@marekg W tym wierszu jest bardzo dużo smutku i tęsknoty.
Opowiada o trudnej miłości, w której obie strony rzucają w siebie kamieniami, zawodzi komunikacja.
Noc też nie przynosi ukojenia, gdy zabiera się ze sobą do snu poranione myśli, niepokój.
Tekst kończy się na tej skardze, nie wiadomo, co dalej, jak będzie dalej przebiegała relacja.
Ostatni dwuwers skojarzył mi się z wierszem H. Poświatowskiej - *** (nie potrafię inaczej)
Zacytuję fragmenty:
nie potrafię inaczej
w środku ciała
jest kot wygięty pragnieniem
wołający o człowiecze ręce
uspokajam go słowami
kłamię
(...)
i nagle
wszystkie zgięte paznokcie
wbija we mnie
głuchy ślepy kot
To jest ten moment, kiedy leżąc w samotności i mroku, człowiek aż cały kurczy się z rozpaczy, i to jest wręcz cielesne.
Natomiast kamienie z pierwszego dwuwersu przypomniały mi pewną przypowiastkę.
Ludzie w relacji są jak kamienie wrzucone do jednego zamkniętego worka, którym potrząsa życie.
I wiadomo, że muszą się w tej sytuacji o siebie obijać. To symbol różnych zranień, konfliktów, kryzysów, trudnych rozmówi, itd.
Ale po latach, jeśli worek się otwiera, nie ma już zwykłych, kanciastych kamieni, tylko oszlifowane diamenty.
O ile, oczywiście, dwoje ludzi przetrwa i zrozumie ten proces rozwoju w miłości.
Sądzę też, że mimo tymczasowego bólu, zawsze jest jakaś przyszłość, jakaś przestrzeń.
Witaj - dziękuje Alicjo za tego strusia - ubawił mnie -
Pzdr.uśmiechem.
Witaj - cieszy mnie że się podoba moment o którym piszesz w komentarzu -
Pzdr
@Natuskaa - @Berenika97 - dziękuje uśmiechem -