Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Wszelkie prawa zastrzeżone. 

WSZELKIE PODOBIEŃSTWO DO PRAWDZIWYCH POSTACI I ZDARZEŃ JEST PRZYPADKOWE

 

Część pierwsza - 

 

 

Część druga:

 

Przewrażliwienie Gotfryda na temat jego własnej odrębności sprawiało, że przed wyjściem ze swojego bezpiecznego schronienia przeprowadzał bardzo szczegółową i wyczerpującą ablucję wedle jasno określonego schematu. Kalendarz w smartfonie wskazywał poniedziałek, dlatego oprócz porannej toalety, mycia zębów i prysznica, scenariusz rytuału zakładał również golenie wciąż rzadkiego, pomimo wieku, zarostu i obcinanie paznokci u stóp.

 

Gotfryd szczerze nienawidził tych czynności. Jeśli tylko miałby taką możliwość aby całkowicie wyeliminować je ze swojego życia – z pewnością by to uczynił, nawet kosztem własnego indywiduum na rzecz biotechnologicznego transhumanizmu. Wykonywanie czysto ludzkich zabiegów higieniczno-pielęgnacyjnych traktował jako przykry obowiązek, którego spełnienie zbliżało go do norm i standardów rządzących światem relacji interpersonalnych.

 

Po co sobie utrudniać życie – myślał. - W dzisiejszych czasach ludzie tak zwracają uwagę na powierzchowność, że zaniedbywanie higieny osobistej z czysto pragmatycznych względów wydaje się stanowić formę samookaleczenia i autostygmatyzacji. Jestem na to zbyt inteligentny – twierdził.

 

Po zgaszeniu papierosa i wyrzuceniu niedopałka przez okno, Gotfryd poszedł do toalety ze smartfonem, na którym przeglądał najnowsze wydarzenia ze świata showbiznesu, którym skrycie gardził.

 

Marne wydmuszki. Powierzchowne wytapirowane laski i metroseksualni faceci. Sztuka dla sztuczności. Obrzydliwe. A jednak zmuszony jestem być z tym na bieżąco, aby nadążać za miałkimi trendami, za którymi podążają przeciętni ludzie.

 

Za każdym razem gdy dowiadywał się, że jakaś znana piosenkarka została zdradzona przez trzeciego z kolei męża, z jego krtani wydobywało się szydercze parsknięcie.

 

Zupełnie mnie to nie dziwi. Czy one naprawdę są tak naiwne? W zasadzie bardziej mi szkoda kobiet niż tych cwanych skurwysynów, którzy mamią je fałszywymi fasadami.

 

Po wypróżnieniu i zużyciu pół rolki papieru toaletowego (co w przypadku obsesyjnego pedantyzmu Gotfryda było normą), udał się do łazienki i przez minutę skrupulatnie namydlał i spłukiwał ręce parzącą wodą, powodując, że jego dłonie wyglądały jak po tarkowaniu buraczków z okresu dzieciństwa do ulubionego, domowego gulaszu. Następnie, z niewielkiej toaletki przy lustrze, wyciągnął szczoteczkę do zębów z kubka i zsynchronizowanym ruchem lewego kciuka i palca wskazującego odkręcił tubkę pasty do zębów i zaaplikował niewielką jej ilość na szczoteczkę. Zęby mył bardzo energicznie, aż z dziąseł płynęła świeża krew, wymieszana z posmakiem porannej kawy i zapachu tytoniu. Po minucie splunął do umywalki i wypłukał jamę ustną świeżą wodą z kranu, a następnie wyszczerzył się do lustra, żeby sprawdzić, czy wykonał kolejny punkt z rytualnej checklisty zgodnie z narzuconymi sobie standardami.

 

Czwórka z plusem – pomyślał. – Teraz jeszcze te nieszczęsne golenie.

 

Spośród wszystkich czynności najbardziej nie cierpiał golenia. Jego rzadki, młodzieńczy zarost, pomimo dwudziestu siedmiu lat na karku, wyglądał komicznie. W zetknięciu z własnym odbiciem w lustrze na myśl przychodziła mu żałosna postać podrzędnego, czterdziestoletniego komika prawiczka, albo jeszcze gorzej – pedofila czatującego na wylotówce w okolicach wiejskiej szkółki harcerskiej.

