cos w stylu tak, ok, dobrze, pa. Bo już dosyć nagadałam się w wirtualu i zwyczajnie nie chce mi się wchodzić w takie dyskusje. Ale po Twoim kolejnym komentarzu do mnie opadła mi buzia, czy szczęka i musiałam napisać, że po prostu wprawiłeś mnie w osłupienie. 

Nie podoba mi się, że pisząc do mnie używasz liczby mnogiej, a przecież ja to nie wszyscy użytkownicy orgu.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tutaj sie niemożebnie uśmiałam. Chcesz nas orać, to proszę uprzejmie. Nie tłum w sobie uczuć, daj się ponieść emocjom - idź na całość!

 

Tomaszu, Nie chciałam zrobić Tobie przykrości i nie chciałam, abyś pomyślał, że kolejny raz ktoś Cię atakuje. To pantum jest niekonwencjonalne i dlatego mi się podoba, bo lubię bezramówki, jak i ramówki. Lubię całą poezję.

 

Całą dyskusję między nami, Ty i ja, biorę na siebie, albowiem, to moja wina, moja bardzo wielka wina. Przyznaję się przed obliczem całego wirtualu.

 

Masz fajny blog, tak na marginesie.

Cóż więcej, Tomaszu, tyle czasu na Twoje pantum, Ty to masz spsoby na autoreklamę...

Spryciarzu xD

 

 

Uśmiechu Tomaszu i więcej wiary w ludzi.

 

 

 

 

Kometarz skierowany do Grzegorza, to dopiero hardcore :)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

ais? Na serio? Do dlaczego dalej ciągniesz tą dyskusje i naturalnie zmuszasz autora do kolejnej odpowiedzi? Nie odpowie, będzie gburem i ignorantem komentującego? No tak, czy nie? Nie odpiszę, napiszesz - zignorowałeś mój komentarz. Nie dajesz mi wyboru ;) Pomyśl? Robisz zupełnie to samo, nie odpuszczasz, nie zniechęcasz się jakoś - bo masz widocznie w genie wpisane: "atak" a ja mam wpisane: "obrona" - bo nie ja jestem u ciebie pod tekstem w napadzie (pisząc językiem sportowym) tylko ty u mnie Coś tu nie halo w logice i analizie u ciebie? hmm? ;D

ais, czytaj ze zrozumieniem, wyraźnie odnoszę się też do Grześka, o którym wspominam tobie w licznych komentarzach (dlatego liczba mnoga), w licznych bo chociażby i w kwestii mojego przyznania się co do mojego braku talentu do pisania o czym cię wyraźnie poinformowałem a jemu napisałem face to face w odpowiedzi na pierwszy komentarz, zresztą tylko wasze (jego i twoje) komentarze są w kontrze, pozostali komentujący wyrażają się w pełnej aprobacie co do tego tekstu. Wyraźnie udajesz, że nie rozumiesz o co chodzi, bo rozumiesz ;) No beka ais, teraz zagrałaś nie fair ;) Skoro wiesz, że Grześ twardo gra, to znaczy, że wszystko czytasz w tym dyskursie i dostajesz powiadomienia, a skoro wspominasz o nim sama, to oznacza że prowokujesz go do kontynuowania dyskusji, niepotrzebnie, bo ja już z nim sobie wszystko wyjaśniłem, co do kwestii technicznych naszych "pantum" ;)

 

Nie jest tak źle, skoro odmawiasz pacierz, chcę wierzyć, że bez kolejnej prowokacji i ironii ;) Niech tak zostanie, nie wypisuj mnie z tego przeświadczenia, lepiej już kłam ;)

Dzięki, ale który? ;P Bo są dwa. No widzisz sama nie ma we mnie pychy ani buty, nawet nigdy tu o nich sam nie wspominałem, i nie linkowałem.  Mam zasady będąc na tym forum, nie zapraszam na inne w ramach autopromocji. To trzeba docenić. I to potwierdza, że mam zasady.

