Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

praktyczni mężczyźni wbijają żony na pal

pochłaniają obawy świata

że niebo dziś spadnie ze sferą

żyją chwilą 

z kobietą coś dzielą

 

praktyczne kobiety nadziewają się na rożen

smażą  w słońcu

rażą piorunem spojrzeń co bije z lustra jak zaraza

żyją wśród łąk luksusu

tylko po co im   poeta

 

 

Edytowane przez fregamo (wyświetl historię edycji)
Gość umbra palona
Opublikowano

@fregamo jeśli już to "praktyczni mężowie wybijają żony na pal..." reszta bez komentarza...nie podoba mi się. To ,że osiem razy użyłeś słowa praktycznie.......o niczym nie świadczy.

Opublikowano

Jeśli wbijanie na pal oznacza seks, można o tym porozmawiać. Jeśli facet jest interesujący i  zapewnia kobiecie fajne życie, to, że jest poetą, raczej jej nie przeszkadza. 

Wypróżniania bym z tym nie łączył.

 

Opublikowano

@Stary_Kredens męczeńsko poddańczą...

ani tą ani tą 

to raczej refleksją nad uproszczeniem z czasem związku - praktyką

@Lach Pustelnik to oczywiste że spółkują

 

@beta_b widzę Beata że coś Cię boli...

lecz zapewniam że nie ma tu ego

obserwacja i nie tylko...

niestety kobieta i mężczyzna są sobie niezbędni

niestety bo nie da się tego zmienić

choć Ci powiem w sekrecie, tylko nie mów nikomu ja lubię kobiety...

moją żonę, córkę

niestety obserwacja mówi mi że spora część ludzi to po prostu potwory niestety

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Nie znam na ludziach, raczej do nich tęsknię. Co to ego to niech każdy zostanie przy swoim. I boli mnie, to prawda, jestem chora. Ale nie ma na to innej recepty, prócz czas i dystans. bb

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...