Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To jeno moje ''subiektywki''

Nie koniecznie słuszne.

Jam żaden filozof, fizyk itp...

 

__//---

 

Mówi się, że na początku był – Punkt.

A zaś było wielkie – Bum!!! - i powstał Wszechświat.

Jeżeli uznamy, że w Absolutnej Pustce może powstać – Coś – z Zupełnie Niczego - to o.k.

Nie ma problemu.

Tak samo, jeżeli uznamy, że ów Punkt – istniał – Zawsze.

Tylko w którymś momencie, nie chciał być dalej Punktem,

bo coś go od wewnątrz rozsadzało – i tak powstało wszystko,

łącznie z nami – myślącymi – chociaż nie zawsze – Istotami.

 

Nachodzi mnie kilka pytań. Jak duży był ten Punkt.

Skoro istniał w Absolutnej Pustce{ nawet bez czasu} to w pewnym sensie – nie miał wymiaru

{jeżeli w ogóle miał jakiś wymiar – jak to z punktem bywa},

bo nie istniały – punkty – odniesienia.

Ile ważył? Tyle co Wszechświat. Tyle tylko, że ściśnięty. Nie było w nim wolnych miejsc.

Żadnych. Nawet szpilki, nie dało by się wcisnąć. My też w nim byliśmy zapisani.

Czy także świadomość? I to, co tu teraz piszę?

 

Moim skromnym zdaniem, człowiek pewnej granicy myślowej – nie przeskoczy.

Nie dla człowieka – to - co poza nią. Długość tyczki, nie ma tu żadnego znaczenia.

Tak samo jak komputer nie pomyśli więcej, niż jego twórca. Szybciej, sprawniej – owszem.

 

A teraz kwestia: Stwórcy

Jeżeli uznamy, że Bóg - istnieje, to istnieje – Zawsze.

W przeciwnym wypadku, trzeba by pomyśleć, że istnieje od jakiegoś Czasu.

A zatem – nasuwa się logiczne pytanie: kto Go stworzył i co było – przed.

I tak dalej – w tył. Czyli trzeba by uznać, że może istnieć nieskończona ilość bogów.

Człowiek ma tendencje do myślenia – co jest poza?

Jeżeli uznamy, że istnieje tylko jeden – nasz Wszechświat – to nie ma nic – poza.

To wszechświat tworzy – czasoprzestrzeń.

 

Można śmiesznie powiedzieć, że czas stoi w miejscu, tylko wszystko inne przemija.

Jeżeli założymy, że istnieje Wieczność – to tam czas nie płynie –

chociaż psychologicznie zapewne tak.

Ale bez względu na to, ile czasu upłynie – tyle samo „zostanie’’.

Oczywiście słowo: zostanie, jest nie na miejscu.

 

Można zadać pytanie: Jeżeli Bóg stworzył wszechświat,

to dlaczego najpierw przysłowiowy – Punkt. A nie cały wszechświat – od razu?

Ja tego nie wiem. Jestem na to za głupi. Zresztą w ogóle mało wiem.

Może to kwestia – wolnej woli – nawet dla obiektów – póki co nieożywionych.

On po prostu nie chciał być nachalnym. Obdarzył wolną wolą, całe stworzenie.

Dał ogień, ale nie rozpalił ogniska. Pozwolił się rozwijać – po swojemu.

Może Bóg miał „dylemat’’ - Albo – wolna wola i także cierpienie,

albo brak wolnej woli – i wieczne szczęśliwe - „androidy’’.

Albo skąd wiemy, co to jest – dobro, a co – zło? Można rzec – od przodków.

A przodkowie – od kogo…może od małp? Albo dinozaurów? Lub myślącego Punktu?

 

Świadomość – co to jest dokładnie? I gdzie w nas?

Chyba nie tam, gdzie ktoś może odruchowo pomyśleć.

Myśli, uczucia, miłość, nienawiść,

Skąd to się wszystko wzięło. Kto to wynalazł. Tego nie da się przeszczepić.

Czasami lepiej, że się nie da.

 

Religia, którą można naukowo udowodnić – w sensie całościowym – przestaje być – religią.

Nie ma miejsca na - Wiarę – co jest podstawą. Człowiek nie musi wierzyć – bo Wie.

