Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witam wszystkich serdecznie.

Zanim skreślę niepotrzebnie kilka zdań o sobie, pragnę podzielić się z Szanownymi Użytkownikami niniejszego forum dwoma sentencjami, które pochodzą zresztą od wybitnego poety, są więc tutaj na właściwym miejscu. Stanowią one dla mnie swego rodzaju drogowskazy, które kierują niezawodnie moimi krokami, ilekroć wstępuję do świata dzieł sztuki oraz ich twórców, choć przyznaję, że nie zawsze akceptuję bezkrytycznie ich treść, bo nie ma nic gorszego, niż radykalizm w jakiejkolwiek postaci. 

Odi profanum vulgus et arceo. - Gardzę pospólstwem i unikam go.

Genus irritabile vatum.- Drażliwy ród poetów.

Obie maksymy są wyimkami z dzieł rzymskiego poety Horacego i sądzę, że trafnie wyrażają, by tak rzec, stosunek twórcy do odbiorców. Naturalnie wystrzegam się wszelkich uogólnień, gdyż zdarzają się chlubne wyjątki, akceptujące konstruktywną krytykę i otwarte na dyskusję.

A teraz nieco na temat mojej osoby. Przede wszystkim, proszę pozwolić mi pozostać przy tym nicku, którego pochodzenia miłośnicy literatury z pewnością wnet domyślą się, nie chcę bowiem i chyba prawnie nie mogę ujawniać swoich personaliów. Cóż zresztą Szanownym Użytkownikom przyszłoby po ich poznaniu, skoro dotyczą osoby anonimowej dla świata i zupełnie przypadkowej? Właśnie ta przypadkowość daje mi wyśmienitą sposobność, aby pisać bez skrępowania i szczerze, czym to zajmuję się przytroczony do owego iksjońskiego koła codzienności i w czym zawiera się cel mojej tu obecności. W gestii Czytelników pozostawiam, czy dać apostolską wiarę informacjom poniżej, czy też uznać je za pełnokrwisty stek bzdur z palca wyssany. Przyznam jednak, że jakkolwiek zawierzać jest prosto, to nie dostarczam powodów, aby powątpiewać w treść mojej relacji o samym sobie, ponieważ jest ona pisana bez hałaśliwych ira et studio, innymi słowy: nienacechowana emocjonalnie, przez co i nie powinna skutkować niekorzystnym pomieszaniem fluidów.

Nieprzypadkowo okraszam obficie to powitanie łaciną, jestem bowiem z zamiłowania i w efekcie wykształcenia filologiem klasycznym i chociaż studia zakończyłem wiele lat temu, jak dotąd rdza nie zdołała przeżreć mojej miłości do starożytności grecko-rzymskiej, jej bilingwicznej a polifonicznej mowy, helleńskich wieczorków przy winie i miarowych marszów legionów ku chwale Wiecznego Miasta, filozofii, literatury, historii, słowem: Europy at its finest. Nie mógłbym jednak żadną miarą prosić za Homerem:   ἄνδρα μοι ἔννεπε, μοῦσα, πολύτροπον - Męża opiewaj mi, Muzo, wielce obrotnego, bo i bliżej mi, jak sądzę, do poczciwca, co to więcej sam słucha, niż zabiera (komu) głos i wtedy tylko plecie swoje, czasami grubymi nićmi, gdy co mu szczególnie spodoba się. Czego więc nie powinniście się, Drodzy Użytkownicy, z mojej strony obawiać, to wszelki podstęp, fałszywe pochlebstwa tudzież złorzeczenia, poddawanie ocenie, doradztwo w sferze formy lub treści, itp. przywary, które rozsadzają każdą społeczność od wewnątrz. Zasada jest bardzo prosta: jeśli mnie co zainteresuje, wówczas komentuję, w komentarzu zaś dążę do dokładnego zreferowania, co przykuło moją uwagę niby Prometeusza do skał Kaukazu, acz bez mitycznego sępienia i pretensjonalnego wywnętrzania się. Powracając do opowiastki o moim życiu, mogę dodać, że jak gros braci humanistycznej w naszym umiłowanym kraju nie jestem aktywny w wyuczonym zawodzie, co sprawia mi niekiedy pewien osobisty zawód, lecz przepędzam dnie dryfując jednostajnym nurtem pośród plemienia korpoludzi, realizując zlecenia w branży IT. Cóż jednak począć, skoro podróż do dalekiej przeszłości rozpocząłem jeszcze w czasach, gdy łacina w liceum była zgoła powszednim fenomenem, zaś starożytnicy nie uchodzili żadną miarą za znawców jakowejś wiedzy tajemnej. Od czasu do czasu zdarzy mi się, co prawda, otrzymać pewne teksty do przekładu, zaszywam się wówczas gdzieś szczelnie i upajam ową nieczęstą schadzką z ukochaną, wiele przy tym pracując językiem.