Dziękuję Ci, że mnie do tego zmuszasz :) Bo chyba o to chodzi żebym podziękował, skoro o tym piszesz w ten sposób, żartuję oczywiście. Mogę iść z forum, bo film chciałem obejrzeć - dopiero 01.50 am ;DD

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Tomasz Kucina Tomaszu, kurczę bladę! zlituj się, gdzie ja Ciebie atakuję znowu?!

Ty po prostu lubisz pisać komentarze. O. Cała prawda o Tomaszu. Po co żeś przylazł ja sie pytam?! Myślałam, że już chrapiesz, ale Ty nie potrafisz odpuścić :-/

Rany julek. Nie mam czasu na czytanie Twoich kilometrowych komentarzy. Se czytaj sam. Piszę villanellę w podobnej tonacji, co pantum. Moje pantum, ofkors.

Nie odpisuj mi już! Nie! Nie! Nie! Porób coś. Nie wiem, może na szydełku?

Odpuść. Nie walczę z Tobą. Odpisuję na komenatrz, bo jestem miła i kulturalna i grzeczna :] A Ty jesteś uparty. Daj na luz. Zwyczajnie. Pozwól mi odejść i nie przywołuj mnie kolejnym komentarzem, bo zacznę wyć do księżyca z rozpaczy.

 

Tomasz, idę sobie. Mogę? Ale już mi nie odpiszesz? To bardzo ważne, bo chciałabym na serio dokończyć napisanie villanelli. Jeszcze mi sie zejdzie około trzech kwadransów, także naprawdę, wybacz, ale nie mam czasu. Zrozum to. Jak chcesz popisać, to wejdź na jakiś czat xD

 

Blog z bzami. Ładna grafika. Schludnie i z pomysłem. Piszę o tym, bo też mam bloga, ale mój jest na poziomie jaskinowca. Jeszcze, ale soon będzie taki ładny, albo prawie, jak Twój. To nie jest autoreklama. 

 

Zmęczyłam się. Zabrałeś mi 91% energii. To cześć i bez odbioru. Ok? Pa 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

No masz ;)))) Na te lewaczki nie ma sposobu ;D Toż pisz ten swój wiersz, i się nie irytuj. Ja sobie spokojnie oglądam filmik na necie i jak mi się "podwiadomisz" to odpisuję bez nerw i zbędnych ceregieli. To co ty byś chciała pod moim tekstem kończyć dyskusję? Nie ma tak lekko, jak gości zapraszasz do domciu na prywatkę, to oni po dżamprezie zostają a ty wychodzisz do kościoła? Co ty wyrabiasz tu pod tym moim tekstem to dopiero jest poezja ;D.  Przejdziesz do historii tego portalu. Podaj chociaż adres tego twojego bloga, to se poczytam, bo mnie zanudzisz ;D Dawaj namiary :)

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Napisałam villenellkę, wrzucę ją w niedzielkę :]

Ok, panie Gospodarzu ostatnie słowo należy do Ciebie, jeśli mas ztakie życzenie.

Stronki nie podam, bo jest nieprofesjonalna.

 

Ogłaszam wszem i wobec Dobrej Nocy :)))

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

@ais @Tomasz Kucina @[email protected] AOU - jak to było bo pamięć ropusza już zawodna - ala ola ula?? Specjalnie dla CIEBIE goły wiersz jakim chcesz go widzieć dla mnie już nie wiersz Pana Tomasza ;) Trochę jestem zły sam na siebie, że zamiast zrobić dwie lekcje hiszpańskiego [o żadnej autoreklamie tutaj nie ma mowy - najzwykleiszy choć wirtualny fakt suchy jak sucharek ;)] z trudem udało mi się przebrnąć przez komentarze - ale przebrnąłem! Cała ta dyskusja dotyczyła kwestii czy jest to już pantum czy jeszcze nim nie jest? Śmiem stwierdzić, że mnie to akurat najmniej obchodzi. Sam werdykt, a ten może jedynie paść z ust eksperta, który to może stwierdzić - o zgrozo! że ani ten ani tekst Pana Grzegorza tak naprawdę pantum nie jest i co WTEDY!? Ano to co zawsze szybkie przytwierdzenie nóżek do podłoża oczu śledzenie pozczególnych linijek i skupienie się na treści wiersza, a nie na ramce i opakowaniu. Naprawdę tyle dyskusji musiało być o tejże ramce i opakowaniu???? Pozdrawiam Pan Ropuch