Jest wielka różnica, między wiarą w istnienie Boga, a wiarą w Jego naukę.

Człowiek myślący logicznie, wie,

że powstanie – czegoś – z zupełnie niczego – jest problematyczne.

Ale na pewno byłoby przydatne w rozwijającym się państwie.

A zatem jakaś Siła, potrafiąca ciutkę więcej – raczej musiała zadziałać. No chyba,

że wszechświat istnieje – od zawsze – czyli nie miał początku.

A zatem nie ma problemu – jak powstał.

 

Istnienie czegoś – od zawsze – jest poza naszym pojmowaniem.

A przynajmniej – poza moim.

Ale czy to jest dowód na to, że tak nie może być?

Zresztą jak ktoś się uprze, to nie można udowodnić czegokolwiek.

Zawsze będzie mógł powiedzieć, że wszystko mu się tylko wydaje. Że coś widzi, słyszy.

A nawet jak dostanie po gębie, to powie, że to tylko jego wyobraźnia – że coś poczuł.

Czy prostą nieskończoną można podzielić? Nie. Bo wtedy w jedną stronę będą nieskończone,

a w drugą – będą miały koniec – punkt przecięcia.

 

Próżno tłumaczyć człowiekowi niewidomemu od urodzenia – co to jest kolor.

Dla niego to abstrakcja. Tak samo z naszą wiedzą, na pewne tematy.

Trzeba się pogodzić z tym, że głupi umrzemy – w wielu kwestiach.

Można metaforycznie rzec, że do pewnej granicy – są mądrzejsi, głupsi i cała reszta pośrodku.

Ale poza tą granicą, wszyscy jesteśmy równi – równo głupi.

 

Pytanie – Skoro Bóg istnieje, to dlaczego nie zniszczy szatana, który w znacznym stopniu,

odpowiada za zło na świecie? Odpowiedź jest bardzo prosta –

Przez szacunek dla wszelkiego stworzenia.

Nawet takiego niewyobrażalnie złego. Do – stworzenia – nie jego czynów.

A dlaczego Pan Bóg pozwala na wszelkie kataklizmy, wojny, zbrodnie, głód itp.

W pewnym sensie – z tej samej przyczyny.

Gdyby zaczął ingerować w ludzkie życie, to dopiero by było.

Każdy by chciał, żeby zaingerował po jego myśli.

Wtedy byłoby jeszcze gorzej. Istna zadyma na świecie.

 

– Panie Boże, moja sąsiadka, wrzeszczy za oknem. Proszę, ucisz ją.

Pan Bóg zionie ogniem. Ze sąsiadki zostaje kupka popiołu.

– Dzięki ci Boże, ale dlaczego pobrudziłeś mój trawnik popiołem?

Po chwili, nie ma popiołu.

– Boże! Jak mogłeś. Jestem chrześcijanką. Co z pogrzebem? A co się włoży do urny?

Itd…

 

Jest wiadomą sprawą, że biała mokra szmatka,

jest ciemniejsza – chociaż woda jest przezroczysta.

Podobnie jest z ludźmi. Niektórym się wydaje, że swój rozum przeskoczyli.

Rozum można przeskoczyć, ale tylko cudzy,

jak się komuś głowę utnie i położy przed swoimi nogami.

Ale swojego się nie przeskoczy.

Nie mądry ten, któremu się wydaje, że wszystko wie – tylko ten – który wie,

że wszystkiego – nie wie. Przyznać się do popełnionej głupoty, jest wielką mądrością.

A zaletą – przyznać się do wad. Biada człekowi, który błędów nie popełnia.

Nie ma się na czym uczyć.

 

Po naszej śmierci – albo jest drugie życie – albo nie ma. Znikniemy absolutnie – albo nie.

Jeżeli – znikniemy – to wszystko jedno – czy ktoś wierzył – czy nie.

Jeżeli nie znikniemy – to już wtedy będzie miało znaczenie – cośmy w tym życiu „nabroili”

Staniemy przed naszym Stwórcą – jak komputer stoi przed nami –

i będziemy potulnie czekać – co z nami zrobi.

Czy dobro – po „stokroć” wynagrodzi, czy też zło – po „stokroć” - ukarze.

