Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szczerze przyznam, że moje dzisiejsze samopoczucie, można przyrównać do rozłożystego głazu depresji pod którym akurat spoczywam. Smutny i wycofany z umiejętności obcowania z każdą bezpowrotnie mijającą chwilą. A zatem idę powolutku z umysłem spuszczonym na kwintę, widząc przed sobą wędrujący zad metaforycznego „Kłapouchego’’. Ptaszki ćwierkają radośnie, lecz zamiast nich słyszę wycie piły łańcuchowej, przyczajonej gdzieś w kącie, by za chwilę zaatakować i przeciąć na pół… półtora nieszczęścia. Podążam niespieszno bez żadnego celu. Spoglądam w dół, raz na prawy, raz na lewy but i dochodzę do wniosku, że gdy jeden się pojawia to ten drugi znika. I tak na przemian. Jak to w życiu. Zawsze jakieś urozmaicenie.

 

Nagle walnąłem w ścianę. Nie szedłem za szybko, więc nic poważnego nie uszkodziłem. Jedynie nos zdrapał trochę tynku. Widzę go na jednym bucie. Gdyby nie wiatr, który spychał w jedną stronę, to może bym zobaczył na dwóch.

 

Odchodzę kawałek od ściany, by wiedzieć co mnie w tym miejscu tak raptownie zatrzymało? To mała zielona chatka w kolorze nadziei. Coś takiego. Ja i nadzieja. Ciekawe na co? No nic, stoję i patrzę, wchłaniając gałkami ocznymi jakieś przedziwne bohomazy, które za chwilę skołatany mózg przerobił o dziwo… na sensowny napis.

Czytam i nie wierzę własnym uszom, słysząc bicie mięśniowego agregatora z pulsującą krwią.

 

„Sprzedawca Uśmiechów”

 

Przechodziłem tędy tyle razy i mogę przysiąc, że nigdy takowego obiektu w tym miejscu nie spostrzegłem. Może akurat gdy go mijałem patrzyłem na buty. Sam już nie wiem. Macam po kieszeniach szukając trochę kasy. Mam… tylko nie wiem ile. W razie czego zapłacę zegarkiem. Na diabła mi złota koperta, skoro umysł jest z tombaku, stojący w rozkroku nad przepaścią. Za chwilę moje ego przetnie go na pół i poleci w dwóch częściach na same dno, a za nimi skrzydlate ścierwojady.

 

Delikatne filozoficzne rozmyślania, przerywa brzmienie na wskroś życzliwych słów:

– Serdecznie zapraszam do mojego sklepiku. Do niczego nie będę namawiał. Sam pan zdecydujesz.

 

Widzę jegomościa nijakiej urody, ubranego nadzwyczaj skromnie. Dobrze mu z oczu patrzy, a zatem nie wzbudza nadmiernej agresji… właściwie żadnej. Przecież jestem zdołowany i nie mam ochoty być złym.

Wchodzę do środka a tu pusto prawie. Nawet gołych półek nie ma. Tylko zielony stół, a na nim wiele różnych flaszek. O super… uchlam się i od razu o troskach zapomnę. Albo nawet wypiję… na zapas... by nie myśleć o przeciwnościach, które zapewne czekają w przyszłości, lecz jeszcze nie otwarły drzwi. Patrzą jedynie przez dziurkę, czy już mnie widać na horyzoncie, idącego w gorącym drgającym powietrzu, przegrzanego bezsensem umysłu.

Słyszę słowa:

 

– Bawełny nie sprzedaję, więc nie będę w nią owijać, tego co pragnę zaproponować.

– A co pan może zaproponować takiemu jak ja?

– Nie czytał pan?

– Ach to… czytałem. To żart rzecz jasna. Nie wierzę, że prawda.

– A w co pan wierzy?

– I tak by pan nie uwierzył. Czyli to nie podpucha jakaś?

– Nie. Jestem poważnym człowiekiem...

– Poważnym? Sprzedając radość i wesołość? Też coś. To ja już sobie pójdę, nadal smutny i zmartwiony, jak ogon kłapo…

– Nie chce pan nawet spróbować? Złoty zegarek pod zastaw wystarczy. Nie jestem chciwy. Jeżeli nie będzie pan zadowolony, to go panu oddam, za jakiś czas razem z godzinami. Podpiszemy umowę. Żaden szacher macher! No co? Stoi?

– Mnie już nigdy nie stanie.

– Nie o to pytam.

– Skoro tak… to spróbuję.

– Strasznie się cieszę. Jest mi doprawdy miło.

– A mnie wcale.

– To za chwilę się zmieni. Wspomni pan moje słowa.