 

Podczas każdego golenia zawsze musiał się zaciąć. Pewnego razu tak niefortunnie pociągnął ruchem ostrza, że rozcięta górna warga wymagała chirurgicznego szycia. Od tamtej pory, ponieważ korzystał z najtańszych maszynek, golił się bardzo powoli i ostrożnie, bacząc na najmniejsze wgłębienia skóry, zwłaszcza w okolicach ust i gardzieli. W tym miejscu warto zaznaczyć, że stosunek Gotfryda do pieniędzy był niezwykle ambiwalentny i pełen sprzeczności. Z jednej strony starał się być niezwykle oszczędny w kwestii chociażby garderoby i przyrządów do pielęgnacji ciała, do którego bądź co bądź przywiązywał duża wagę, w innej natomiast, tj. jedzenia, był niezwykle rozrzutny. Potrafił w jeden dzień na jeden posiłek wydać pięćdziesiąt złotych na podwójny zestaw w fastfoodowej sieciówce.

 

Po zgoleniu zarostu przyszedł czas na naprzemienny prysznic, raz gorącą, raz lodowatą wodą.

 

Tak myli się Rosjanie z KGB – powtarzał sobie w myślach za każdym razem, gdy wkraczał do kabiny. Nie był pewien czy to prawda. Kiedyś usłyszał taką nowinkę od któregoś ze znajomych lub wyczytał z Internetu. - Nieważne, liczy się efekt. - twierdził. A efekt był korzystny tzn. wyczuwał poprawę wydolności i odporności organizmu. Ponadto po takim naprzemiennym prysznicu jego mózg pracował na wyższych obrotach.

 

Po wejściu do kabiny Gotfryd odkręcił kurek z gorącą wodą, po czym delikatnie kalibrował temperaturę do około 70 stopni Celsjusza kurkiem z zimną. Czuł się wówczas, jakby słodkowodny parujący gejzer wypalał w nim wszystkie grzechy codzienności, którymi splamił się niegdyś w kontaktach z ludźmi. Po kilku chwilach następowała w nim jakaś niezrozumiała, katartyczna przemiana objawiająca się mrowieniem na całym ciele, czym rozkoszował się nieskrycie, dając wyraz rozmaitym piskom i okrzykom. W trakcie spłukiwania namydlonego ciała przypominał sobie pewne badanie, które miało rzekomo potwierdzać, że samotni ludzie częściej myją się w gorącej wodzie, aby odgonić lęk przed upiorną samotnością.

 

I co z tego? Że niby jestem samotny? Ja po prostu nie przepadam za ludźmi. Większość ludzi funkcjonuje jak zwierzęta zaadaptowane do życia w dżungli na cudzą miarę. Tylko nieliczni potrafią ją przekształcać. Ci z kolei, którzy to robią, najczęściej niszczą karczując i wypalając wszystko i wszystkich na swojej drodze.

 

Gotfryd w swoim tragikomicznym myśleniu lubił być nieprzewidywalny, dlatego zaraz po umyciu się, natychmiast sięgał po niebieski kurek z zimną, lodowatą wodą, która wpijała się w jego skórę jak setki naostrzonych szpilek.

 

Jestem nad brzegiem Jordanu i chrzczę swoje ciału przed wyprawą za linię wroga, aby walczyć z wszechogarniającym ten świat kurestwem. Niebawem czeka mnie wyprawa do sklepu, a w nim mnóstwo szerszeni, które potrafią zabijać najmniejszą życzliwość jednym spojrzeniem źrenic wypełnionych trojańską pogardą opatrzoną fałszywym, ckliwym uśmieszkiem.