Oczywiście może być „mieszanka” - czyli – „poczekalnia”

A ci wszyscy, co cierpieli nie ze swojej winy,

będą mieć to odpowiednio po „stokroć’ wynagrodzone – na zawsze – bez końca.

 

Jeżeli Stwórca istnieje, to my nie znamy, całego Jego Zamysłu.

Jedynie – kroplę – z morza wiedzy.

A poza tym, będziemy sądzeni, nie tyle ze swoich uczynków,

ale przede wszystkim z prawdziwych motywacji, które nami kierowały,

a do których - my ludzie - zazwyczaj nie mamy dostępu – i osądzamy innych – połowicznie.

 

Wyobraźmy sobie, że ocenia człowieka – komputer – dla którego, jego właściciel jest bogiem.

Mógłby nas ocenić, jedynie na podstawie własnej wiedzy.

Np: jak szybko liczymy, wgrywamy i przetwarzamy informacje itp.

Ale nasze odczucia, tęsknoty, miłość, zawiść, zło, dobro itp... –

nawet by nie wiedział, że takie twory istnieją. Podobnie dzieje się wtedy, gdy oceniamy Boga.

Też wszystkiego nie wiemy. A zatem nasza ocena, będzie zawsze – chybiona.

To co było dla nas dobre a co złe – to się dopiero okaże, po naszej śmierci.

Albo się – nie okaże. Bo nic nie będzie.

 

Nie wiem, czy piszę słusznie – czy ino - głupoty. Mój rozum tak daleko nie sięga.

To tylko takie moje – tego tam.

Pan Bóg – raczej bardziej szanuje tych, którzy z przekonania –

w Niego nie wierzą i pragną dobra ludzkości, niż tych – którzy wierzą – ale żyją jak żyją.

Jeżeli ktoś naprawdę – nie wierzy – to nie powinien chodzić do kościoła,

nie powinien świętować w dni świąteczne – tylko pracować – bo dla niego to żadne święto,

nie powinien też zasiadać do Wieczerzy wigilijnej – bo ona jest na pamiątkę narodzenia Boga,

oraz powinien w Środę popielcową i Wielki piątek – wcinać mięso.

To znaczy być - „zimnym’’ lub „gorącym”. Konsekwentnym.

Skoro sądzi, że nie ma, żadnej Siły Wyższej, to żadne konsekwencje mu z tego tytułu – nie grożą.

A jeżeli Bóg istnieje, to chociaż będzie nas szanował za taką postawę.

 

Co jest gorsze – zazdrość czy zawiść.

Zazdrość może być budująca, jeżeli zazdrościmy komuś, gdy np:

czyni dobro i chcemy go naśladować.

Zawiść będzie zawsze podłą szmatą,

gdyż pragniemy, żeby ten drugi, miał tak samo źle – jak ja.

 

Krytyka jest potrzebna, pod warunkiem,

że nie jest to sposób na - „dowartościowanie” swojego – ego.

Ten drugi jest gorszym – to ja jestem tym lepszym.

Dlatego też - często bywa - że dla ludzi naprawdę pewnych siebie, chwalenie kogoś,

nie stanowi żadnego problemu. Nawet mają lepsze samopoczucie z tego powodu.

 

Jeżeli wierzymy w Sąd Ostateczny, to tam będzie jedno wielkie zdziwienie.

A na pewno niektórzy będą się dziwić.

To ja, taki dobry człowiek, co codziennie w kościele byłem,

często się modliłem itp..mam teraz czekać w „poczekalni’’ a mój sąsiad łachudra,

który bluzgał gębą na prawo i lewo itp... – wchodzi jako pierwszy do Królestwa Bożego.

To nie przystoi Panie Boże.

 

My tak naprawdę nie wiemy, jakim kryteriom oceny zostaniemy poddani – zakładając,

że tak będzie. Bo tak naprawdę nie wiemy nic na pewno.

Może o wszystkim będą decydować jakieś szczegóły z naszego życia,

o których żeśmy dawno już zapomnieli. Dobre lub złe.

Z tą Bożą ingerencją, może byś jednak różnie.

