Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

To prawda, że sytuacja skłoni (czy zmusi) nas do przewartościowania pewnych kwestii, wyjścia poza schematy, współpracy i wspierania się nawzajem, jak również do różnych poświęceń. Jednak przyczyna tego stanu nie pozostaje bez znaczenia, chćby dlatego, że kluczową kwestią jest zabezpieczenie się przed takimi dramatami na przyszłość. Człowiek od zarania dziejów mozolnie budował cywilizację po to, by żyło mu się coraz łatwiej i by coraz skuteczniej radzić sobie z całym swoim otoczeniem jego oddziaływaniem. Oczywiście przed niektórymi katastrofami nie da się zabezpieczyć (np. uderzenie asteroidy), natomiast na wiele spraw mamy już istotny wpływ. Przy założeniu, że w grę nie wchodzi zła wola...

 

Niezależnie jednak od tego - oby ten stan wyjątkowy przeminął jak najszybciej!

 

Pozdrawiam

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

dokladnie , a panika spora . babcie i dziadki slabe to i na przeziebienie umieraja zwykle. nie mamy w jaki sposob sprawdzic czy wogole taki i taki swirus istnieje . grypa jak co roku .  cytryna miod wodka i do przodu . gdyby tego nie rozglosniono to by nikt nie zauwazyl. codzien sie rodza ludzie i codzien umieraja . domyslam sie ze strasznie sie zakorzenilo to w ludzkich glowach ale pisanie wierszy o ty to troche przesada jak dla mnie . chyba ze do dzialu fikcja na ten czas.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

No nie wiem. Jak na razie jak dla mnie nie ma wspierania się. Niby jest walka o ludzi chorych, ale zapobieganie szwankuje. Podziały się pogłębiają, bo niektórzy siedzą pod kluczem (grafik na telefon, kadry wystawiają pojemnik przed drzwiami), a inni nadal obok siebie na stołówkach w autobusach pracowniczych czy szatniach. Wystarczy popytać, poobserwować... tak właśnie jest skonstruowany świat i nawet sytuacje wyjątkowe tego nie zmieniają.

 

Zdrówka :) 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dziękuję za Twój głos.

 

Peelka zadaje oba pytania: Skąd przyszedł do nas wirus (Kto stworzył...?) oraz "Kto go puścił w obieg?

Odpowiedzialna za oba czyny jest zresztą z pewnością ta sama osoba, lub grupa osób.

 

Pierwotnie wers miał brzmieć: "Kto stworzył wirus, kto go puścił w obieg", a inspiracją, paradoksalnie, były słowa Kochanowskiego:

"Kto mi dał skrzydła, kto mię odział pióry..." . Smutny paradoks.

 

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Nie można generalizować - ani w jedną, ani w drugą stronę. Widzimy skrawki rzeczywistości, migawki lęku i otuchy. Jedni oferują wsparcie, inni pozostają obojętni, jeszcze inni kpią... Z wysiłkiem staram się zachować spokój, choć daleko mi do optymizmu...

 

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Jeszcze w zeszłym tygodniu wierzyłam, że nie istnieje, że to może tylko taka globalna mistyfikacja.

Niestety, w tym tygodniu zmieniłam zdanie.

 

Lepiej, żeby zwykły zjadacz chleba nie potwierdzał jego istnienia....

Opublikowano (edytowane)

Opierając się na zdaniach wirusologów, jest to patogen odzwierzęcy, który ewoluował,  do formy pozwalającej mu dołączać się do komórek ludzkich. I pytanie, na które odpowiedzi są podzielone, czy ta mutacjcja - ewolucja jest jest dziełem naturalnym, czy powstałym z czynnym udziałem naukowców? Wersja pierwsza, naturalna ewolucja mogła odbywać się w ludzkich organizmach od niewiadomo jak dawna, aż powstał ten jeden zaraźliwy SARS-CoV-2, który może wywołać groźną dla życia chorobę Covid-19. Druga wersja, to ta z "maczaniem palcy człowieka" w pracy nad mutacjami wirusa oraz przypadkowością lub nieprzypadkowym wydostaniem się dzieła poza obręb labolatoriów. W takim przypadku, bliższy jestem gdybaniu, o nieumyślnym wydostaniu się wirusa na człowieku (bądź w nim) ze wspomnianych labolatoriów.

Wiersz, nad którym się zastanawiając można dotrzeć do przyczyn powstawania i mutowania wirusa naturalnie i z ludzką pomocą, i wielu innych przyczyn.

Edytowane przez tomasz_zawadzki (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dziękuję za wyczerpujący komentarz. Tak jak piszesz - i tak jak ja piszę - przyczyna (dla nas) wciąż pozostaje nieznana. Nie jestem naukowcem, jednak uważam, że w XXI wieku z naturalnymi wirusami człowiek już sobie spokojnie poradzi. Podejrzewam zatem, że aby wirus stał się naprawdę groźny, musi być wynikiem inżynierii genetycznej.

 

Dużo zdrowia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • ze ślubów i rozwodów    ze ślubów i rozwodów  ze ślubów i rozwodów  ze ślubów i rozwodów       
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @Poet Ka  miejmy nadzieję :)    
    • @iwonaroma może ktoś tu jeszcze wejdzie, przeczyta i wstawi:)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @Poet Ka Nie umiem :( Może ktoś pomoże? ...  
    • Wiesz, usiadłem znowu do pisania. Na stole pusta kartka. Długopis lezący obok… Nie. Nie tak. Od początku. Pod palcami klawiatura. W mżącym niebieskawym blaskiem ekranie niezapisana treść…   Co mam napisać? Co?   Ty wiesz. Przecież wiesz. Wiesz, prawda?   Czyhające puste otchłanie szalejącej ciszy. Otaczają mnie. Wciągają. Skąd one napływają? Stąd? Znikąd… Znad odległych łąk. Jak szybujące ptaki. Znad łąk i pól zamarłej wegetacji. Znad pożółkłych traw… Znikąd. Znad lasu, którego horyzont ciemnieje kreską na skraju lata…   Znikąd… Znikąd…   Tak jak i mnie ciągną donikąd.   One.   Te zmory cieniste.   Bezskrzydłe zwidy. Urojone widma. Jakieś senne imaginacje…   Jesteś tu jeszcze?   Bo nie wiem już sam do kogo te słowa kieruję. Do siebie samego chyba. Bądź do nikogo. Do niczego.   W noc idą ciemną. Idę naprzeciw deszczom, kroplistym migotom gwiazd. W noc ciemną i pełną powietrza.   Wiatru, który szeleści. Który szumi i… - kto tak pięknie gra?   Skąd płyną te dźwięki?Znad minionych epok dawnego życia... Rwący nurt szumiącej w żyłach krwi. Przebija się pulsujący w uszach szum...   Więc i ja chyba sobie pójdę, wiesz?   Dokąd?   A dokądkolwiek. Dokądś. Gdzieś… Gdzieś, gdzie nic. Gdzie nic. Bądź nic. Bądź…   Mój oddech pełznie po ścianach chłodnych.   Po ścianach. Pęknięciach. Brunatnych zaciekach.   Po rurach żeliwnych. Po tej całej plątaninie martwych rur. Po tym drzewie stojącym w kącie pokoju mojego jestestwa.   Po tych odnogach, falujących pajęczynach.   Po tych płachtach drżących w powiewie.   Moje westchnienie idące poprzez mury, podłogi i szyby, których drżenie...   Których brzęk cichy błądzący niczym stłumiony w nas krzyk.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-24)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...