Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

silna wola


Rekomendowane odpowiedzi

Gość Przemyslaw Prus
Opublikowano (edytowane)

bezszelestnie upada

nieważka 

trzepocząc skrzydłami

ważka

 

zbroi się co dzień

zapomniana

strachem na wróble 

targana

 

wyzwań nie posiada 

cichcem przemyka

dwugłowa hydra

lektyka

 

...

 

 

Edytowane przez Przemyslaw Prus (wyświetl historię edycji)
Gość Przemyslaw Prus
Opublikowano

@Paweł Artomiuk ten tekst mi się przyśnił i chyba w nieco lepszej wersji ale zamiast od razu po przebudzeniu go spisać zrobiłem 10 innych czynności i ostał się pierwszy wers i szczątkowy koncept...

cóż napisane niezgrabnie może jeszcze wróci do mnie oryginał.

 

pozdrawiam

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

cały czas myślę dlaczego "lektyka"?.

Bo się podobnie kołysze? OK, ale jest jakby niezdarna,

ociężała, przymulona... aha "lek tyka" i po lekach?

Jasneeee :D

A ja pomyślałem "se mantyka".

Fajny wiersz, pozdrawiam.

PS

popraw "co dzień"

Gość Przemyslaw Prus
Opublikowano

@jan_komułzykant pomyśl o silnej woli osoby która zmaga się z jakimkolwiek uzależnieniem, gdyby nie pomoc innych a czasami wręcz zaborczość o wiele szybciej pokusa by taką osobę dopadła. Wtedy to już lektyka, coś bardzo niestabilnego, wątłego i zaprzęgającego innych pomagierów, którzy wcale nie muszą niczemu podałać - są bo chcą.

Dzięki za BYKA:/

 

pozdrawiam

  • Gość zablokował(a) ten utwór
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...