A jeżeli – wychodząc z domu – skręciliśmy w prawo a nie w lewo –

i przez to nam autko, dupki nie spłaszczyło.

Może po prostu, czasem On nam życie ratuje, tylko o tym nie wiemy.

A może nie. Tego się raczej nigdy nie dowiemy.

 

Nie można wyobrazić sobie czegoś, czego się nigdy nie widziało.

(Zawsze ów obiekt będzie się składał ze składowych, które już my kiedyś widzieli)

Chyba, że własną głupotę - {też się jej nie widzi, ale czasami przeszkadza –

jeżeli nie właścicielowi – to innym} - jeżeli człowiek jest samokrytyczny.

 

Jedno jest pewne – albo się dowiemy, jak tam jest – albo się nie dowiemy –

tylko „znikniemy” – będąc częścią wszechświata – i niczym więcej.

Rozpłyniemy się w gwiazdach. W końcu powstanie nowa mgławica – Gwiazdoludy

A czy wszechświat kiedyś zniknie – tak zupełnie?

A może będziemy mieć takie ciała, które umożliwią nam szybowanie w kosmosie –

z dowolną prędkością – i wreszcie sobie dokładnie obejrzymy,

co musiało być: zawsze lub powstać, żebyśmy - My – mogli zaistnieć.

Co jest oczywiście – trochę nielogiczne. Raczej – sf.

W tym zakresie rozważań – wszystko zależy od naszej – niestety ograniczonej – wyobraźni.

A może istnieją inne wszechświaty – z innymi prawami fizyki np. Znowu – sf.

 

Przestaję zanudzać:)

Opublikowano

Fakt. Trochę przynudziłeś. Wyjaśnię dlaczego tak uważam. Stawiasz fundamentalne pytania z kilku co najmniej dziedzin naraz: filozofii, fizyki kwantowej, ogólnej teorii względności... i jeszcze kilka innych można by tu dołączyć. Sprawa pierwsza, jeśli chcesz dochodzić prawdy naukowej, nie można wysnuwać wniosków z założeń typu " załóżmy, że istnieje bóg". Albo, że " światem rządzi 12 słoni zamieszkujących w środku Słońca". To, z naukowego punktu widzenia, są równoważne założenia, oba nie do udowodnienia i pozbawione nawet możliwości ich udowodnienia na bazie jakiejkolwiek naukowej teorii. Druga sprawa, powstawania czegoś z niczego nie jest wcale - na gruncie fizyki kwantowej - czymś niewykonalnym, ale wręcz jest procesem koniecznym, jeśli ta teoria jest poprawna. A akurat teoria kwantowa jest najlepiej i najbardziej rygorystycznie przetestowaną teorią naukową wszechczasów. Nie istnieje doświadczenie, którego rezultatów nie byłaby w stanie przewidzieć. Sprawa trzecia: Jeśli te pytania są dla Ciebie ważne, proponuję przeczytać choćby jedną popularnonaukową książkę z zakresu fizyki kwantowej. Proponuję dwie: Fizyka Kwantowa oraz Pożegnanie z Rzeczywistością - obie Jima Baggotta, a na dodatek, jeśli to Cię zainteresuje, Zagadkę Teorii Kwantów Bruca Rosenbluma i Freda Kuttnera. Na niektóre z postawionych pytań znajdziesz tam odpowiedzi, na większość jednak nie. Ale dowiesz się jak działa dochodzenie do prawdy naukowej, czymkolwiek by ona nie była. Pozdrawiam i życzę - mam nadzieję - fascynującej lektury. :)

Opublikowano

@Lach Pustelnik

Dzięki wielkie za obszerny komet:)

Lubię czasami po prostu myśleć. A różne to wychodzi. Często dziwnie. Nie z tej strony, co trzeba.

Czytałem Stephena  Hawkinga i kilka innych, ale tych co Polecasz –nie. Jak trafię, to przeczytam:)

Pisałem→jeżeli... właśnie dlatego, że nie można udowodnić na 100%. To taki skrót myślowy.

Dobrze, że ne wrzuciłem ''złotych myśli" na temat→czasu, nieskończoności, materii itp... i co by było, gdyby światło spowolniło swoją prędkość...bo gdyby to fizyk przeczytał, to miałbym się z pyszna:))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...