Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Od dłuższego czasu planuje gdzieś wyjechać, urwać kontakt z osiedlem, dzielnicą, miastem. Zazwyczaj wszystko diabli biorą, bo spotykają mnie rozmaite przeciwności niweczące wszystkie plany, począwszy od wyjazdu po odpoczynek we własnym domu. To zlecenia z wydawnictwa, sprawozdanie z marzeń albo urzędnicze niedociągnięcia. Nawet żona ujada już od miesięcy:
- zabieraj walizki, maszynę do pisania i jedź.
Brzmiało to w jej ustach jak namowa do niejednoznacznej separacji. Sam też czułem, że oddalamy się od siebie z każdym wieczorem, kiedy każdy z nas siedział w milczeniu w swoim ulubionym pomieszczeniu w ciasnym mieszkaniu. To kolejny cholerny powód, żeby wyjechać, tęsknota czasem wiele wyjaśnia, klaruje, naprawia spocone i zmęczone małżeństwa.
Ostatnio czuję się jakiś nieswój, dlatego postanowiłem, że nie ma mnie dla nikogo. Od teraz. Kupuje bilet na Bahama, Rodos, gdziekolwiek. Chce czuć jak piasek pali moje płaskostopie, cień palmy na brzuchu i widzieć biegające bikiniary. Wieczorami maszyna do pisania rozplątująca mnóstwo nowych wyobrażeń, może po raz pierwszy poczuję, że nie musze wyrywać kartek papieru z mojego „Mercedesa”.

W SAMOLOCIE

Już siedzę wygodnie na pokładzie jakiegoś wielkiego, pasażerskiego samolotu. Lecę na Baleary. Nie pożegnałem się z Josephine, uznałem, że tak będzie lepiej. Oboje będziemy sobie pluli w brody, że tego nie zrobiliśmy, to jakby pierwszy krok do tęsknoty. Nie musze nikomu machać, zamykam oczy i czekam na szturchnięcie stiuardesy - że czas na pierwszy posiłek. Stało się, czuję delikatną dłoń na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się i otworzyłem oczy, zastałem wzrokiem przerażonego pasażera obok. Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, patrzył na mnie i na stiuardesę niespokojnie. Odwróciłem się szybko i zobaczyłem jak stiuardesa wyciąga chusteczkę i zaczyna wycierać moje usta.
- Co się dzieje, o co chodzi?
- Pan krwawi, panie...
- Frederiksen, Frederiksen jestem – odpowiadam roztrzęsiony.
Stiuardesa wyciągnęła puderniczkę i ustawiła przed moją twarzą.
- Brakuje mi dwóch zębów, przecież to niemożliwe, ja nie mam dwóch zębów...!
- Naturalnie panie... Frederiksen.
- Naturalnie?!
- Życzy pan sobie czegoś? Nasz samolot jest wyposażony w najlepszy serwis gastronomiczny, nasi kucharze robią wszystko w swojej mocy, by potrawy były świeże, smaczne i zaspokoiły głód każdego pasażera.
- To szaleństwo, jakie potrawy, nie widzi pani, że nie mam dwóch zębów – wpadłem w furię.
Na pokładzie rozpętałem piekło, latałem po wszystkich klasach, zaglądnąłem w każdy zakamarek, pod wszystkie fotele, byłem nawet w toaletach męskich i damskich, ani śladu po moich zębach. Nie pozwolili mi wejść do kabiny pilotów. Jakiś mężczyzna w przyciemnianych okularach oznajmił mi, że do kabiny wstęp wzbroniony dla pasażerów.
- Szukam swoich zębów, nie jestem terrorystą, nie zamierzam robić zamachu. Ja chce tylko swoje zęby rozumiesz?!
Ten uśmiechnął się i powiedział:
- Szukasz pan zębów to do dentysty – wyszczerzył swoje białe uzębienie i wypchnął mnie do przedziału.
Byłem wściekły i bezradny, jakaś kobieta chwyciła moje dłonie i zaprowadziła mnie na moje miejsce. Usiadłem zmęczony i próbowałem zasnąć.