 

PAntum po burzy (autor: Tomasz Kucina)

 

w ludzkiej potrzebie – z automatu

zerkamy w gwiazdy w obce oczy

świat grzmi w iluzji i wiruje

świetlisty obłęd zapatrzeni

 

w tym co po burzy widzą oczy

czy ozon się wydziela z białek?

czy ta Istota z zapatrzenia

wyświetla czujny obraz Duszy?

 

jesteśmy w związkach genów – białek

poukładanych w sekwens Stwórcy

i w naszej bezkrytycznej Duszy

tyle od siebie innym damy

 

wielka jest moc naszego Stwórcy

i wiedzą o tym gentlemani

i w kapeluszach huczne Damy

pod butonierką marynarki

 

zaszyfrowani gentlemeni

niewiasty zostawiają zapach

w służbie Ojczyzny – do Marynarki

w kolejnym porcie nowsza wena

 

poszlaka szminki obcy zapach

czy to jest kod rozumnych stworzeń?

a wiersza tego czulsza wena

żoną i córką tobie krzyczy!

 

ilu dotknąłeś twórczych stworzeń?

wierność użala się w twych wierszach?

Dusza twa co dzień rymem krzyczy

pierś wypinają – twe popiersia

 

do czego? do literek w wierszach?

albo do absurdalnych pokus?

nie tego pragną twe popiersia

one wierności – chcą uroku

 

nie daj się zwieść „oskarom” pokus

pozostań godnym wciąż człowiekiem

odczyń modlitwę od uroku

póki Bóg nie przykryje wiekiem

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Lucy Rams Lucy wiesz że jeden wiersz piszę od 3 lat i jest jeszcze nieskończony, zawsze czegoś brakuje a "Ciche dni" napisałem 24.11.16 i jak widzisz wzbudza kontrowersje. Każdy te strofy widzi inaczej, inaczej je czyta, inaczej rozumie. Najgorzej jak wkradnie się do świadomości nuta złośliwości i zazdrości, wtedy merytoryczna dyskusja jest niecelowa. Takie młócenie plew.

Miłego weekendu.

Opublikowano

re re kum kum re re kum kum panie Kermit, znaczy

Panie Ropuch, AOU, to ANTYCHRYST OMEN UPIÓR żadna tam AlaOlaUla :-/

 

tyle fatygi dla mnie? i cały komentarz dla mnie? i wierszyk golusieńki, jak go autor stworzył, dopóty go nie upokorzył? (nie, no żart, to tylko dla rymu xD)

Ojej! Ojej! Senkjó! Senkjó weri mać.

 

Uprzejmie proszę nie kierować do mnie komentarzy pod wierszem Tomasza

 

Żegnam się czule.

re re kum kum re re kum i robimy w wodzie plum

 

Opublikowano (edytowane)

Zaborcza Pani! re re kum kum! jak czytacz wytrawny to i pojmie, że komentarz był - do całej dyskusji o wierszu samym wierszu Autora też!

No cóż może wypadałoby się trochę i zamarynować to i wytrawność się nomen omen pojawi. Farewell Señorita!

 

Ps. Poprawiłem te małpy we wcześniejszym komentarzu - by się już nie czuła, miła Pani, szczególnie wyróżniona! A tu tą małpę^ usunąłem z tego samego powodu ;)

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Pan Ropuch Absolutnie nie chodzi o ramkę i opakowanie ale o zasady, albo się ich trzymamy chociażby w najwęższym zarysie,
albo przewracamy poezję do góry nogami. Wybór należy do nas samych. Tylko uszanujmy zarówno tych co zasad się kurczowo trzymają, ale zarówno tych którzy na niwie poetyckiej chcą tańczyć trepaka.
 

