Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

22 marca 2003

Czasami mam wrażenie, że przypominasz sobie o mnie wtedy, kiedy ja przypominam sobie o tobie. Gdy daję znak, że jednak gdzieś jestem.

Nie śpieszcie się z miłością do mnie lub śpieszcie się już teraz, bo w ostatniej minucie może być za późno. Mogę stanąć wam w gardle, wyplujecie mnie na już opluty świat.

Oplecione wokół mnie nitki czasu próbują przebić się do skóry, przez nią do serca
i jeszcze dalej, choć nie wiem czy jakieś dalej jest.

Wczoraj czułam się trochę dziwnie, taka dziwność jakbym znajdowała się w złym czasie, w złym miejscu. Jakby nie powinno mnie tam być, gdzie byłam. Czułam się opakowana zbyt dużą ilością ubrań, za daleko od własnego ciała. Nie mogłam się dotknąć.

Co ja bredzę, co ja bredzę…

Ale gdy wreszcie przyszłam do domu, zrzuciłam z siebie wszystko, wszystko
i dałam się ponieść wodzie, spłukałam resztki obcych zapachów, tak, chciałam być czysta, czysta jak Grochowisk napisał, prawie głupia, nie myśleć, nie wiedzieć, nie czuć. Włosy czesane palcami, mokre, cała ja ociekająca w białej wannie, moje blade, nieprzyzwoicie i chorowicie – ciało. Zbyt dużo ciała, po co mi tyle nóg, po co mi tyle… Oczu, uszu, ust? Po co jestem sobie, dlaczego? Ciało jest jakby na sprzedaż, ładniejsze opakowanie zapewnia szybszy zbyt, większą cenę. Nie jest dla mnie – tak czasem czuję, że nie jest moje, tylko tych rąk, których jeszcze nie znam, oczu, które jeszcze mnie nie widziały.

Ciało tak ciepłe, że parzy nawet moje myśli, jak tłumik wycisza je, niszczy. Opętanie czy histeria? Ręką od linii piersi do bioder, od ust do pięt, od kolan do łokci badam swoją niedoskonałość. Zbyt wiele czegoś miękkiego pod skórą, za daleka droga do kości, do krwi. Za daleko. Otulony włosami rozum usypia, wyłącza się, wypychany przez…co? Ja nadal sama przed lustrem. Czy to nie jest obrazoburstwo? Na czyje ja jestem podobieństwo? Kiedy podnoszę brwi, strząsam z czoła myśli, zasłaniam oczy przed swoim wzrokiem. Przeze mnie płynie już tylko wiatr – od ust do płuc, przez nos i dalej i porami skóry i oczami.

Wielkie pogodne słońce wpada we włosy, płonę teraz jego światłem, ustałam w jego obieganiu. Zmrużone powieki okien nie dosięgną mnie, nie dostaną, tak subtelnie tkwię poza polem ich widzenia. Zwinęłam się w kłębuszki nerek, tylko język ciągle chce dotykać chmur, czuć powietrze. Głowa dudni pustką, a pościel chłodna jak płatki, opłatki, opada, opada… na mnie i zmięte prześcieradło.

Obudziłam się i znów była tylko bezpostaciowa mieszanina gazów, nawet mój kolor się przez nie nie zmienił, tylko zniekształcone obrazy nieba nad głową były takie jak zawsze. Jak wyjęte z Krzyku, przetrącone, poronione.

Obudziłam się w morzu krwi, w czerwieni, która wysiąkła ze mnie, przesiąkła przez wszystkie kołdry, prześcieradła, przez wszystkie gorączkowe sny, chorobliwe majaczenia. W głowie dzwony wszystkich świętych katedr świata i muzyka natrętna jak komar w romantyczną letnią noc.

Spadało na mnie słońce, znowu spadało, nie mogę uwolnić się od spadających słońc. Kopernik uświadomił mi, że jestem tylko łódką bezradnie dryfującą we Wszechświecie, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z każdym wschodem słońce spada – właśnie na mnie, a ja muszę je podrzucić i zawiesić z powrotem na sklepieniu, którego przecież nie ma… W końcu któregoś ranka zabraknie mi sił i spadnę razem z nim tam, gdzie po wypaleniu idą wszystkie słońca. W ciszę czarnych dziur by badać ich koniec i czym są, bo może są tym ciemnym tunelem z Bogiem na końcu.