BALEARY

Obudziłem się na lotnisku, wokoło mnie mnóstwo ludzi oczekujących na lot, nad wejściem na lotnisko wisiał ogromny napis „Welcome to Balearas”. Nie brakowało mi bagażu, maszyny, ani płaszcza, wszystko było ładnie ułożone na wózku. Brakowało jedynie mojego uzębienia, przejechałem językiem po dziąsłach, czułem smak żeliwa i krwi, zostały mi tylko dwie ósemki. Spanikowany pytałem ludzi czy wiedzą skąd się tu znalazłem, Każdy kiwał głową jednakowo. Rozglądałem się nerwowo wokoło, wszystko było takie normalne, niezakłócone. Spostrzegłem na ziemi krople krwi, szybko podążyłem za nimi. Zaprowadziły mnie aż na plaże, za mną rozciągał się rząd pięknych palm, przede mną bikiniary biegały beztrosko, piasek sparzył moje stopy. Tak jak chciałem, moja psychika jeszcze tego nie ogarnęła, a ja już wiedziałem, że nic nie zakłóci mojego wypoczynku. Nie żałowałem sobie, najlepszy hotel w okolicy zrekompensował moje cierpienie.
Nadszedł zmierzch, otwarte na oścież ogromne okno z widokiem na morze otworzyło moje horyzonty i mogłem siąść do maszyny, delikatny wiatr roznosił po moim apartamencie kojące zapachy, stukot klawiszy mojego „Mercedesa” nastrajał i rysował ostatni rozdział mojej powieści. Jeszcze tylko piwo, tutejsze papierosy lucky strike i zamieniam się w głównego bohatera mojego kryminału.
Tej nocy nie umyłem zębów, ogromny dyskomfort dopadł mnie przed lustrem, próbowałem się uśmiechnąć, ale to ponad moje siły. Przepłukałem usta zimną wodą, czułem skrzepy gojących się dziąseł, ostatnie ocalałe dwie ósemki. Schylony nad umywalką z ustami pod kranem, próbowałem przebiec myślami po całym tym zdarzeniu, począwszy od wsiadania na pokład samolotu, po drzemkę, stiurdesę której zachowanie było zadziwiająco absurdalne... zatrzymałem się przy człowieku w przyciemnianych okularach, jego uśmiech, pełne uzębienie. Olśniło mnie... wtem usłyszałem stukanie do drzwi. Kiedy do nich doszedłem nikogo już nie było. Na wycieraczce leżało pudełko, podniosłem je rozglądawszy się na obie strony korytarza. Otworzyłem niepewnie pudełko, znalazłem tam bandaż przybrudzony krwią i obcęgi dentystyczne. W bandaż zawinięte były zęby, odrzuciło mnie, obejrzałem je dokładnie, wyglądały obco, przypiłowany trzonowy, plombowane obie szóstki. Korciło mnie, żeby pójść do łazienki i wepchnąć je w ranne dziąsła. Pół nocy usilnie wsadzałem zęby, w akcie desperacji niektóre dziąsła nawet podważałem obcążkami, by choć jeden ząb pasował, na próżno. Niektóre trzymały się przez kilka sekund poczym wypadały. Zrozpaczony usiadłem na ziemi, wziąłem do rąk pudełko, na dnie leżała kartka.

- Panie Frederiksen, jestem Alojzy Tempicki. Jest, a raczej był pan posiadaczem moich zębów. Poczyniłem wiele starań by je odzyskać. Kosztowało mnie to dwanaście lat cierpienia, teraz kiedy jestem już prawie tak blisko końca tej katorgi, pan pokrzyżował moje plany. Jest pan posiadaczem jeszcze moich dwóch ósemek, na spodzie pudełka, które panu dostarczono leżą obcęgi dentystyczne. Proszę o usunięcie nimi moich dwóch ósemek i zawinięcie je w bandaż. Proszę je dostarczyć na adres widniejący na końcu tego listu. Dziękuję Alojzy Tempicki.

ps. Zęby które pan otrzymał należą do pana, proszę przystać na tą sprawiedliwą wymianę.

Zmroziło mnie, nie wiedziałem co zrobić. Pozbyć się moich ostatnich dwóch zębów? A jeśli to jakiś żart? Walczyłem z myślami do białego rana. W końcu zdecydowałem się wyrwać ostatnie zęby. Zawinąłem w bandaż i udałem się pod wskazany adres. Drzwi otworzył mi jakiś niewyraźny facet, milcząco wskazał palcem, że mam się udać do salonu. Oczekiwałem nerwowo tego całego Tempickiego, miałem ochotę mu nawrzucać, czas dłużył się, a on nie przychodził. Po jakimś czasie przyszedł ten sam, który otworzył drzwi:
- Pan Tempicki nie może się z panem zobaczyć, prosił by zostawił pan przesyłkę.
- Zaraz, zaraz, czegoś nie rozumiem, najpierw każecie mi wyrwać brutalnie zęby i przynieść tutaj, czekam jak kretyn na człowieka który pozbawił mnie uzębienia, a teraz mówisz pan, że nie może się ze mną zobaczyć?
- Niestety...
- Co niestety, żądam wizyty z Tempickim !
Poczułem uderzenie w potylice, chyba zemdlałem. Ocknąłem się tu, na plaży, szczerbaty, pali mi stopy, bikiniary wciąż biegają i palmy szumią na wietrze.

