Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W szpitalu jest cicho i spokojnie. Jak to często bywa w nocy. Pusty korytarz zdaje się spać razem z pacjentami. Praktycznie nie słychać żadnych odgłosów. Jedynie raz po raz dobiega z oddali, otwarcie i zamknięcie drzwi. Tak jak teraz. Pielęgniarka idzie korytarzem. Odgłos jej kroków omiata boczne ściany. Gdzieś w kącie przy podłodze, odpada trochę tynku. Nie zauważa tego szczegółu. Po chwili otwiera drzwi i wchodzi do dyżurki. Lecz odgłos kroków na korytarzu słychać nadal.

 

– Widzę, że książeczkę czytasz. Ciekawa?

– Taka sobie… spokój dzisiaj. Wyjątkowo.

– Nawet Pani Mówiąca Wciąż, nie dzwoni.

– Dostała trochę na spanie.

– Hej ty, nie mów. Jak się wyśpi, to dopiero będzie.

– No co… fajna jest. Nie taka, jak ta druga… niedopieszczona.

– Tak jak ty?

– Zamknij się.

– Ojeju. Zara obraza.

– Cicho! Coś słyszę.

– Niby co?

 

Wychodzą obydwie. Nikogo nie ma.

 

– Słyszysz… cichy śpiew?

– Co?

– No mówię ci.

– Faktycznie.

– To w pokoju: 22. Chyba.

 

Otwierają drzwi. Rzeczywiście. Słychać wyraźniej… i nagle się urywa,

 

– Na pewno ta po lewej śpiewała przez sen… chociaż dziwne, bo przeważnie mówi.

– Kwiaty.

– Co znowu?

– Mają różową wstążeczkę.

– No i co z tego. Któraś zawiesiła.

– Jest zakrwawiona.

– Idźmy stąd.

– Z czego się śmiejesz. Chcesz ich pobudzić?

– Wcale się nie śmieję. Nie ma z czego.

– Muszą mieć wesołe sny. Nie ma co.

 

Rano w szpitalu przeważnie gwarno i szumno. Nie jest to oddział ludzi obłożnie chorych. Wszyscy są przeważnie przytomni i wyspani. Można by rzec, iż panuje radosna atmosfera, jak na taką typu instytucje. Rodziny i znajomi zaczynają przychodzić. Dzisiaj odwiedziny. Gwar przy łóżkach, że aż… duszno.

Do pielęgniarki podbiega mały chłopiec. Jest cały zdyszany i nerwowo dyszy.

 

– Proszę pani. Mama mnie przysłała. Babcia dzisiaj spała…

– To dobrze, że babcia spała. Nie przejmuj się.

– Ale ona ma przy sobie…

– No co ma?

– Niech pani idzie ze mną i zobaczy.

– Ale teraz nie mogę...

 

Wielu odwiedzających i pacjentów stoi na korytarzu lub siedzą na krzesłach. Przeróżne rozmowy umilają czas. Dzieci biegają na wszystkie strony, nie zważając na to co mówią starsi. Oddział jest usytuowany na drugim piętrze.

 

Co jakiś czas słychać otwieranie i zamykanie windy. W pewnym momencie nie można zamknąć drzwi. Jakby coś je blokowało. Po chwili wszystko powraca do normalności.

 

Mała dziewczynka podchodzi do matki. Ledwo może mówić z wrażenia.

– Jak ci powiem kogo widziałam, to nie uwierzysz.

– No to powiedz.

 

Nagle słuchać przeraźliwy dziecięcy wrzask, dobiegający z parteru. Wielu zbiega po schodach, by zobaczyć co się stało. W mało widocznym kącie przy drzwiach do piwnicy, wszyscy zauważają… może nie straszny, lecz nieprzyjemny widok.

 

– No chodź pani. Babcia wystraszona, jakby ducha dziadka zobaczyła..

– No dobra. Idziemy.