– Raczej mnie wspomną przy grobie, jeżeli w ogóle ktoś przyjdzie.

– Może chociaż pies z kulawą nogą… albo gęś. To też stworzenia.

– Akurat. Prędzej starą budę przyśle a spleśniałe pióra wiatr na trumnie zaścieli.

– Co się z panem dzieje. Głowa do góry. Proszę tu podpisać, wypić z zegarka i dać mi buteleczkę. Przepraszam. Odwrotnie. To z emocji. Za bardzo chce pomóc.

– I zarobić.

– Nie ukrywam. No wypij pan wreszcie!

– A nie zachłysnę się?

– Nie. Trup mi tutaj nie potrzebny.

 

No i wypiłem.

 

Uciekam z chatki jak opętany. Taki jestem radosny, rześki i wesoły, że w głos zaczynam rechotać na wszystkie strony. Nawet żabę bym zawstydził, gdybyśmy rechotali we dwoje. Nie życzę sobie, żeby mnie oglądał w takim stanie. Chociaż zapewne już wielu takich wariatów w swoim życiu się naoglądał. A zatem to prawda. Jestem umysłowo odnowiony, powtórnie narodzony, pełen chęci do życia. Jakbym dopiero zaczynał srać w pieluszki nowych wspaniałych dni, których jeszcze tyle przede mną. Wesołych i radosnych. Wszystko postrzegam w kolorowych barwach, a nie w biało czarnych lub szarych. Biegnę wesolutko między stado osobników do mnie podobnych. Patrzą dziwnie, ale krzywdy nie czynią. A nawet schodzą pospiesznie z drogi. Od tej chwili żyję pełnią życia. Nic mnie nie martwi. Kocham ludzi. Mam wrażenie, że daję im wiarę w lepsze jutro.

 

Niestety... jak się miało okazać… nie wszystkim.

 

Moje euforia trwała zaledwie: miesiąc. Znowu leżę przygnębiony niczym osikane linoleum. Ale zegarka nie żałuję. Będę miał chociaż co wspominać, a to z kolei ociupinkę podniesie na duchu, moje psychiczne doły. Idę właśnie w kierunku Zielonej Chatki, podziękować i nie składać żadnych reklamacji. Przyznaję... popełniłem mały błąd. Umowę podpisałem prawie w ciemno. Nie czytając dokładnie, co tam stoi. Może po prostu tak bardzo... chciałem się uśmiechnąć?

 

A jeżeli się okaże, że chatki już nie ma. Wtedy nie będę mógł podziękować, żyjąc cały czas z wyrzutem braku wdzięczności. Oczywiście zapłaciłem i mógłbym tutaj nie wracać. Olać i już. Jesteśmy kwita.

 

Chatka nadal stoi, tak samo jak sprzedawca przed progiem. Czyżby wiedział, że przyjdę? Znowu słyszę serdeczne słowa:

 

– No i co? Zadowolony pan?

– Zadowolony to za mało powiedziane. Oczywiście, że tak! Nie wiem, jak mam wyrazić swoją wdzięczność. Trochę krótko, ale cóż… dałem tylko zegarek.

– I tak byłem łaskawy. Przedłużyłem to pańskie szczęście o tydzień.

– Jestem wielce zobowiązany. Oby więcej takich ludzi jak pan…

– Polubiłem pana… niestety.

– Nie rozumiem…

– Będzie pan pierwszym, przed którym się wygadam…

– Wygada się pan?

– Nie czytał pan umowy?

– Czytałem… ale tak po łebkach.

– Tak pomyślałem. Nie broniłem panu przeczytać. Nawet wyszedłem na chwilę, by nie przeszkadzać. Nie zaprzeczy pan?

– No nie… nie zaprzeczę.

 

Co ten człowiek próbuje mi powiedzieć. Taki się wydawał sympatyczny. Do rany przyłóż. A teraz sprawia wrażenie, jakby stał z łyżką soli, pragnąc nią posypać… ale jednocześnie nie całkiem. Ponownie słyszę jego słowa:

 

– Pan mi wygląda na inteligentnego człowieka, a zatem nie jest panu obcy banał, że wszystko ma swoją cenę.

– No nie. Nie jest.

– Coś zyskujemy, to jednocześnie coś tracimy. Odwieczna zasada. Czasami spokój umysłu.

– To oczywiste! Pozbyłem się zegarka.

– Co tam zegarek. Nie o byle błyskotkę tu idzie. Chociaż fakt, zarobiłem. Po to tu także jestem.

– Proszę wreszcie powiedzieć, o co chodzi, bo pomyślę, że sprzedaje pan bawełnę.