Opublikowano

Niezłe. Szczególnie zachwyciły mnie bikiniary, choć nie miałbym nic przeciwko toplesiarom.
Nie uniknąłeś jednak co najmniej kilku kilku błędów:
to zlecenie- To zlecenie
-zabieraj walizki też wersalik
nie swój- nieswój
Wyrywać kartek... z mercedesa -może raczej wyszarpywać
będziemy sobie pluli w brodę- w brody?
Nie podoba mi się słowo stiuardessa- chyba zbędne spolszczenie ( poza tym jest nadużywane)
wyciąga lusterko z pudrem- może otwiera puderniczkę
Na początku pan F stwierdza brak dwóch zębów, potem okazuje się, że dwa mu tylko zostały (czyżby pierwotnie miał tylko cztery?)
w samolotach kucharzy nie ma - korzystaja z usług firm cateringowych
latałem po wsystkich!? klasach
welcome to Baleary - Balearas (Balearic Islands)
czułem smak żeliwa!? i krwi
z Balearów raczej nie da się dostrzec oceanu
przebiec myślami po całym tym zdarzeniu?
podnisłem je rozglądawszy? się
ranne dziąsła- może raczej rany w dziąsłach
Uff, trochę mnnie to zmęczyło. Nie mam jednak belferskiego zacięcia, ale opowiadanko po tych i i jeszcze kilku stylistycznych porawkach będzie niezłe.
PS. Przyjaciele Topora są moimi przyjaciółmi.
p

Opublikowano

dziekuje za wyczerpujacy komentarz, bledy naturalnie poprawie, przyznam ze popelnilem blad wsadzajac to opowiadanie zaraz po napisaniu, przeczytalem je tylko raz :/ a tak byc niepowinno, teraz ponosze tego konsekwencje

co do zebow ze zostaly mu dwa, chodzi o to ze gdy zasnal ponownie w samolocie i ocknal sie na lotnisku w czasie drzemki zniknely pozostale zeby w rezultacie zostaly dwa, choc faktem jest ze moze byc to nie jasne, powinno to byc napisane... nie mam pojecia jak sie pisze stiuardessa po angielsku, szczerze nie chcialo mi sie szukac, wszelkie spolszczenia byly raczej moim niechlujstwem, a niektore sa zamierzone

wielkie dzieki za przeczytanie

czolem

dytko

ps. przyjaciele Topora sa rowniez i moimi ;)

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

hi,hi. witm ponownie:) przeczytałam. Toporowe- faktycznie. Nie lubie się czepiać błędów styl. i językowych ,więc nie będę:)) podobało mi się, masz nieco rozbierzny styl,ale t bardzo dobrze(właściwie to się nie znam na stylach:) raczej jak czytam to odczuwam- więc poczułam że na mojej twarzy pojawia się uśmiech:))
pozdrawiam gorąco

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszek Piotr Laskowski Napisz coś w formie wiersza, może będzie łatwiej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] Obława (W Wietnamie)  [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt.  
    • czemu się smucisz zapytał poeta malarza którego spotkał przekraczając próg bardzo  późnej jesieni spójrz na Łąki i pola i lasy - widzisz szarość zamazała ich wielobarwność więc jak mam namalować miły obraz skoro zniknęły motyle kwiaty i zieleń poeta uśmiechnął się i rzekł do niego nie martw się - ja taki obraz namalowałem słowami więc wystarczy byś go przeczytał a potem przeniósł pędzlem na swe płótno po jakimś czasie - na wystawie zwiedzających zachwycił piękny obraz pod którym jego autor dziękował poecie za wiersz który ożywił szare barwy późnej jesieni
    • @Berenika97 Dziekuję, dopisałaś piękne rozwiązanie. Niech tak się stanie! @LessLove To jest marzenie o... wolnej woli, która boli. Twoja pierwsza wersja bardzo mi się podoba. Dziekuję. A dlaczego męski sposób wyrażania? Ktoś pisał podobnie? @Nata_Kruk Dziekuję. 
    • Witaj -  Twój czuły pomruk, bliski szept, którym wypełniasz moją ciszę - pięknie to brzmi - czule i słodko -                                                                                                                     Pzdr.serdecznie.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...