Skłamałbym poza tym szpetnie, gdybym dowodził, że filologia klasyczna i przyległości to moje jedyne zainteresowania, jeśli idzie o dziedzinę ducha. Za młodu zaprzątały mnie żywo dzieje wypraw krzyżowych, wojen religijnych i dwóch wojen światowych, odkryć geograficznych, Japonii i Chin, później zaś, po części z uwagi na specyfikę tłumaczonych tekstów, obcowałem bliżej ze skomplikowanymi losami Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Do dziś nie pogardzę porządną monografią opiewającą wyżej wymienione zagadnienia, wystrzegam się natomiast wszelkiej maści beletrystyki, trudno mi bowiem na dłużej przytrzymywać wodze fabuły, a powracanie do zerwanego wątku nuży. Lubię również szeroko pojętą kinematografię, choć zdecydowanie więcej jestem człowiekiem księgi. 

Ach, zapomniałem na koniec zaznaczyć, że na niwie literackiej tańczę niby cień w platońskiej jaskini, samemu niewiele tworząc, lecz mówiąc lub pisząc o już stworzonym. Jeśli więc to kogo z Szanownych Użytkowników razi i gotów za to wytaczać przeciwko mnie działa rozmiarami konkurujące z wyrobami pana Kruppa, spieszę donieść, że posiadam pewne obycie teoretyczne i wbrew słowom starego Goethego, moja teoria nie jest aż tak sucha, żeby należało ją zaraz zaorywać i siać zamęt. Co zaś tyczy się praktycznego oblicza szeroko pojętej literatury, to chciałbym Wam wyjawić, że od ponad dwudziestu już lat param się wyjątkową sztuką, która jest kolejnym wygnańcem z krainy nowoczesności, mianowicie epistolografią. Czy wiecie, jakże wiele pracy wymaga skonstruowanie interesującego a wytwornego listu i po ilekroć wysiłki ulegają amplifikacji, gdy pisze się do osoby, co nie zdumiewa się już i podnieca samym faktem otrzymania odręcznie skreślonego pisma? Pewnego razu ktoś niezbyt zaznajomiony z meandrami mojego pisarstwa suponował w formie żartu, że skoro koresponduję jedynie z przedstawicielkami rodu niewieściego, co jest prawdą, to każdy list siłą rzeczy musi być miłosny. Rzeczywiście, nie sposób trącać niekiedy zagadnień ze sfery kontaktów towarzyskich lub nawet sekretów alkowy, próżno jednak szukać wyschniętych na papierze łez wyznań, żarliwych zapewnień bez pokrycia, tak metaforycznie, jak i namacalnie, tudzież opisów miłostek, ponieważ wiadomo doskonale, że najbardziej cieszy człowieka miłość własna, cudza zaś może tylko drażnić. To natomiast przynosi mi radość największą w pisaniu listów, że mogę na wielu stronach bez przeszkód rozpraszać się wielokierunkowo i nie baczyć na płynącą stąd trudność dla adresatki, jaką to dać mi odpowiedź. Tyle tylko mogę wynieść z powyższych roztrząsań, że zdaje się właściwym poddać pod rozwagę Szanownych Użytkowników jeszcze jedną moją cechę, mianowicie: gadatliwość. Grecy zresztą mieli na nią lepsze słowo: γραφολαλία, czyli gadulstwo na piśmie.

Po raz wtóry więc witam serdecznie wszystkich i liczę na wyrozumiałość każdego z osobna. Że zaś z matematyki miałem niezmiennie przez cały okres edukacji ocenę dopuszczającą, nie powinienem spodziewać się niczego, mimo to mam nadzieję pobrzmiewać niekiedy wedle melodii, bez śladu nuty fałszywej.        

