Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ciężko mi bywa,

nie przez Ciebie.

Ludzkie problemy,

spójrz:

 

Bracie,

skąd u Ciebie radość, że

płoną budynki klasy,

która cię wychowała.

 

Bracie,

dlaczego trzęsiesz się

gdy stary gmach rośnie,

a cyrk miotany jest wiatrem wieczności

 

Bracie,

Ojca znasz, 

jemu chcesz pluć w twarz?

chcesz wmówić że to deszcz

i sam zmokniesz w jego łzach

jeśli jeszcze widzisz go czasami

 

Bracie,

Jeśli wątpisz czy żyć chcesz

na to przepis tajemny jest,

tutaj go nie zdradzam

sam problemom swym zaradzam...

 

Coraz trudniej jest się odnieść jak do brata,

on do małp chce wracać

tylko czemu na zboczone drzewo

bonobo się tłumaczysz

i tak gubisz kroki czaczy

żaden z ciebie pepe

nic nie kumasz?

w kumach większość twoich tkanin

 

miasto się ze smogiem zmaga

dla ciebie naprawa to zniewaga

lepsza będzie czeska praga

gdzie nie sięga stara waga

 

taszczy bagaż każdy tragarz

ty o łaskę braci błagasz

na nic będzie twe błaganie

jeśli starać się nie będziesz w stanie

 

na radości też są czasy

ale tobie w głowie są kutasy

kult falliczny jest dziedziczny

dziewki łono wczesnym latem

marsz na pole chłopie zatem

 

tam pionier się wprowadza

i nikt inny się nie schadza

jak nie widzisz no to sadza

twa ślepota to dla rodu skaza

 

i sierota znajdzie drogę

sadzam przy niej drzewa młode

ja swym słowem tu zakładam

ludzkie źródło i wciąż badam

 

nikt nie powie takie czasy

albo wspomni czystość rasy

bo to podróż nie ma końca

Adam, Ewa lot od słońca

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...