Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

nasza muza org.fm


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

@valeria widzę, że ona jest autorką tekstów i sama komponuje. Muszę się nią zainteresować. Doczytałam, że jest z Koszalina, to miasto to niezła kuźnia talentów... Pozdrawiam

Opublikowano (edytowane)

@light @light znam tylko Tupaca i Snoop Dogga, ogólnie stajnię Dr. Dre, także perspektywę w tym temacie mam zawężona, tylko do  USA. Przesłuchalam 3 utworki i zaciekawiła mnie ta lirycznosc w głosie z dobrym frazowaniem. Zdolny gosc. Szczególnie 3 piosenka. Fajnie to brzmi. Teksty dobre. Oni są mega znani, widziałam po views. Jeszcze raz Wam gratuluję. 

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Dzisiaj mega ważna noc w Dublinie.

Akt solidarności z bezdomnymi.

Śpimy z nimi. Dużo kasy zebraliśmy i to mnie bardzo cieszy. Będę tu w nocy zaglądać....po muzę,. Bez bohaterstwa. Mam dobry sprzęt na mróz. W Polsce też ta akcja chyba będzie. Zachęcam Was, tylko tak można poczuć namiastkę ich kwadratowego świata.

 

Even Flow- Pearl Jam, mądry song w temacie.

 

This 1991 rock song is sung from the perspective of a homeless man who is illiterate and mentally ill, as his thoughts "arrive like butterflies" and he chases them away. With concrete as his pillow, the man drifts off after praying to a higher power that hasn't seemed to have helped him much so far. 

źródło: strona internetowa Pearl Jam

 

 

 

 

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@valeria a to jakaś nowa piosenkarka?

Sorry, tv nie oglądam, tylko Netflix i z trójki czerpię wiedzę o polskich artystach. Pozdrawiam

 

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...