   

 

 

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Próbuję znaleźć własną, niepowtarzalną formę przekazu. To trudne ... ale właśnie do tego dążę. Choć ostatecznie jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Mnie też… taki, który po prostu chodzi i niczego nie udaje :) Dzięki
    • @Sylwester_Lasota Kto by tam wierzył poetom? Czy się śniło czy zdarzyło, piosenka jest :)
    • @Berenika97 Magiczny, pełen niedopowiedzeń utwór. Cudownie opisałaś moment narodzin relacji i oswajania przestrzeni. Zdanie o ciszy, która „przestała należeć wyłącznie do Luizy”, jest po prostu genialne. Jako miłośniczka kotów muszę też dodać, że Leon w roli idealnego pośrednika skradł moje serce! Gratuluję świetnego wiersza!
    • Dzisiejszej nocy miałem sen o rybie. Tak bardzo, że nie mogłem doczekać przebudzenia. Zatem jak tylko owe nastąpiło, wstałem i wybiegłem na ulicę, ale musiałem zawrócić, gdyż po usłyszeniu wrzasku sąsiadki→”Sodoma i Gomora” spostrzegłem, że zapomniałem założyć odzienia wszędzie.    Po jakimś czasie już wyglądając jak cywilizowany człowiek, stoję w sklepie rybnym niecierpliwie drepcząc. Szum niczym w muszli nabrzeżnej lub klozetowej, gdyż ludzi niczym śledzi w ławicy. Na moje szczęście stałem ostatni. Dlatego przyszło mi wybierać w ciszy.    Po chwili niezupełnie jednak, gdyż usłyszałem cienki, przytłumiony głosik. Dobiegał z półki, gdzie stały puszki z sielawkami. Sprzedawca nic nie słyszał, ale podał o którą poprosiłem. Na szczęście trafiłem w dziesiątkę. Czyli szepcącą.    W domu odwinąłem z apetytem blaszane wieczko, gdyż gadających jeszcze nie jadłem i byłem ciekawy smaku. Nagle patrzę, a tu malusie dziewczę, od połowy w dół rybką.    – A ty tu skąd – zapytałem ciekawie. – I czemuś tak czerwona? – Bom w pomidorach, głupolu. Wyciągnij mnie wreszcie, gdyż te oślizgłe trupy sielawek, dotykają moich ślicznych wdzięków. – A tyś kto? – Zaciąłeś się przy goleniu i tak ci zostało, że wciąż o to samo pytasz? – A jak cię wyciągnę, to co? – To wrzucisz do słoika z wodą, żebym urosła, chociaż bez wody, też egzystować potrafię, o czym zapewne nie wiedziałeś, głupolu. – No nie! Chyba?   Wiem. Moje zachowanie nie było zbyt mądre. Widocznie ta dziwna sytuacja, tak na mnie podziałała. Karmiłem ją w słoiku, później w większym, zaś akwarium kupiłem, później nie mogłem się kąpać, bo wannę zajmowała. Niby chciała, że mogę leżeć przy niej, ale łuski na jej udach, mnie drażniły. Aż w końcu się w niej zakochałem.    Lecz po jakimś czasie zaczęło ją ciągnąć do krainy ojców, czyli w kierunku morza. Zapakowałem ją przeto do samochodu, z ciężkim sercem rozstania, lecz jej szczęście było dla mnie ważniejsze. Kocem zakryłem jej łuskowane nogi. A właściwie jedną z ogonem, by w razie kontroli, władza nie dopytywała. Po namiętnym rozstaniu, tylko chlupnęła i tyle ją widziałem, mając zadrapania na całym ciele, po ostrych, rozkosznie czułych łuskach.   * Dzisiejszej nocy też miałem sen o rybie. Po przebudzeniu, coś mnie tchnęło z tej tęsknoty i włączyłem telewizor. Właśnie pokazywano rozbity o brzeg starodawny statek. Podobno kapitan i cała załoga oraz wszyscy na pokładzie, a nawet ich majtki, tak byli zauroczeni jakimś widokiem, siedzącym na kamieniu, wystającym z wody, że walnęli w skałę i wszyscy utonęli lub zostali rozszarpani przez rekiny, albo też z tęsknoty, za tym co widzieli.     Na drugi dzień i następne, obejrzałem podobne wiadomości, tyczące różnych stron świata. Dziwiłem się tylko, dlaczego te statki są takie stare. Jakby nie z mojego czasu. Jednakowoż przyznać muszę, że także współczesnych z zawartością, zaczęło ubywać, a plaże i miasta pustoszały.     W końcu postanowiłem, nie słuchać owych strasznych wiadomości, tylko pójść do sklepu rybnego. Było w owym całkiem pusto, gdyż większość mieszkańców, wypłynęła statkiem na wycieczkę i jeszcze nie wróciła. Został tylko sprzedawca.      Popatrywałem sentymentalnie na puszki z sielawkami, wspominając moją ukochaną.
    • @simsalabimDziękuję Czarodzieju :)   @viola arvensisViolu, tyle mi podpowiedziała wyobraźnia, dziękuję. Dobrej nocy :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...