Miłej soboty.

Opublikowano (edytowane)

Panu też raz po raz wytykają brak poszanowania zasad(czy ich nie dotrzymanie, bądź samo ich naginanie) jak mnie pamięć nie myli. I toczył Pan nie raz o to niejedną batalię. Kończąc już - nikt mnie nie przekonał i Pan również, że to pantum nie jest, a już na pewno nikt mnie przekonał, że tekst traci poprzez swój graficzny zapis cokolwiek na swym odbiorze i swojej wartości. Tyle!

 

Również miłej soboty!

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Trochę się zgodzę, a trochę nie.

Albowiem wszystko wokół ewoluuje w tym również Pani Poezja i ja kompletnie nie mam zastrzeżeń, że ktoś wychodzi poza ramy. Lubię rewolucjonistów i buntowników. Punk's not dead!

Ale lubię także klasyków, ich wysublimowane piękne poematy, arcymistrzowska praca nad słowem. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Takie angielskie, arystokratyczne, książące. No, uwielbiam.

 

Tomasz wychodzi poza ramy nie zważając na konsekwencje i ta odwaga mi, imponuje bo nie każdego stać na bycie sobą i podążanie ścieżkami novum.

 

Aha, i po tylu komentarzach tak czytam tytuł:

Pan tu M po burzy?  xD

 

Życzę Wszystkim uśmiechu i zdrowia

Milusińskiego dnia :)))

 

 

Opublikowano

Tomasz i tak ma szczeście, że Grzegorz zechciał Go odwiedzić, ja nawet nie moge liczyć na komenatrz chlip, chlip.

 

Widocznie moje PANTUM jest zbyt genialne dla Grzegorza, hahahahahaha

 

:]

 

to byłam ja,

ais ais bejbe

hahahaha

Opublikowano (edytowane)

@Pan Ropuch Postanowiłem nie komentować dalej tego mojego wiersza, bo widzę, że żadne argumenty merytoryczne nie docierają do krytykujących. Ty Panie  Ropuchu też nie uświadomisz ludzi z założenia nakierowanych na krytykę. Ten pan, którego pięknie zarekomendowałem na początku tego "pantum" odpłacił mi falą niekończącej się krytyki pod tym utworem. Teraz rozczula się nad swoim tekstem używając argumentów - "trepaka". Już nie skomentuje dalej bo w zasadzie nie ma sensu przepychać się z intruzem. Co do MOJEGO tekstu - stwierdzam, że śmiało można uznać go za "pantum".

Otóż:

Jest bowiem to wiersz zwrotkowy nie ciągły. Każda zwrotka składa się z czterech wersów jak to musi być w "pantum", są w użyciu rymy. Do tego są to rymy krzyżowe choć to warunkiem akurat być nie musi. Jest regularność sylabiczna bo wersy są dziewięciozgłoskowe (z wyjątkiem tego jednego o którym pisałem - sprawa liftingu, usunięcia przyimka "do" naprawia niedoskonałość). Obowiazuje tu zasada w której: każdy rym z 2 i 4 linijki poszczególnych zwrotek jest przeniesiony do 1 i 3 wersu każdej zwrotki następnej, mało tego nie tylko rym, ale i cały wyraz zrymowany jest przenoszony. 