 

Milczy długi czas. Przysiągł bym, że widzę łezkę w jego oku. Tylko nie wiem, czy jest tam chciana, czy wręcz przeciwnie… zawadza. Ponownie słyszę słowa:

 

– Dałem panu wiele uśmiechów i radości… ale

– Jakie może być: ale. Nie zgłaszałem żadnych pretensji. Jak już nadmieniłem, jestem panu bardzo wdzięczny.

– Nie twierdzę, że pan zgłaszał…

– Ale co? Mówże pan wreszcie!

– Pewnemu małżeństwu z trójką dzieci, musiałem odebrać to, co panu ofiarowałem.

 

W pierwszej chwili nie wiem, co powiedział. Jakiemu małżeństwu? Jakiej rodzinie? Co odebrać? Niby wiem, ale nie chcę tej wiedzy dopuścić do świadomości. Dopiero po chwili, dociera do mnie cały sens jego wypowiedzi.

 

– Skoro tak, to jest pan potworem, a nie człowiekiem. Chcę natychmiast anulować umowę. Pragnę pocierpieć, być jeszcze bardziej smutnym, wlecieć w otchłań depresji… ale niech do tej rodziny powróci radość…gdybym wiedział… to czy pan myśli, żebym poszedł na taki układ? Na jak długo pan im odebrał?

– Proszę posłuchać. Po pierwsze: termin anulowania umowy minął. Po drugie: to tylko biznes…

– Tylko biznes? Jak pan śmie gadać takie rzeczy.

– Po trzecie: nawet gdybym wyjątkowo chciał spełnić pańską prośbę… to nie mogę. Aż takiej mocy sprawczej nie posiadam. Mógł pan dokładnie przeczytać. Dokonać wyboru. Miał pan czas.

– Co pan mi tu opowiada?

– Nie żyją. Mąż zabił żonę i dzieci a później siebie.

– Co?! Teraz całe życie będę mieć świadomość, że to przeze mnie...

– Uspokój się pan. Żartowałem. Sprawa dotyczy innej rodziny.

– Naprawdę?

– Przecież mówię.

– Kamień spadł mi serca.

– Na moją stopę.

– Nie rozumiem.

– Nie szkodzi. Jestem tylko sprzedawcą.

– Jedno mnie tylko zastanawia.

– Co?

– Spadł na pana… a mnie boli.

 
 
 
Opublikowano

@Jacek_K

Dzięki:))→Piszę tak jak lubię. A że czasami dziwnie? No cóż... każdy pisze dziwnie na swój sposób.

Np→Szczerze mówiąc→ma większą moc, bo wyraz najważniejszy jest na początku.

A w tym przypadku chodziło o→szczerość.

Często jest tak, że najbardziej nam się podoba u innych styl, w jakim sami piszemy.

A tak w ogóle wszystko sprowadza się do banału→nie ładne to co ładne, tylko to co mi się podoba:))
Pozdrawiam:))

@Sturfan Abnol

Dzięki:)↔A ja takie widziałem. I na żywo i w czasie snu:))→To metafora jeno:))

Pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ja również za pokój. W poniedziałek wrzucę taki wiersz-modlitwę antywojenną, skierowaną tym razem do mężczyzn, nie do Boga... Zauważyłem, że Twoje wiersze to modlitwy o miłość. Są łagodne, bardzo kobiece -a  moje brr bywają wrzaskliwe i heretyckie, ale żyję w stałej przyjaźni z Bogiem, to fantastyczna przygoda. Dobranoc

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ja jeszcze wskoczę do geopolityki, kursów walut, BTC, a dopiero później do łazienki.    
    • Pokazali jej śmierć Nie bała się jej Pokazali jej życie Była przerażona Ona
    • Piszę te wersy dla Was Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas.  Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza. Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat. To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć.  Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani. Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku) To dla Was Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali  Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was) Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu To jest w nas Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was) Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej  Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj Wszystko ma swój początek w jednym miejscu  Jak od jednego słowa  Jak od jednej liczby  Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach  Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem  Dla nas niezrozumiałym Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym A musiałobyć coś wcześniej przecież I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba  Pod opieką słońca Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy  Pod opieką się miej samego siebie I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze O czym ja pieprze Bluźnię Mieszam Boga z Diabłem Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia  By nie było walki Jezusa z Szatanem Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia szatanie wróć do nieba Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła Zgaś czarny płomień ogniska I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam KONIEC BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ I SIĘ UDAŁO POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO  NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...   PS TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE  I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE JESTEM NIGDZIE NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE
    • świeca która nie boi się nocy... choć przecież czasem drży...  (ale to wina wiatru ;))   spolt - literówka?   Serdeczności     
    • @LessLovemodlę się za pokój, za siebie i za miłość:) pozdrawiam:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...