Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Rzucił ją - była „z przeszłością”.

są mężczyźni z przypadłością,

że im przeszłość kością stoi,

A chłop się porównań boi.

 

No bo jak tu mieć kobietę,

co, gdy robisz jej minetę,

jak brzoskwinię ją wysysasz,

mogła kiedyś mieć tygrysa,

 

który, jak to plotka głosi,

grubszy ogon sprawniej nosił,

a w dodatku, dobry Boże,

miał zdolności językowe.

 

Jak się z takim zwierzem mierzyć,

i czy można takiej wierzyć,

że z pamięci już wytarła

tego arcy-minetaura?

 

Nawet  gdy sopranem śpiewa

to fałszywej się spodziewasz

pośród czystych tonów nuty

co powodem jest poruty.

 

( O wszeteczna córo Ewy,

którą skusił wąż ażeby

Adamowi wyszło bokiem,

bo choć bronił się: po łokieć,

 

zasilona piekieł mocą,

rękę wbiła mu przemocą

a z nią owoc i zgniliznę

gubiąc  siebie i mężczyznę -

 

- lew zaryczał  oszalały

kły wbijając w gardło łani,

świat niestrawność potąd dręczy,

że aż czasem z bólu jęczy. )

 

Zawsze na tę Jedną czekał,

ale z TYM nie można zwlekać,

więc gdy tylko miał ciśnienie

śmiało zbierał doświadczenie.

 

Lecz z kobietą sprawa inna:

ma być czysta i niewinna,

bowiem „dziwka” stanie kością

i rozminie się z miłością.

 

W ciemnym lesie dzięcioł wieku

nie wbił mu do głowy ćwieku,

więc ją rzucił bo nie była

śnieżno-biała jak lilija,

 

i , jak głosi w boru echo ,

chłop na bagnach gdzieś daleko

kędy sowa pohukuje

panny czystej poszukuje…

 

…uje…

…uje…

…uje…

 

 

 

(To dość stary utwór, posiada pewne niedociągnięcia i naciągnięcia, niemniej wydaje mi się niezły i zabawny.)

 

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Krakelura (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...