 

Starsza kobieta leży na łóżku i rzeczywiście jest lekko skołowana. Tak bardzo, że nie chce oddać swojej córce przedmiotu, który trzyma. Faktycznie, owa rzecz nie wygląda zachęcająco. Jest to mała szubienica, z małym dyndającym wisielcem. Córka kobiety zadaje słuszne pytanie:

 

– Skąd to paskudztwo w łóżku mojej matki? Czyżby pielęgniarki miały dziwaczne poczucie humoru? A może któraś z pacjentek.

– Ależ proszę pani. Wypraszam sobie takie insynuacje pod moim adresem. Żadnej szubienicy nikt nie włożył. Wykluczone!

– Ciekawe! To skąd się wzięła?

– Sama chciałabym wiedzieć.

 

W kącie przed drzwiami do piwnicy siedzi niewielki misiu. Ma okrwawiony nóż w gardle. Z rozciętego brzuszka, wystają trociny. Jedno oko wisi na misiowym policzku. Wszyscy patrzą i nie wiedzą co powiedzieć. Takie widoki nie zdarzają się na co dzień w szpitalu. A na pewno trudno zauważyć misia w takim stanie.

 

Kolejna noc. Znowu cisza i spokój. W dyżurce też cicho, bo obydwie pielęgniarki czytają książkę. Nagle dzwonek.

 

– No mówię pani. Pod moim łóżkiem słyszałam szmery. Może myszy?

– Nie ma tu myszy.

– To może szczury?

– Pani Andzio. Co pani wygaduje. Coś się pani śniło.

– A ta czaszka z plasteliny. Co ona tam robiła?

– Robiła? To pani wyszła z łóżka i spojrzała, żeby wziąć?

– Właśnie. Cały czas słyszałam kulanie po podłodze. To wyszłam. Ale już więcej nie wyjdę. O proszę. To ona.

 

Pani Andzia powiedziała prawdę. Trzyma w ręce małą kolorową czaszkę. Niewątpliwie z plasteliny lub czegoś podobnego.

 

– Ktoś pani zrobił psikusa. Pani często wyzywa innych.

– Skoro zasłużyli.

– Nie można tak. Nie wiadomo co znowu pani podrzucą. Może co gorszego.

– E tam… to się zaczęło nagle w nocy… nie, to nie one. Aż tak nie wyzywam.

– To kto?

– Może doktór. Bo mu ostatnio powiedziałam… zresztą nie ważne.

– To co zwykle, tak?

– No tak.

 

Tym razem ze sufitu zlatuje trochę… sufitu. Cichy odgłos odbija się echem od ścian i zamiera.

 

– Doktorze! W naszym szpitalu dzieją się niestworzone historie.

– Przecież nikomu włos z głowy nie spadł.

– Owszem. To prawda. Ale nie wiadomo, co będzie dalej.

– A co ma być? Ktoś robi głupie kawały i tyle.

– Niby kto? Nikogo żeśmy nie widziały. Proszę pomyśleć rozsądnie. Takich dziwnych przypadków jest coraz więcej.

– Czyli jakich?

– Ktoś zamienił kaczkę blaszaną, na kaczkę żywą. Goniliśmy ją po całym pokoju. To chociaż było śmieszne. Ale misiu z nożem w szyi, to już mniej.

– To tylko misiu.

– Oczywiście. Póki co misiu. A jak znajdziemy nóż… gdzie indziej… na przykład w pana gardle?

– Nie chciałbym mieć.

– A kto by chciał?

– No dobra. Podobna największa zagadka, to z tym łóżkiem. Ciągle słyszy jakieś szmery?

– Tak. Teraz nawet nocną lampkę świecimy.

– A reszta co... leży i nic nie widzi.

– Reszta śpi. Może wolą spać niż się bać.

– To dlaczego ona nie śpi.

– Bo ma najbliżej do tych… odgłosów. Zresztą jest… no wie pan sam jaka jest, gdy ktoś jej spokój zakłóca.

– Wiem cały czas. A nie spojrzała pod siebie… gdy było słychać?

– Aż taka odważna już teraz nie jest.

 

– No cóż. Instalujemy dwie kamery. Jedna obok łóżka… a druga będzie filmować z góry część pokoju… gdzie stoi łóżko…. i kamerę, co stoi pod łóżkiem...