Dlaczego ja muszę… Ofiara krwi, jakby to były jakieś święte stygmaty, po co tyle bólu? Największe upokorzenie świata – być pokonaną przez własne ciało, wić się
i przyznawać mu rację. Znowu ciało.

Teraz wszystko sprowadza się do ciała – jedzenie, picie, czasem zmysłowe poruszenie, zupełnie przypadkowy drapieżny ruch w stronę innego ciała.

Dziś jestem cała ciałem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @A.Between Było napięcie, nadzieja, ale przestrzeń między nimi malała, możliwości bycia razem kurczyły się.  Czytam w tym wierszu o czymś co mówi o rozminięciu się potrzeb  i droga do tego miejsca już się zamknęła. Smutny, ale piękny.       
    • @A.Between Dla mnie to o relacji, której jedna strona nie bierze tak poważnie jak druga.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Podmiot chce zbudować coś stałego, planować wspólną przyszłość i stworzyć wspólną rzeczywistość. Jednak jego oczekiwania nie są odwzajemniane. Druga osoba szuka jedynie bliskości, chwili wytchnienia od świata. Podmiot się na to "nabiera", to znaczy wierzy, że to ma szanse przerodzić się w coś głębszego.    Jednak tu wychodzi bolesna prawda. Okazuję się, że druga strona tak naprawdę nie jest tak zaangażowana. To nie jest wzajemność, każdy ma inne wyobrażenia o tej relacji.   Ta chwila ciepła pozostawia ślad w postaci przywiązania. Tworzy się więź, jednak bardzo wąska, nie rozpycha się, miejsca na emocje jest naprawdę niewiele, ale powstaje to połączenie, które trudno odciąć.  No ale właśnie, ta droga jest tylko "jednokierunkowa" ;)    
    • "Leśne głębiny" Pamiętam dobrze sekrety ostoi, szlaki zwierzęce, przejścia odwieczne. Wchodziłem w pralas, co wieki już stoi, choć rozum ostrzegał: „To niebezpieczne”. Tam czarny bocian w ciszy gniazdo plecie, łoś płową łychą drogę ci zastąpi, żmija mknie skrycie w paproci bukiecie, a mchu aksamit wskazówek nie skąpi. I to wrażenie, że wataha śledzi, gdy mrok gęstnieje w gasnącej pożodze... Tam w wiecznym cieniu szukasz odpowiedzi, idąc przez puszczę po dziewiczej drodze. Gąszcze półmroków mijane w zaparte, przez martwe bagna, kresem tchu ostatka. Przeszkody wolą i hartem odparte, gdzie dzika knieja – to jedyna matka. Chęć, by odciskać ślad stopy swobodnej tam, gdzie człowiecza obecność nie gości; w pogoni za cudem natury płodnej, w sercu spragnionym surowej wolności. A gdy wracałem w ludzkie szlaku progi, wciąż czułem pod stopą bagienną miękkość. W milczeniu wchodziłem w nasz świat ubogi, niosąc w umyśle puszczy nieugiętość. – Leszek Piotr Laskowski
    • @Łukasz Jurczyk   Bardzo dziękuję!    Dziękuję - trafiłeś w sedno. To zmęczenie byciem jedyną stroną, która jest. Twoje wiersze są piękne, zabieram ze sobą ten o powidoku snu.      Sama byłam ogniem. Druga strona – to tylko odbicie płomienia. Twoje wiersze jak chłodna woda. Gaszą, co trzeba. @hollow man    Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. :) 
    • do niedawna wiedziałem co się dzieje na podstawie nagłówków w artykułach na wirtualnej czy x teraz po prostu nie czytam żadnych wejść na strony newsowe już nawet przestałem słuchać moich ulubionych lewaków z kanady może to obojętność przeładowanie kolejnymi breaking news paski lecą kaskadą czasami wrzucę cnbc notowania akcji analizy giełdowe uspokajają świat wiruje w takt wzrostu na lockheed martin a ja się zastanawiam czy aronofsky powinien nakręcić drugą część pi czy właśnie w niej jesteśmy baudrillard napisał wojny w zatoce nie było i żadnej później tak czy inaczej dzieci do obsługi dronów szkolić trzeba od małego takie przemyślenia bo patrzyłem akurat  w twoje oczy gdy telewizor  w pokoju obok obwieścił że jakaś  nowa wojna
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...