Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Tricky*


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Liryk

If I had been on your mind on that day
Holding on to your thoughts, to you mind that way
You could've never jumped down in those arms
You could've never left my heart cold

@Liryk Massive Attack to moje klimaty.

Tricky stracił córkę, straszne

Opublikowano (edytowane)

 

 

@Liryk wiesz, mam szacunek do ludzi, którzy swoją sztuką przemawiają gdzieś głębiej niż tylko do własnego ego. Banksy, to jeden z artystów, których bardzo cenię. Pozdrawiam

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@calluna Droga Calluno, luna Twoich poglądów mieni się rozkoszną barwą:)

Jeżeli chodzi o Trickiego i mnie to Aftermarch zaliczam jako numer jeden - chyba od zawsze...

Kiedy rozmawiamy już o Massive i Trickym, trudno nie wspomnieć Portishead czy Morcheeby,

co za tym idzie wspominam:

 

 

Póki co odstawiam trip hop. 

 

 

 

 

Pozdrawiam 

 

P.s. Przesielnie - już w niedzielę:)

 

 

 

 

 

Opublikowano

@Liryk musiales zacząć o Portishead....

Nie pozbędziesz się wariatki teraz. ...Na org FM prześladuje ludzi ich muzyką.... dziękuję za miłe słowa.

@Liryk A co powiesz o Archive?

Bardzo podobny klimat, też wrzucam ich kawałki na org FM. Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Cały ten koncert

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

Zobacz do jakiej muzy....

 

To jedna z ich bardziej stonowanych.

 

Opublikowano

Ale bywa i tak

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Archive- Bullets warto zobaczyć. Już znikam. Pozdrawiam

 

 

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...