– Mamy tylko jedno łóżko w tym kącie.

– No właśnie mówię!

– Aha.

– To nie będzie takie proste z tymi kamerami.

– Trzeba to wyjaśnić. Jak będziemy czuwać osobiście, to może się nie ujawnić.

– Co? Bo mnie zimno po plecach przemknęło.

 

Zamieszanie jak diabli z tym całym monitoringiem. Pacjenci w pokoju, tym razem okazali niestety ciekawość. Nikt im nic dokładanie nie mówi, żeby nie zakłócili transmisji na żywo. Póki co instalowana jest kamera pod łóżkiem, oświetlenie tudzież, oraz druga w kącie pod sufitem. Jedna pacjentka ma twarz zakrytą gazetą, bo mówi, że ma prawo do tego, żeby ją nie filmować. Tłumaczą wszyscy, że nie będzie na wizji i że ma zdjąć gazetę, bo wynikną trudności z oddychaniem, ale jest uparta. W końcu nadeszła wiekopomna chwila.

 

Zainteresowane gremium siedzi po nocy w dyżurce i patrzy się w ekran. A właściwie: w dwa ekrany. Długi czas nic ciekawego nie widać. Jedynie nogę od łóżka, skrawek ściany oraz idącego pająka. Natomiast z drugiej kamery, obraz jest ciekawszy. Babcia leży w łóżku z papciem w ręce, gdyby nagle co wyszło. Zgromadzeni zaczynają odczuwać zniecierpliwienie. W końcu nawet chcą iść precz do swoich domów. Nagle ktoś wrzasnął z cicha, jak na szpital przystało:

 

– Spójrzcie. Obraz pod łóżkiem się przesuwa.

 

Rzeczywiście. Od lewej do prawej. Jak wskazówki zegara. Wolne, płynne ujęcie, jakby filmowano krajobraz. Zniknął nawet papeć z pola widzenia.

 

– Coś jest nie tak?

– Niby co?

– Jak to co? Spójrzcie na drugi ekran.

– No patrzymy.

– Widzicie, kamerę przy łóżku?

– No tak.

– Rusza się?

– No nie.

– A obraz tak. Ktoś mi powie, jak to możliwe?

– Na pewno krasnoludek robi nam psikusa. Puszcza obraz ze swojej kamery na nasz ekran. Może mają technikę rozwiniętą… że hej ho, hej ho.

– Bardzo śmieszne.

– Idźmy tam. Musi istnieć jakieś wytłumaczenie.

– Myślisz, że to coś będzie na nas czekać?

– Coś? Aż mnie ciarki przeszły.

 

Faktycznie. Nie czekało.

 

*

 

– No i znowu nabroiłaś.

– Ależ mamo. Lubię… przenikanie.To były zwykłe psikusy.

– Szczególnie z tym misiem zakrwawionym.

– No już dobrze… przegięłam.

– Albo z tymi odgłosami kroków i spadającym sufitem. Co ci przyszło do głowy? Nawet nikt nie zauważył.

– Pani Sprzątaczka zauważyła.

– Z tą szubienicą, to też przesada. Mogła się przestraszyć na śmierć. A gdyby ciebie złapano. Wiesz jakie byś zamieszanie wprowadziła?

– Przecież jestem niewidoczna w takich sytuacjach.

– A z tym łóżkiem, to jak zrobiłaś?

– Swoją kamerą się wpięłam na odległość. Spod innego łóżka.

– Nic im nie podpadło?

– Widoki są podobne. Tylko raz miałam stracha.

– Kiedy zobaczył cię twój odpowiednik. Bo tylko ona jedna jedyna mogła cię dostrzec.

– Zgadza się. Ale szybko znikłam.

– Od dzisiaj przez tydzień masz szlaban. Żadnych Światów Równoległych. Tak żeśmy oba z ojcem postanowili. Idź do swojego pokoju i przemyśl na spokojne powstałą sytuacje.

 

*

– Mamo!!

– Co tam znowu?

– Skąd się wzięła na moim łóżku gilotyna z modeliny?

 
 
 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...