Atay Sha Opublikowano 26 Stycznia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 26 Stycznia 2005 w mroku przedświtu dostrzegam smutne oblicze świata widzę jak wstaje zmęczone snem słońce. niedbałym ruchem budzi życie, wybiegam na ulice w godzinę szarości każdym krokiem witam płyty chodnika. zaspany park powoli zrzuca kołdrę nocy jeszcze pięć minut, prosi. dobrze. leż, ja zrobię śniadanie. wdzięczność parku oplata mnie ciasno. idę po cichu, by nie zbudzić krolów przestworzy. ale kruk przerwał już swój niespokojny sen. w ramię musnął mnie jego nieuchwytny cień. zapach kawy spowija miasto. już rano, słońce wciąż gramoli się na horyzoncie powoli robi się jasno. wracam do domu, po drodze trącam parę leniwych ulic budźcie się. ciepły wiatr tuli się do mnie. stojąc na stosie moich planów żegnamy szarość, wciągamy słońce na niebo. witamy dostojne panie i szanownych panów.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się