Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

(prawie bajka)

 

Siadł pewnego razu bociek

na latarni, i klekocze...

 

Na latarni, ponad drogą,

z podwiniętą jedną nogą.

 

Czekał tak... vis à vis szkoły

zatroskany, niewesoły.

 

Obserwował skrzyżowanie

skrupulatnie niesłychanie.

 

 Nawet przysnął zasmucony

 tym, że dzwonek nie zadzwoni.

 

Przystanęłam na żądanie

                                       i - pstryk

- fotkę masz... bocianie.

 

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez M_arianna_ (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@milczenie owiec

 

Nowe zajęcie bociana.

@Natuskaa

 

Można byłoby.

Dzięki.

@Kot

 

Podpadłeś Kocie...

Sam chętnie wdrapałbyś się na latarnię, żeby trochę boćka połaskotać po... główce.

W sumie to mam też fajne, znajome koty; miau - miau.

 

Dziękuję.

 

A dzieci jest za mało... Są miłe, grzeczne, i cierpliwe.

Nie mogą wyjść z domu bez rodziców. 

Pozdrawiam.

Edytowane przez ~Mari_anna~ (wyświetl historię edycji)
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...