 

Po odhaczeniu punku „prysznic”, Gotfryd wyszedł z kabiny, opatulił się miękkim, czerwono żółtym, plażowym ręcznikiem i wrócił do swojej jaskini. Jego pokój przypominał zaniedbaną salę laboratoryjną ze względu na panujący w niej dysonans czystości i nieładu. Czystości, ponieważ codziennie przed samym wyjściem skrupulatnie sprzątał wczorajsze butelki po piwie i ścierał nawilżoną ściereczką popiół po papierosach na biurku. Nieładu z kolei, ponieważ jego rzeczy osobiste były posegregowane w dość osobliwy sposób. Łączył na przykład opakowania po yerba mate i kawie z książkami na jednej półce (których nigdy swoją drogą nie czytał), na innej zaś popsute słuchawki z papierosem elektronicznym, z którego w zasadzie nie korzystał, chyba że w przypływie natchnienia nagłego postanowienia remanentu własnego życia decydował się na rzucenie tradycyjnego palenia, co zazwyczaj kończyło się jedynie na dwudniowej, niepotrzebnej nerwówce.

 

Gotfryd położył się na łóżku i czekał, aż jego ciało wyschnie z mieszanki wody i spływającego strużką potu. Ilekroć wracał do swojego pokoju, tyle w jego umyśle rysowały się miliony scenariuszy dialogowych z różnymi ludźmi, z którymi mógł się spotkać w najbliższej przyszłości. Tym razem zaczął rozmyślać nad grupką studentów, którą zobaczył dzisiaj przez okno.

 

Studenciaki sączące piwo na balkonie w kontraście starszej, peryskopowej babinki. Ciekawe... cóż za przepiękna społeczna hiperbola – pomyślał. - Różnica pokoleniowa aż bije w oczy. Ciekawe jak owa babinka oceniłaby kondycję moralną wspomnianych młodzianów. Nieodpowiedzialne młodzieniaszki, niekryjące się ze swoim alkoholizmem? Upadłe aniołki u przedsionka piekła? A może dostrzegłaby chociaż w jednym z nich przyszłego znamienitego prawnika? Albo poetę, artystę? Alkohol przecież nie dzieli ludzi na rangi społeczne. To czysto ludzki wymysł marnych umysłów – skonstatował.

 

Zegar wybił trzynastą po południu.

 

Kurwa! Jak ten czas zapierdala. Przecież jeszcze nic sensownego nie zrobiłem. Zdążyłem ledwo dupę podetrzeć, spalić fajkę, wypić kawę, umyć się a już minęła godzina odkąd wstałem. Cholerna niemoc wobec wszechmocy tego zegara mnie przeraża. Dlaczego inni ludzie w ogóle się tym nie nie przejmują... Nie umiem tego zrozumieć. Względem przemijania jesteśmy jak niewolnicy na dziurawej łajbie w tonących blaskach pustyni, do której ktoś z uporem maniaka dolewa po filiżance wody w nadziei, że przezwycięży nieokiełznane żywioły.

 

Gotfryd wstał z łóżka, sięgnął po cążki do paznokci znajdujące się w górnej szufladzie jego biurka i rozpoczął operację. Najpierw najgrubszy palec, na którym zaczynał kiełkować grzyb z gatunku candida, który podstępem niczym czarny kupidyn rozkochał do żółcieni delikatny, niewinny niegdyś paznokieć. Następnie obciął pozostałe paznokcie u obydwu stóp, poszedł po zmiotkę z szufelką i posprzątał dawne fragmenty własnego ciała.

 

Ok, teraz tylko ubrać się, wziąć śmieci i ruszam do tego cholernego sklepu!

 

Część trzecia - 

 

 

Edytowane przez Robert/Anthony (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dzięki, że podzieliłeś/aś się swoimi odczuciami :) Piszę, ponieważ traktuję to opowiadanie jako trening literacki. Pierwsze trzy części napisałem bez planu, dalsze będą z planem. Mam pewien koncept w głowie, więc może odrobinę zaskoczę, choć nie obiecuję :)

 

W trzeciej części chciałem dodać odrobinę więcej sarkastycznego humoru, ale coś mi się nie kleiło, dlatego zostawiłem w formie - jak to nazwałeś - Cierpienia Młodego Wertera. W kolejnych planuję obok wyrazistych opisów dosypać szczyptę wartkiej akcji. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MUR ZAPIAŁ (X3)

       

      Ciepło w sercu mym
      Wzrok wlepiony w puste szkło,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo...


      Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak;
      Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire,
      A Tim, Don Juanem być chciał,
      I ja, najdumniejszy w melanżu tym,
      Ja chciałem, bym swój szlak miał...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał",
      Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co?

      Śpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się,
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Ciepło w sercu mym
      Oczy wpatrzone w balon Cointreau,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo
      Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak:

      Voltaire poszedł w tan, jak w dym,
      A Casanova - nawet się nie waż, bo...
      A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich,
      Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!"
      My zaśpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym bardziej po pieprz...
      Ony! Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Serce ciężkie od łez,
      Jak kołek w ziemię wbity wzrok
      Przy barze hotelu "Bażant PiaU":
      Pan Adwokat Joseph
      I Pan Radca Timothée
      W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał..

      Jojo mówi, co mówi Voltaire,
      A Timothé, co Don Juan,
      A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich,
      Ja o sobie mówię ten sam chłam...

      I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój,
      Co noc ci z Cechszczególnych-Brak,
      Ci "obesrańcy" pokazują nam zad,
      I śpiewają tak:

      "Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się!"
      Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak
      ...

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc przestań mazać się nam
      Wobec tych pięknych pań
      Bo jakiś babochłop
      W jakiś szemrany blond
      Właśnie rzucił cię

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Lecz wiedz, że wiochę robisz tu
      Szlochasz w obecności dam
      Weź się ogarnij już
      Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam
      Poszła się bujać na bluszcz

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Ale odstawiasz wstyd
      Ludzie się dziwują nam
      Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik...

      Chodź, Jef, już chodź, no, chodź
      Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz
      Chodź, bierzemy kurs na przepić go
      W Pod Taki Kur Piał

      Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość
      Mam dychę, a jak by to nie dość
      Będę udawał, że jestem hotelu gość...


      Potem pójdziemy coś zjeść
      A rybka pływać ma
      Więc, pstrąg, a może dwa
      I wódka zimna jak stal

      Chodź, dziewczynkom powiedz cześć.
      Zajrzymy Pod Chez Nel
      Albo Aniołek Zla
      Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma,
      Że za pół darmo ci da

      Promocja dla takich, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen
      Podnieś no, ten cały ciała kram
      Co ci zabiera tlen...

      Wiem, na duszy ciężko ci
      Wlec ją trudno, ale, i:
      Wiedz: idą lepsze dni
      Więc przestań w rękaw łkać mi,
      Za kołnierz wylewać drink...


      Jak żołnierz musisz być:
      Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci..
      Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi..
      Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny

      Ale, Jef, to już nie jest trottoir
      To kino de répertoire
      Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!!

      Chodź, panienkom rzucić "Ciao!".
      Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał
      A potem WC w Szał Ciał
      Pociechę znajdziesz tam być miał
      Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał

      Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Opowiemy sobie, jak
      Jak za czasów dawnych tak,
      Że nie pamięta najstarszy Mag,

      Szmalu było brak,
      Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak:
      "Kochanie w szlak?"

      Będziemy swoja brać
      Będziemy szczęście brać
      Piijani jak w Kurna Mać
      Będziemy się śmiało śmiać,
      I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!"

      Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź
      Chodź, chodź, cip, cip,chodź
      Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź
      Chodź, Jef, chodź, no chodź ...

      Będziemy śnić sobie, że,
      Znowu, jak w pięknym śnie
      Jesteśmy w nawyku, na dnie.
      Wracamy z odwyku...

      Nie!

      Chodź, chodź, Jef, chodź!


       

       

       

       

       

       

       