W tego typu "pantum" które złożyłem - zastosowałem przeniesienie samego wyrazu zrymowanego, w pierwotnych wersjach "pantum" przenoszono całe linijki z wersów 2 i 4 ze zwrotek do wersów 1 i 3 zwrotek następujących po nich, ja zdecydowałem się na przeniesienie tylko ostatnich wyrazów tych zrymowanych (co w "pantum" też miało zastosowanie wielokrotnie), dlaczego taki wybór? - ponieważ nie sztuką jest kopiowanie całych zdań jednej zwrotki do zwrotki kolejnej - wtedy 50% takiego "pantum" jest powtórkowe - moim zdaniem to flaki z olejem, za to w formule której sie podjąłem zaaplikowałem w zamian homonimiczność, bo zwróć uwagę Panie Ropuchu niektóre wyrazy przeniesione choć identycznie brzmiące nabierają innego znaczenia, przykładowo: wyraz "damy" i "Damy" raz to czasownik czynność, a w zwrotce następnej to już rzeczownik określający kobiety, "marynarka" raz jest częścią ubioru męskiego a późnej to rodzaj służby wojskowej - i to są ciekawe zastosowania. rym abab czy abba w poszczególnych zwrotkach nie jest wymogiem "pantum", spójrz to najprostsza wikipedyczna informacja o tym:

 

Pantum (pantun) - powstała w 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  forma , zbudowana ze  czterowersowych,  (z układem rymów abab lub abba) lub nie.

 

skoro wyraźnie pisze lub nie, to chyba jasne że nie jest obowiązkiem stosowanie zamkniętych układów rymicznych w zwrotkach, skoro nie jest - więc moje "pantum" oparłem na przeniesieniu całych wyrazów zrymowanych według reguły (wyrazy zrymowane w wytłuszczeniu): abcd bedf egfh gihj ikjl kłlm łnmo npor psrt - i jest to zasada prawidłowa w "pantum".

 

Końcówka (ostatnia zwrotka) w "pantum" może być ale nie musi wchodzić w relacje rymowe z pierwszą zwrotką, może w każdym miejscu "pantum" po prostu być urwane, zobacz co mówi definicja:

 

Zakończyć można po prostu urywając wiersz po kolejnej zwrotce, albo przez powrót do linijek 1 i 3 z pierwszej strofy (jedynych dotąd nie użytych) i umieszczenie ich jako 2 i 4 (lub 4 i 2) ostatniej.

 

skoro można urwać wiersz, to zastosowałem oto taką właśnie metodę, do tego spinając ostatni wers [36] z wersem [34], bo można, a poza tym tak jest ładnie dla ucha i oka. Reasumując: To "pantum" - urwane. 

 

Treść jest logiczna, nawiązuje do opisu wzajemnego szacunku ludzi żyjących w małżeństwie czy alternatywnie związku mieszanym nieusankcjonowanym w prawie (do wyboru), wiersz napisany językiem wyszukanym a nie prostackim zgodnie z konwencjami obowiązującymi w czasach gdy pantum powstawało, (przypominam XV wiek), nie ma więc jakiejś brudnej "ultraskiej" formy, podsumowując: nie wiem do czego tu się przyczepiać i ciągnąć temat? Nie dyskutuj Panie Ropuchu z moimi krytykami bo ciebie znienawidzą, wystarczy, że nie szanują mnie. Pozdrawiam - czuję z  Tobą więź w uszanowaniu sprawiedliwości! Za to dziękuję.

 

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Panie Ropuchu @Pan Ropuch Sam widzisz czytasz, że pan --> @[email protected] szuka zasad w tym "pantum", a ja mu przecież w kolejnych komentarzach pokazuje, że te zasady w moim "pantum" mają zastosowanie, natomiast przykłady jego "pantum" nie w każdym elemencie są poprawne - co wskazałem w jednym poprzednim komentarzu - dla porównania, skoro taki "czysty i elokwentny" jak to śpiewał chociażby Kult, teraz pisze o zazdrości, tyle tylko, że to mój wiersz i wypowiadam się raptem co jego technicznej instrukcji, pan domaga się twardych zasad w poezji tylko nie za bardzo potrafi wskazać gdzie te zasady u mnie są drastycznie naruszone? Czegoś chce, a nie wie sam czego, i pisze o zazdrości, trudno zrozumieć, że odpowiedzi pod własnym wierszem na zarzuty krytyków mogą być jakąkolwiek  formą zazdrości - to jest dla mnie niezrozumiale! ;))

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...