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. seks i dobrze zjeść:)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Jedno szambo Bob ma z sond, ej!
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      U nas akurat w mieście straszy się nas od kilku lat co pewien czas zamknięciem SORu, więc bardziej bym się tego bała, że na porodówkę przyjdą np z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego ;) bo kto wie, niech najpierw sprawdzą. Tu żartujemy, ale kto nie przerabial na żywo tych dojazdów, bo coś się mniej oplacalo, temu może do śmiechu. Pozdrawiam i dziękuję.       Dziękuję @piąteprzezdziesiąte @Jacek_Suchowicz
    • MUR ZAPIAŁ (X3)   Ciepło w sercu mym Wzrok wlepiony w puste szkło, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo... Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak; Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire, A Tim, Don Juanem być chciał, I ja, najdumniejszy w melanżu tym, Ja chciałem, bym swój szlak miał... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał", Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co? Śpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się, Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Ciepło w sercu mym Oczy wpatrzone w balon Cointreau, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak: Voltaire poszedł w tan, jak w dym, A Casanova - nawet się nie waż, bo... A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich, Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!" My zaśpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym bardziej po pieprz... Ony! Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Serce ciężkie od łez, Jak kołek w ziemię wbity wzrok Przy barze hotelu "Bażant PiaU": Pan Adwokat Joseph I Pan Radca Timothée W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał.. Jojo mówi, co mówi Voltaire, A Timothé, co Don Juan, A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich, Ja o sobie mówię ten sam chłam... I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój, Co noc ci z Cechszczególnych-Brak, Ci "obesrańcy" pokazują nam zad, I śpiewają tak: "Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy,  tym głupszy staje się Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy,  tym głupszy staje się!" Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak ... Nie, Jef, nie jesteś sam Więc przestań mazać się nam Wobec tych pięknych pań Bo jakiś babochłop W jakiś szemrany blond Właśnie rzucił cię Nie, Jef, nie jesteś sam Lecz wiedz, że wiochę robisz tu Szlochasz w obecności dam Weź się ogarnij już Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam Poszła się bujać na bluszcz Nie, Jef, nie jesteś sam Ale odstawiasz wstyd Ludzie się dziwują nam Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik... Chodź, Jef, już chodź, no, chodź Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz Chodź, bierzemy kurs na przepić go W Pod Taki Kur Piał Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość Mam dychę, a jak by to nie dość Będę udawał, że jestem hotelu gość... Potem pójdziemy coś zjeść A rybka pływać ma Więc, pstrąg, a może dwa I wódka zimna jak stal Chodź, dziewczynkom powiedz cześć. Zajrzymy Pod Chez Nel Albo Aniołek Zla Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma, Że za pół darmo ci da Promocja dla takich, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Nie, Jef, nie jesteś sam Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen Podnieś no, ten cały ciała kram Co ci zabiera tlen... Wiem, na duszy ciężko ci Wlec ją trudno, ale, i: Wiedz: idą lepsze dni Więc przestań w rękaw łkać mi, Za kołnierz wylewać drink... Jak żołnierz musisz być: Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci.. Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi.. Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny Ale, Jef, to już nie jest trottoir To kino de répertoire Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!! Chodź, panienkom rzucić "Ciao!". Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał A potem WC w Szał Ciał Pociechę znajdziesz tam być miał Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Opowiemy sobie, jak Jak za czasów dawnych tak, Że nie pamięta najstarszy Mag, Szmalu było brak, Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak: "Kochanie w szlak?" Będziemy swoja brać Będziemy szczęście brać Piijani jak w Kurna Mać Będziemy się śmiało śmiać, I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!" Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź Chodź, chodź, cip, cip,chodź Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź Chodź, Jef, chodź, no chodź ... Będziemy śnić sobie, że, Znowu, jak w pięknym śnie Jesteśmy w nawyku, na dnie. Wracamy z odwyku... Nie! Chodź, chodź, Jef, chodź! K                   
    • Wszystkim „dzieciom” wojny - ku pamięci Wszystkim „ojcom” i „matkom” wojen - ku przestrodze ++++++++++++++++++ "Wojna się nie zmienia"   Wojnę, żeby robić, trzeba mieć pieniądze, banksterów zaspokoić, prymitywne żądze. Wojna się nie zmienia, i ilekroć się zdarzy, sporo w tym roboty podłych dziennikarzy. Co piszą wysnute z palca informacje, zarabiając tym sposobem na wystawne kolacje. I wraz z establishmentem, prochu nie wąchają, rąk krwi mając pełne, niewinnych udają. O, nieszczęsny człecze, co wojnę wybierasz, w bezsensowną walkę, wysyłając czeladź. Tyś nie bogiem wojny, lecz z piekła pomiotem, więc za swoje czyny trafisz tam z powrotem. Staniesz przed swym Stwórcą, wbrew swej własnej woli, prawnik wraz z doradcą już cię nie wyzwoli. Bóg da ci zapłatę, na którą tak czekasz, walcząc o swe życie w samym środku piekła.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...